Rano zeszłam do kuchni w mojej ukochanej piżamce w krówki. Ern zaczęła chichotać jak opętana.
- Z czego się śmiejesz? - spytałam zdezorientowana, zaspanym głosem. Zaczęła chichrać się jeszcze głośniej, a już po chwili te szatańskie dźwięki zamieniły się w zwykły donośny śmiech. Zbywając ją ręką podeszłam do mojej półeczki w zielonym kolorze i ją otworzyłam.
- Ałś. - szepnęłam, kiedy wypadło na mnie pudełko płatków. Przyjaciółka teraz dosłownie tarzała się ze śmiechu po podłodze. Zajrzałam do lodówki, wyciągając przy tym mleko i jabłko, które tam wczoraj wsadziłam. Stanęłam przy blacie i nasypałam płatków do miski, po czym spojrzałam na pełną butelkę mleka.
- Tak dużo mleka... Tak mało płatków. - jęknęłam i zaczęłam walić głową w blat.
Do kuchni weszła Layla już kompletnie ubrana w pomarańczowy t-shirt w paski i czarne, krótkie spodenki.
- A tej co? - zapytała mnie tryskając energią, wskazując na Ernie.
- A bo ja wiem. - wzruszyłam ramionami i poszłam do salonu, uwalić się na kanapie. Usiadłam do góry nogami, przekładając je przez oparcie sofy, głowę zwieszając do dołu, a miskę ze śniadaniem przed sobą na podłodze.
- Layyyyyyy ! Pomocyyyy ! - wydarłam się.
- Coś się stało? - do salonu wpadła wystraszona dziewczyna.
- Podaaaaaj mi pilooooota. - uśmiechnęłam się, szczerząc perełki.
- Jezu... Ale Ty czasem bywasz irytująca. - skwitowała moje zachowanie,
- No wiesz... - tu zrobiłam dziwną minę - Lenistwo wciąą-ą-ąga. - ziewnęłam. Rzuciła mi pilota, a znając mój refleks...
- Ała ! - pisnęłam, kiedy trafiła mnie w ramię.
- Refleks leniwcu, refleks. - zaśmiała się i wyszła.
- Bezczel ! - krzyknęłam za nią. Szukałam po programach czegoś ciekawego, powoli przeżuwając płatki. Nagle zobaczyłam coś co mnie zszokowało.
- DZIEWCZYNYYYY ! PRZYGŁUPY W TELEWIZJI ! - wydarłam się zdzierając gardło. Odczekałam kilka sekund, a dziewczyny już siedziały naokoło mnie i gapiły się w telewizor.
- No więc chłopcy, ostatnio dowiedzieliśmy się, że macie nowe miejsce zamieszkania. - rozpoczęła wywiad młoda blondynka. Spojrzałam na znaczek pod nazwą programu. ' LIVE '.
- Przygłupi nie powiedzieli nam, że są sławni, hm? - skomentowała Ern. Przytaknęłyśmy zgodnie.
- Trzeba im dać nauczkę. - dodała Lay.
- Która godzina? - zapytałam Casie.
- Jest... dwadzieścia po dziesiątej. - odpowiedziała.
- Hmmm... Mieli przyjść około pierwszej... Mamy jeszcze dwie i pół godziny, żeby coś wymyślić... - obliczyłam.
- Aż mi się nie chce. Może po prostu pobądźmy troszkę złośliwe? - zaproponowała Ern z dziwną miną.
- Gud Ajdija. - westchnęłam.
- I mamy bardzo mi... - nie dokończył blondyn, bo ten w czarnych włosach zatkał mu usta.
- Mamy mnóstwo miłych sąsiadów. - dokończył za niego lokowaty.
- I ostatnie pytanie. Który z was jest wolny? Podnieście rękę na 'tak'. - zaproponowała długonoga blondyna. Wszyscy podnieśli ręce. Wybuchnęłyśmy śmiechem. Są aż takimi przygłupami, że nie mogą znaleźć dziewczyn.
- To zwalniam was wcześniej. - uśmiechnęła się prezenterka i program się skończył.
A my nadal się śmiałyśmy.
Siedziałyśmy tak jakieś trzydzieści minut rozmawiając na temat chłopaków i rzucając komentarze w stylu ' Jak patrzę na chłopaków, którzy mi się kiedyś podobali to aż szkoda słów '.
Ding Dong.
Ding Dong.
Ding ding ding Dong.
- P-przyszli wcześniej. - wyjąkałam przez śmiech - P-pójdę... Otworzyć. - i zaczęłam chichrać się jeszcze bardziej. Podeszłam i otworzyłam drzwi. Za nimi stali chłopcy. Na ich widok zatkałam usta i jeszcze głośniej zachichotałam.
- Witam haha... moich sławnych... haha... haha sąsiadów. - wytarłam łzy, które zaczynały mi cieknąć po pliczku - Rozgośćcie się. - dodałam i znowu zaczęłam chichotać. To musiało wyglądać dziwnie. Otwiera im roześmiana dziewczyna w piżamie, oni wchodzą do salonu, a tam wszystkie (te już ubrane) leżą na podłodze i też śmieją się jak opętane. Usiadłam pomiędzy nimi i przestałam się śmiać. Postanowiłam skorzystać z okazji.
- Casie? No, bo wiesz... Tak pomyślałam, czy mogłabym... To znaczy czy mi pozwolisz... zebym sobie kupiła zwierzątka... Może dwa. - jąkałam się kręcąc kciukami.
- A proszę Cię bardzo ! - zaśmiała się. Tak się ucieszyłam, że wybiegłam z domu w piżamie. Kiedy zorientowałam się, że ludzie na mnie patrzą myślałam, że spalę się ze wstydu. Weszłam do holu w takim samym tempie jak go opuściłam. Stanęłam po środku przejścia do salonu i patrzyłam jak dziewczyny bawią się z przygłupami. Zabawnie to wyglądało - Casie i chłopak w koszulce w kratę siedzieli na kanapie i zawzięcie o czymś dyskutowali, Damaris i ten w paski ganiali się po całej jadalni i salonie, Ernie łaskotała tego o czarnych włosach, Layla okładała lokowatego poduszką, a blondyn siedział sam na fotelu.Co jakiś czas przerzucał wzrok z pary na parę. Kiedy spojrzał na mnie, lekko się zarumieniłam i przywołałam go gestem ręki.
- No. Już myślałe... - zaczął.
- Nie pozwalaj sobie. Zawołałam Cię tu tylko dlatego, że masz fajną bluzę. - wskazałam na ubranie - Chodź. - złapałam go za nadgarstek, zajrzałam do salonu czy nikt nie patrzy i zaczęłam go wciągać na górę do mojego pokoju. Posadziłam go na łóżku.
- Wymyśliłam sobie akcję na spontana ! Skoro sama Casie pozwoliła mi na zwierzaka, to Ty mi teraz pomożesz wybrać jakiego. Myślałam nad jakimś gadem i pieskiem. Co Ty na to? Albo nawet nie odpowiadaj, nie masz nic do gadania, idziesz i już. Teraz muszę się w coś ubrać... Nie patrz ! Albo patrz, pomożesz wybrać. - nawijałam jak najęta otwierając drzwi od garderoby.
Na łóżko wyrzuciłam trzy zestawy.
- No, który wybrać? BritishLove, ILoveHaters, czy PrettyGirl?
- Hmmm... Trudna decyzja. Wziąłbym ILoveHaters... Tak apropos. Nazywasz swoje ubrania? - zapytał z miną typu ' Are You Serious? '.
- Nie czepiaj się. - odwarknęłam. Weszłam do łazienki, szybko się przebrałam, włosy zostawiłam rozpuszczone. Opuściłam pomieszczenie nazywane sanktuarium i podbiegłam do biurka, wziąć pieniądze. Zabrałam wszystkie oszczędności i złapałam blondyna za nadgarstek. Tym razem stał jak posąg jakiś.
- No chodź. - ciągnęłam już dwoma rękami za jego nadgarstek.
- Za uścisk. - uśmiechnął się uwodzicielsko.
- Bicz pliz, nie znam nawet Twojego imienia. - jęknęłam i nie zastanawiając się co robię, przytuliłam go wpół. Trzymałam go przez chwilę w objęciach.
- A teraz chodź. - pociągnęłam za nadgarstek. Szybko przemknęliśmy się koło salonu i wyszliśmy na dwór.
- A tak w ogóle... Niall jestem. - uśmiechnął się - Zgłodniałem. Co powiesz na gofry? - zapytał.
- Pytasz się? Największego żarłoka w całej grupie. Pff. Się wie. - odpowiedziałam i pobiegłam za słup od latarni. Schowałam twarz w dłoniach i krzyknęłam :
- You can't see me ! - po czym wystawiłam uśmiechniętą głowę zza słupa, ciałem pozostając w mojej kryjówce. Niall szybko wyjął aparat i zrobił zdjęcie.
- Ej ! Skasuj to ! - krzyknęłam podbiegając.
- Nie e... Chociaż okey. - usunął, nawet mi pokazał.
- Co Ty tak szybko to zrobiłeś? - zapytałam zdziwiona.
- Wejdź na Twittera. - zaproponował.
- Nie ! Jak mogłeś to zrobić. - tupnęłam nogą i weszłam na tt na swoim iPhonie.
- Niall Horan. - podał nazwisko. Wpisałam w wyszukiwaniu, weszłam w profil.
Wpis sprzed 2 minut brzmi :
' Nike where r u? :) '.
A przy nim moje zdjęcie jak wychylam się zza lampy.
- Pff. Brzydkie. - podsumowałam.
- Nie no coś Ty ! Ładna jesteś ! - odpowiedział.
- Powiedział, co wiedział. - odwarknęłam.
- Cudko. - złapał moje policzki jak to robi się dziecku i zaczął się nimi bawić.
- Ja wiem swoje, Ty wiesz swoje... Ale to ja mam rację. - dotknęłam go w czubek nosa i popędziłam przed siebie - Berek !
On tylko się uśmiechnął i zaczął mnie gonić.
***********************************************************************************
Hi, hi, hello. Jest rozdział namber tu i mam nadzieję, że kieeedyś na pewno ktoś to przeczyta.
Zostaw komentarz !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz