czwartek, 27 września 2012

Ja wcale nie umarłam !

Witam.
Jak pewnie zauważyliście... Rozdziały nie pojawiają się przez prawie dwa tygodnie !
Zła ja !
Ale jest też wytłumaczenie :)
Nie mam bardzo czasu.
W ramach rekompensaty w sobotę dodam dłuższy (jak dla mnie) rozdział.
Soo... C Ya Soon ! :) Xx

sobota, 15 września 2012

Love's like wind. You can't see it but you can feel it.

- No nareszcie ! - krzyknęłam widząc zieloną ciężarówkę zatrzymującą się na żwirowym podjeździe. Założyłam na mój ubiór zielony szlafrok, a na stopy czarne papucie i wyszłam przed dom.
- Dzień dobry. - przywitałam się z niskim panem w zabawnej czapeczce. Odmruczał coś niewyraźnie w odpowiedzi i otworzył tylną klapę pojazdu. Na szarej powierzchni stało kilkadziesiąt pudeł, jedne mniejsze, jedne większe, kilka klatek i sporo wielkich drewnianych skrzyń. Sprzedawca podał mi jeden karton, a sam zaczął wyciągać skrzynię z drewna owiniętą folią bąbelkową. Weszłam do domu potrząsając lekko pudełkiem. Jakie ja jestem głupie. Przecież w środku jest żywe zwierzę. Usiadłąm na kanapie pomiędzy Harrym, a Zaynem i bez żadnych procesów wstępnych oderwałam kawałek taśmy.
- Ej no co Ty ! Nie otwieraj go tutaj. Jeszcze gdzieś wypełznie. - wzdrygnęła się Cas. Wzruszyłam ramionami i zerwałam pozostałą taśmę klejącą. Otworzyłam śmiało pudełko, które było wypełnione do połowy trocinami.
- Gdzie jesteś... - próbowałam wypatrzyć zwierzę wśród wiórek. Jak na komendę z rogu wychynęła głowa wielkości mojej pięści.
- A tu Cię mam. - szepnęłam i wyciągnęłam węża jednocześnie pozwalając ułożyć mu się na moim ramieniu - Nazwę go Arshile. - oznajmiłam.
- Wow, wielki jest. - zaśmiał się wesoło Ean - Jaka to rasa? - dodał.
- Waż zbożowy snow, albo white. Jak kto woli. - odpowiedziałam wstając, bo panu w śmiesznej czapeczce udało się dotaszczyć akwarium do domu.
- 542$ - zażądał. Odliczyłam dokładnie pieniądze, złożyłam podpisik na karteczce i odprowadziłam sprzedawcę do drzwi.
- Trochę Cię to kosztowało. - skwitował Ed nadal wlepiając wzrok w mój nowy nabytek siedzący mi aktualnie na ramieniu.
- Czego nie zrobi kobieta dla przyjemności. - odpowiedział mu rozbawiony Zayn. Posłałam mu minę ' zamknij się, bo zaraz zarobisz '.
- Moje pieniądze, więc mogę wydawać je na co chcę. - wzruszyłam ramionami - Ałś. - dodałam, bo oberwałam od Mulata w głowę - Jeszcze się policzymy. - odrzuciłam w niego poduchą. Nadal z Arshilem na ramieniu odwinęłam folię bąbelkową.
- Weeee ! - zapiszczałam skacząc po folii.
- Dziecko. - westchnęła Casie i wróciła do rozmawiania o najnowszej plotce ' One Direction i dziewczyny z naprzeciwka? '. Otworzyłam wieko odsłaniając duże akwarium i rzeczy do jego urządzenia.
- Zobacz Arshile. Tu będziesz teraz mieszkał. - powiedziałam do zwierzaka podrzucając korzeniem - Ean? Ed? Pomożecie? - zapytałam braci pokazując na czarne biurko przy oszklonej ścianie.
- Że niby to ma tu tak stać? - zapytała Casandra - Ma tu być i cały Boży dzień będzie się na mnie gapić? - dodała.
- W sumie... To tak. - pokiwałam ochoczo głową. Zrobiła minę typu ' Oh God Why ' i zamknęła oczy. Bracia raczyli podnieś tyłki i wspólnymi siłami przenieśli akwarium na biurko.
- Dzięki. - powiedziałam i zdjęłam Arshila z ramienia i położyłam na podłodze - Idź pozwiedzać. - wszyscy podciągnęli nogi na sofę - Dajcie spokój. Nawet Ty Daniel? Zayn? Harry? - uniosłam brwi. Ale nawet mnie nie słuchali. Wąż gdzieś zniknął, więc miałam czas na przygotowanie terrarium.

Po piętnastu minutach spojrzałam krytycznym okiem na moje dzieło i wzięłam się za szukanie pupila. Wszyscy patrzyli na moje poczynania lekko wystraszeni.
'' Baby '' - pomyślałam - ''Pfff ''.
- Ej, ej, ej ! Zbierzesz cały kurz z podłogi ! Wstawaj ! - poleciła Casie zaraz po tym jak przeczołgałam się od kanapy do półki, a potem do biurka.
- Jak chcesz, ale jak Arshile udusi Cię w nocy, to nie przyjdę na pogrzeb. - podniosłam się, otrzepałam i wyszłam do kuchni, żeby coś zjeść. Najbliżej mnie stała miska z owocami, więc wzięłam banana do ręki, dla ścisłości - mój ulubiony owoc.
- Znowu Cię na tym przyłapuję ! - do kuchni wszedł Harry niosąc Arshila na ramieniu. Zaśmiałam się wesoło i zrzuciłam z ramion szlafrok.
- Gorąco tu. - westchnęłam wachlując się ręką i odbierając pupila Loczkowi.
- Zaraz wyjdę. - wytłumaczył, a ja parsknęłam śmiechem.
- A może frytki do tego? - zadrwiłam.
- Tak, z ketchupem poproszę. - i wziął do ręki inny owoc - Nie lubisz brzoskwini? - zagadnął.
- Ale żeś sobie temat wymyślił. No, oj to nie tak, że nie lubię. - jęknęłam - Nie jadam ich często ze względu na te nieprzyjemne włoski na skórce. - zaczęłam gestykulować rękam.
- Włoski na skórce? - uniósł brwi.
- Zboczeniec. - trzepnęłam go pięścią w ramię - O czym oni tam tak zawzięcie dyskutują?
- Pozostał nam tydzień wolnego, potem kilka koncertów w Londynie, wywiady i cała reszta. Więc zastanawiają się gdzie możemy jechać. Gdzieś nad morze, zorganizowanie biwaku czy może nad jezioro. - wytłumaczył.
- Nigdzie nie jadę. - oznajmiłam chłodno. Loczek złapał mnie w pasie i przerzucił przez ramię.
- Czemu? - zapytał.
- Bo nie. - odwarknęłam.
- Czemu? - ponowił pytanie.
- Bo mi się nie chce. - odpowiedziałam przymilnie.
- Czemu?
- Bo tak ! - odkrzyknęłam lekko zirytowana.
- Czemu?
- Słuchaj mnie uważnie niewyżyty małpiszonie. Po pierwsze, uwielbiam biwaki i tego typu rzeczy ! Pianki, kiełbaski, wszystko co niszczy organizm ! Ogniska, które w każdej chwili mogą spalić Ci włosy ! Spanie w namiotach na zimnej i mokrej ziemi ! A wypady nad morze? Yaaay ! Romantyczne zachody słońca na nieprzyjemnym i brudnym piachu ! Domki na plaży ze spróchniałego drzewa ! Pokaleczone muszlami stopy ! A jeziora? Jeszcze fajniej ! Mnóstwo komarów, które zżerają Cię żywcem, ciemne lasy dookoła pełne pedofilów i groźnych zwierząt ! Pijawki ! Po drugie, jeszcze nie wyzdrowiałam. - zadeklarowałam.
- Szczęście w nieszczęściu, że wyczułem ten ostry sarkazm. - Styles mną potrząsnął i zaczął kierować się do salonu.
- Szczęście bo? - uniosłam brwi, choć i tak nie mógł tego zobaczyć.
- Bo jedziemy tam na dwa tygodnie... - nie dokończył.
- Merde ! - przeklęłam  po francusku.
- Co? Nie ważne. Nieszczęście dla Ciebie, bo domki będą tylko dwuosobowe. - po tonie jego głosu mogłam wywnioskować, że się cieszy.
- Chłopcy przestańcie ! - usłyszałam lekko przytłumiony krzyk Damaris. Harruś postawił mnie na podłodze i razem weszliśmy do salonu.
- Ej ! Spokój ! - zainterweniował Liam. Stanął pomiędzy Zaynem, a Niallem i odsunął ich od siebie na długość swoich ramion. Patrzyli na siebie z mordem w oczach. Spojrzałam pytająco na Dam.
- Ostatecznie zdecydowaliśmy, że jedziemy nad jezioro.  Kłócą się, który ma być z Tobą w domku. Najlepiej będzie, jak Ty któregoś wybierzesz. - uśmiechnęła się zachęcająco.
- Ale... Ja nie wiem... Ja nie wiem którego mam wybrać. - patrzyłam to na Mulata, to na Blondyna. Ich błagalne spojrzenia posyłane w moją stronę... Ugh - Nie wiem, naprawdę. - zająknęłam się.
- To jutro zdecydujemy. - oznajmiła zawsze rozsądna Casie.
- Muszę się z tym przespać. - machnęłam na nich ręką. Założyłam buty i wyszłam przed dom. Nie wspominałam? Chwilowo spałam u Chłopców w domu, ponieważ kanapa była strasznie niewygodna. Nasuwa się pytanie. Z kim? Odpowiedź brzmi - z nikim. Śpię w pokoju gościnnym, bo tak chciałam.
Wyciągnęłam klucz spod doniczki. Ludzie są tacy przewidywalni... I łatwowierni... I naiwni... Można by tak wymieniać. Nie wierzę w ludzi. Westchnęłam cicho zdejmując buty i przechodząc przez kuchnię do mojego tymczasowego lokum. Zamknęłam się w nim od środka i usiadłam na łóżku. Popatrzyłam w okno na przeciwko. Czas na przemyślenia Nike. Może zadać ponownie pytanie ' Czym jest życie? ' lub ' Czym powinnam się zająć w przyszłości? '. A może ' Czas już dorosnąć? '. Nie sądzę, nie warto. Wolę zostać dużym dzieckiem do końca życia, nie brać niczego zbyt poważnie i posługiwać się bolesnym sarkazmem. Brawo Nike ! Dziesięć punktów dla Ciebie. Jakie są wartości w życiu? W MOIM życiu? Nie wiem... Miłość? Nie znam takiego słowa. Chociaż... Muszę przyznać, że Niall i Zayn są intrygujący, a niedawno Mulat wyznał mi, że coś do mnie czuje... Pieniądze? Nie, one nie dadzą mi szczęścia. Przyjaźń? Okazyjnie. Spotkała mnie w życiu. Te cztery idiotki śmiało mogę nazwać przyjaciółkami. A przygłupy? Nasze relacje są bardzo dobre, zaczęliśmy się lepiej poznawać, choć wolę zająć się sobą niż kimś innym. Nie zmienię się dla kogoś. Dom? Mam mieszkanie. Założenie rodziny? Za młoda, by o tym myśleć. Moja rodzina? Tęsknię za mamą. Tęsknię za tatą, nawet nie wiem gdzie on jest. Mam Michelle i tych dwóch kochanych pedałków. Czego więcej trzeba? Odpowiedź jest prosta. Szczęścia. Czy ja zaznałam szczęścia? Sama nie wiem. Mam wielki kłębek w głowie. Jeszcze nie przeżyłam swojego pierwszego razu. Pozory mylą. Ale ja się boję. Czy to boli? Z kim mogę to zrobić? Nikt nie przychodzi mi na myśl, ale wiem, że zrobię to z kimś, kogo będę kochać nad życie. Co mogę nazwać szczęściem? Również nie wiem. Jestem małą, głupią, bezbronną nastolatką. Nie jedyną na całym świecie, ale jedną mróweczką w mrowisku.
- Po co ja się zgrywam? - zadałam pytanie sama sobie. Tak naprawdę, to nie jestem twardą Nike. Ja po prostu gram... Bo życie to jeden wielki teatr, prawda? Jak każdy człowiek, potrzebuję miłości, zaufania, przyjaźni. Bo czym by było życie bez tych rzeczy? A może po prostu życie to jeden wielki sen, a śmierć nas budzi? Kto wie. Ułożyłam się wygodniej na łóżku. Gdzie jest ten ' ktoś ', kto zmieni moje życie? Co on może teraz robić? Z takimi myślami przykryłam się kocem i zasnęłam.

*lé następny dzień *

Otworzyłam oczy, bo strasznie burczało mi w brzuchu. Spojrzałam na wyświetlacz iPhone' a. Kilka wiadomości, kilka nieodebranych połączeń. Godzina 5:28.
- No pięknie. - mruknęłam do siebie i przetarłam oczy. Przeciągle ziewnęłam i przeciągnęłam się niczym kot. Podrapałam się po głowie i zamlaskałam kilka razy, bo w końcu dotarł do mnie ten okropny poranny smak w ustach. Otworzyłam drzwi i z przymkniętymi przedostałam się do kuchni.
- Vas Happenin'? - przywitał mnie uściskiem Zayn. 
- Mhm. - odmruknęłam niewyraźnie i wdrapałam się na wysokie krzesło stojący przy wysepce kuchennej.
- Hej Nike. - podszedł Harry i poczochrał mi włosy.
- Cześć. - Liam tylko posłał mi wesoły uśmiech.
- Siemka Marcheweczko. - Lou uderzył mnie pięścią w ramię.
- Delikatniej. - poprosił go Mulat nie przestając się szczerzyć.
- Witam Śpiącą Królewnę. - Niall pocałował mnie w rękę.
- Mhm. - odmruczałam ponownie. Westchnęłam cicho i próbowałam się podnieść.
- Dajcie jej kawy, czy coś. - zaproponował Hazza. Skąd on wie czego mi trzeba? Ehh. Chwilę potem stał przede mną czerwony kubek pełen czarnego, pysznego napoju. Złapałam za kubek i od razu wypiłam łyk kawy.
- Mmmmm. - jęknęłam. Cudowna.
- Jesteś już gotowa, wczoraj Cię spakowaliśmy i za pół godziny wyjeżdżamy. - oznajmił Liam. Słysząc to wyplułam całą zawartość moich ust na blat kuchenny, przy okazji też na podłogę.
- Grzebaliście w moich rzeczach ?! - wykrzyczałam robiąc się coraz bardziej czerwona.
- Taaaak, aa coooo? - Styles przeciągał samogłoski. Spaliłam strasznego buraka. Poszłam do pokoju Zayna, wyciągnęłam szare dresy i T-shirt, w które szybko się przebrałam. Poszłam do łazienki zgarnęłam sprzed lusterka moją gumkę, związałam pospiesznie włosy w niedbałego koka i zbiegając po schodach krzyknęłam do Chłopaków :
- Czekam w samochodzie ! 
Wyszłam przed dom bawiąc się moim iPhonem. Wsiadłam na siedzenie pasażera.
- Dzień dobry proszę pana. - przywitałam kierowcę, a jednocześnie ich menagera, którego nazywali Paulem.
- Dzień dobry. - odpowiedział uśmiechając się wesoło - Jak samopoczucie? - dodał.
- A wie pan... - nie dał mi dokończyć.
- Jaki tam znowu ' pan '. Paul Higgins jestem. Mów mi Paul. - przedstawił się. Tak zaczęła się nasza rozmowa.

* lé pół godziny później *
- Są wszyscy? - zapytał się Paul patrząc w lusterko.
- Jasne. - odpowiedzieli im Casie i Liam równocześnie. Zaśmiali się i splotli dłonie... Czy ja o czymś nie wiem? Nie ważne. Wyciągnęłam iPhone' a z kieszeni i zrobiłam zdjęcie Pulowi. 
' @paulyhiggins is our driver ! Yeah. Nice man Xx ' - dodałam wpis na Twittera i pokazałam go Paulowi. 
- Masz może ze sobą laptopa? - zadałam pytanie.
- Jasne, jest pod Twoim siedzeniem. - wyjaśnił nie odwracając wzroku od drogi. Odpięłam niepewnie pasy, podniosłam siedzisko i wyciągnęłam urządzenie. Szybko je uruchomiłam i zaśmiałam się cicho pod nosem. Mieli tu WiFi. Podłączyłam się, i weszłam w kamerkę. Wyrwałam z rąk gitarę, na której grała przed chwilą siedząca za mną Damaris.
- Oddaj to ! - krzyknęła odwracając się zła.
- Wal się. - odpowiedziałam i zasunęłam czarną kotarę. Uruchomiłam kamerkę, nastroiłam gitarę i odetchnęłam.
- Cześć wszystkim. Jak widzicie, nie jest to najlepsze miejsce na nagranie covera, ale muszę w końcu dać coś od siebie. Za dużo emocji. I przepraszam was, że ostatni dodałam aż dwa tygodnie temu. - uśmiechnęłam się przepraszająco do niebieskiego światełka - Dziś będzie to Colbie Caillat - ' Bubbly '. - oznajmiłam i zaczęłam brzdękać na instrumencie.


I've been awake for a while now,
You've got me feelin' like a child now,
Cause every time I see your bubbly face,
I get the tinglies in a silly place.

Uśmiechnęłam się do kamerki i zamknęłam oczy, żeby wczuć się w rytm.

 It starts in my toes,
And I crinkle my nose,
Wherever it goes I always know,
That you make me smile,
Please stay for a while now,
Just take your time,
Wherever you go.

 The rain is fallin' on my window pane,
But we are hidin' in a safer place,
Under covers stayin' dry and warm,
You give me feelins that I adore.

 It starts in my toes,
Make me crinkle my nose,
Wherever it goes,
I always know,
That you make me smile,
Please stay for a while now,
Just take your time,
Wherever you go.

Śpiewając to, myślałam o takim jednym Chłopcu z dzieciństwa, który ukradł mi serce. 
'' Salut Nike. '' - przywitał się wesoło po Francusku.
'' Salut Harold. '' - odpowiedziałam w tym samym języku.
'' Ma mère invite ta mère pour le dîner. Voulez-vous venir? '' - zapytał z nadzieją w oczach.
'' Bien sûr. Vous ne pouvez pas refuser, parce que je pense que ma mère me ferait manger. '' - odparłam uradowana jednocześnie chichocząc.
'' J'espère que vous viendrez. Je t'aime. '' - pocałował mnie w policzek i zanim zdążyłam odpowiedzieć uciekł. Mieliśmy wtedy po dziesięć lat. Ah ta szczenięca miłość. 
* Uwaga od autora - nie tłumaczcie tego, bo będzie przetłumaczone na dole :) *


 What am I gonna say,
When you make me feel this way,
I just........mmmmmm.

It starts in my toes,
Make me crinkle my nose,
Wherever it goes,
I always know,
That you make me smile,
Please stay for a while now,
Just take your time,
Wherever you go.

 I've been asleep for a while now,
You tucked me in just like a child now,
Cause every time you hold me in your arms,
I'm comfortable enough to feel your warmth.

 It starts in my soul,
And I lose all control,
When you kiss my nose,
The feelin' shows,
Cause you make me smile,
Baby just take your time now,
Holdin' me tight.

 Wherever, wherever, wherever you go,
Wherever, wherever, wherever you go,
Wherever you go, I'll always know.
Cause you make me smile here, just for a while. 

Zakończyłam grać na gitarze.
- Mam nadzieję, że się wam spodoba. Osobiście uwielbiam tą piosenkę, aktualnie opisuje mój nastrój. Pewnie domyślicie się po plotkach o co chodzi. - uśmiechnęłam się wesoło - To tyle na dziś. Uśmiechnij się Paul. - skierowałam kamerkę na Pauly' ego. Pomachał w tą stronę, więc mogłam już wyłączyć.
- Nie myślałaś nigdy o tym, żeby pójść do X-Factora? - zapytał po krótkiej chwili.
- Nie kręci mnie to. Nie lubię gwiazdek stworzonych przez takie programy. - wzruszyłam ramionami logując się na moje konto na YouTube.
- Wiesz, że Chłopcy są takimi gwiazdkami? - uniósł brwi.
- Nie wiem, nie obchodzi mnie to. - dodałam filmik.
- Słuchaj Nike. To, że jesteś zimna nie pomoże Ci w zdobyciu czegokolwiek. - powiedział skręcając w jakąś polną drogę. Auć. Nie powiem, zabolało.
- Może masz rację... Ale zauważ, że kiedy będę miła, to ludziom łatwiej będzie mnie zranić. - zripostowałam.
- Ale będzie im się łatwiej do Ciebie zbliżyć... Daj spokój ! - powiedział pewnie głośniej niż zamierzał - Widziałem jak patrzysz czasem na Zayna. I jak on się Tobą zajmuje. Boi się o Ciebie. - dodał szeptem uśmiechając się pod nosem.
- Powinno mnie to obchodzić? - podniosłam głos.
- A nie? - odpowiedział - Jesteś młoda ! Potrzebujesz tego. - stwierdził.
- Tylko. Nie. Młoda. - wysyczałam przez zęby odpinając pas - Nie szukam chłopaka i nawet nie mam zamiaru ! Kim Ty niby jesteś, żeby mówić mi takie rzeczy? Moim ojcem? Nie sądzę ! Zostanę starą panną z sześćdziesięcioma dziewięcioma kotami ! I nic Ci do tego ! - wrzasnęłam i wyskoczyłam z samochodu, bo Paul już się zatrzymał. Wkurwiona na cały świat weszłam do pierwszego lepszego domku trzaskając drzwiami.

***********************************************************************************

Wiem, wiem... Spieprzyłam i to ostro.
Specjalne podziękowania dla Apolline :D
Przetłumaczona rozmowa :
- Cześć Nike.
- Cześć Harold.
- Moja mama zaprasza Twoją mamę na obiad. Przyjdziecie?
-Oczywiście. Nie mogę wam odmówić, bo mama by mnie chyba zjadła.
- Liczę na to, że przyjdziesz. Przepadam za Tobą.
Mam fazę na Hazzę !












I  na Zayna też ! Muahah !










Dobra, koniec męczenia gifami i zdjęciami, bo od tej seksowności zaraz roztopią wam się gałki oczne. Teraz czas naaaa...
Nawet nie napiszę ' Hope You Like It ', bo wiem, że tego nie polubicie.

sobota, 8 września 2012

You know what?

* lé perspektywa Harrego *

Obudziłem się rześki i wypoczęty. To pewnie dlatego że Nike czuje się lepiej. Wszystkim nam ulżyło, kiedy zobaczyliśmy ją turlającą się ze śmiechu po dywanie. Wziąłem szybki prysznic, założyłem ubrania, które leżały najbliżej mnie i zbiegłem po schodach na dół. Zastałem tam rozwścieczonego Lou kłócącego się z Horanem.
- To nie moja wina, że jesteś wiecznie głodny i zawsze brakuje Ci jedzenia ! - krzyknął Pan Marchewka.
- Zauważ też, że teraz nie ma jedzenia dla wszystkich, więc sądzę, że nie tylko ja będę zły. - zripostował mu Blondyn.
- A czemu nie ma jedzenia? Bo wszystko wchłonąłeś ! - oskarżył go drugi. 
- To nie moja wina że tak mam. - Niall nadal zachowywał spokój. 
- Z kim ja żyję. - westchnął Lou - Dobra, jakoś przeżyjemy. - westchnął. 
- Ja mogę iść po zakupy. - zaoferowałem się.
- Czekałem na kogoś takiego jak Ty. - przytulił mnie i zaczął pisać na kartce co mam kupić. 
- Dużo tego. - spojrzałem na Louisa z wyrzutem.
- Musimy robić zapasy. Zima zbliża się wielkimi krokami. - zamknął oczy i podniósł brwi.
- Jest koniec sierpnia. - spojrzałem na niego wymownie.
- No przecież mówię. - pokiwał głową i skierował się do salonu. Wziąłem trochę kasy i wyszedłem z domu. Wolałem się przejść i pooddychać świeżym powietrzem. Droga do TESCO zajęła mi niecałe dziesięć minut. Zabrałem ze sobą wózek, bo lista była dość długa. Przeczytałem kilka pierwszych produktów. Mleko, ser, szynka, masło, chleb, płatki kukurydziane i czekoladowe... Oh Tommo, Tommo. Skierowałem się do części z nabiałem.
- Harry ! Harry zaczekaj ! - usłyszałem za sobą. Pomyślałem, że to fanki, więc nie zwróciłem na to uwagi.
- No wiesz? - złapała mnie za ramię Casie.
- Przepraszam, myślałem, że to fanki... - zacząłem się tłumaczyć.
- Nie szkodzi. Jakbym była sławna to też bym tak pomyślała. - zaśmiała się Layla stając po drugiej stronie. Ta dziewczyna była bardzo ładna. W pewnym sensie... Pociągała mnie? Ale nie tak, żeby na jedną noc zaciągnąć do łóżka, a potem zostawić... Tylko tak normalnie. Z zamyślenia wyrwała mnie Casie.
- A może przyjdziesz do nas na śniadanie? - zaproponowała uśmiechnięta.
- Muszę zrobić zakupy dla nas. - westchnąłem przepraszająco.
- Chłopcy też będą mogli przyjść. - dodała nadal się uśmiechając - Najwyżej po południu wyjdziemy wszyscy na wspólne zakupy.
- A Nike? Nie można jej zostawić samej. - przypomniałem.
- Po południu będzie już jej siostra. A poza tym sądzę, że Zayn będzie chętny by jej towarzyszyć. - poruszała zabawnie brwiami.
- Dobra. Dokończmy wasze zakupy i możemy iść. - zgodziłem się. Ucieszyły się i przybiły coś w stylu ' HAJG FAJF '. Zbieraliśmy z półek wszystko do mojego wózka, nie przejmując się ceną. Doszliśmy do działu z rzeczami dla zwierząt. 
- Zaczekajcie ! - krzyknęła Casie. Stanęła przy półce z karmami dla psów i zaczęła czytać składy.
- Co robisz? - podszedłem do niej biorąc do ręki puszkę z jedzeniem dla zwierząt i podrzucając.
- Nike nie może wychodzić z domu, więc to ja teraz muszę kupować rzeczy dla Flossy.
- Też fakt. - zaśmiałem się - Ale trzeba przyznać, to najsłodszy pies jakiego widziałem. - pokiwałem głową.
- A do tego dziś przywiozą tę jej gadzinę. - wzdrygnęła się Lay - Kupiła sobie węża. - wytłumaczyła mi widząc moją minę. 
- Aaaaaa. - pokiwałem głową. Zgarnęliśmy kilka karm i skierowaliśmy się do kasy. Zapłaciłem za wszystko pomimo protestów dziewczyn. Wyszliśmy obładowani zakupami. Sześć toreb dla pięciu dziewczyn.
- Po co wam aż tyle jedzenia? - zapytałem zdziwiony.
- Nie znasz Nike. To straszny żarłok. A nie tyje. Zazdroszczę jej. - zamknęła oczy Layla.
- Tak właściwie to jak wy się poznałyście? - zadałem pytanie, bo wreszcie miałem okazję się dowiedzieć.
- Umm. Mamy czas, więc mogę opowiedzieć. - rozpoczęła Casie - Nike straciła mamę, umarła ona na raka. Chociaż bardzo kochała swojego tatę, to musiała od niego uciec. Po prostu to zrobiła. Zarabiała na śpiewie i graniu na gitarze. Coś jak Bieber. Laylę rodzice wyrzucili z domu, bo ćpała i piła, nie była ich idealną córeczką o której zawsze marzyli. Ja z moją matką uciekłam od ojca, bo nas bił. Damaris została oddana do domu dziecka w wieku pięciu lat, również była skazana na ucieczkę. A Ernie nigdy nie opowiedziała nam swojej historii. Nie jest za kolorowo. - westchnęła. Już chciałem przerwać pytaniem, ale ona kontynuowała - Pewnego dnia, kiedy siedziałam w parku, moja mama powiedziała, że musi na chwilę po coś iść i że zaraz wróci. Tak się składa, że nie wróciła. Płakałam ciągle, bez końca, aż w końcu kiedy chciałam się zabić za pobliskim drzewem... Layla mnie powstrzymała. Powiedziała ' Życie jest za dużo warte, żeby tak je kończyć '. - uśmiechnęła się do Lay i pokiwała na nią, żeby to ona kontynuowała.
- Zostałyśmy przyjaciółkami. Casandra przygarnęła mnie do siebie. Matka zostawiła jej dom. W końcu kiedy zagoiły się rany Cas mogłyśmy wyjść normalnie z domu. I wtedy spotkałyśmy płaczącą Nike. Siedziała na jednym ze schodków MilkShake City. Kiedy zapytałyśmy się jej co się stało zaczęła szlochać coraz mocniej. Próbowała nam cokolwiek wytłumaczyć, ale nie potrafiła. Ją też przygarnęłyśmy. Damaris żebrała, więc zrobiłyśmy tak samo, a Ernie... Po prostu chciała z nami zamieszkać. Potem razem zarabiałyśmy. Nike miała wypadek i takie tam. Rok później kupiłyśmy dom, w którym aktualnie mieszkamy, aż do teraz. - zakończyła.
- Nie za kolorowo. Czekaj... Nike miała wypadek? - zdziwiłem się.
- Emm... Nie lubi jak się o tym mówi. Ale czego, nie usłyszy, to ją nie zaboli. - wzruszyła ramionami Casie - Potrącił ją koleś na motorze. Miała złamane żebra, nogę i poważny wstrząs mózgu. Leżała w śpiączce przez dwa tygodnie, potem się obudziła i lekarz stwierdził, że ma przejściową amnezję. Powoli sobie zaczęła przypominać i wszystko wróciło do porządku. Ta da i The End. - zaśmiała się.
- Aż się dziwię, że zdążyłaś w dziesięć minut. - zaśmiałem się z nią przechodząc koło ich basenu.

* lé perspektywa Nike *

- Zostaw tą mąkę ! - krzyknęłam na Damaris jednocześnie się cofając, żeby nie zostać ' umączoną '. Zaśmiała się złowieszczo i wysypała na mnie całe opakowanie. Stałam tak kaszląc, nawet nie próbowałam strzepywać z siebie białego proszku, bo Dam już niosła drugą torebkę. Ubrudziła mój ulubiony chorowity zestaw. Garściami na mnie sypała. Do tego jeszcze Ernie z mściwym rechotem dodawała kakao i kawę. 
- Wyglądasz coraz lepiej. - uśmiechnęła się Niebiesko-włosa. Ern przyniosła bitą śmietanę i sos czekoladowy i mnie ' udekorowały '.
- Ej no co tu się dzieje ! - wydarła się Casie kładąc torby koło nóg. 
- Jezu moje zbawienie ! - podbiegłam do niej i ją przytuliłam. Dziewczyny odwróciły się i chciały dokończyć ciasto, ale Cas do nich powiedziała :
- Nie tak prędko moje panie. Wysprzątacie zarówno to, jak i w salonie. Kto wymyślił wojnę na płatki śniadaniowe? - zapytała podnosząc brwi. Wskazałam na Damaris.
- Oj daj spokój. Przecież to nic takiego. Robiłyśmy gorsze rzeczy. - próbowała się bronić.  Wszyscy równocześnie podnieśliśmy lewą brew. Dopiero teraz zauważyłam, że przyszedł Harry. 
- Cześć. - przywitałam się machając nieśmiało.
- Cześć. - odpowiedział wyjmując iPhone' a i robiąc mi zdjęcie.
- Ciekawe ile już moich zdjęć krąży po internecie. - zamyśliłam się. Po chwili jednak wzruszyłam ramionami i skierowałam się do salonu, aby pooglądać coś ciekawego.
- Ja pierdziele. Te programy kulinarne są dla mojego żołądka jak pornosy*. - westchnęłam widząc już któryś z kolei. Usłyszałam wybuch śmiechu z kuchni i cicho westchnęłam. 
- Idę się wykąpać ! - krzyknęłam wyłączając TV. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, więc wbiegłam szybko po schodach na górę i do swojego pokoju. Nie biorąc nic ze sobą wleciałam do łazienki po drodze zrzucając z siebie ubrania. Stanęłam po środku kabiny i puściłam gorącą wodę. Jak dobrze, że nie odczuwam tego tak mocno. Krople ciekły w dół mojego ciała nie pozostawiając żadnej suchej przestrzeni na mojej skórze. Szum wypełniający kabinę był muzyką dla uszu. Stałam tak wcierając w siebie żel o zapachu mango i rozmyślając o... Właściwie to skupiałam się na przyjemności jaką dostarczał mi ten prysznic. Śpiewając przypomniałam sobie, że nie zamknęłam drzwi... A co jeżeli Hazza tu wejdzie? O mój Boże. Jestem najgłupszym człowiekiem jaki się chyba urodził. Skończyłam płukać włosy i opuściłam niepewnie kabinę i owinęłam się w ręcznik. Zajrzałam ostrożnie do pokoju. 
- Czysto. - szepnęłam do siebie. Ulga. Pobiegłam do półeczki z bielizną wzięłam pierwszą lepszą i weszłam do garderoby i zaczęłam się ubierać podśpiewując. Szczerze mówiąc... Lubię śpiewać. Może dziś nagram nowego covera? Pomyślę nad tym później. Opuściłam garderobę i rzuciłam się na łóżko jednocześnie uśmiechając się na samą myśl, że Michelle już niedługo mnie odwiedzi. Była przecież moją jedyną siostrą. A poza tym długo jej nie widziałam, Eana i Eda też nie, a tym bardziej Daniela. Są wspaniali. Szkoda tylko... Szkoda tylko, że nie wiemy gdzie teraz jest nasz tata. Po tym jak Michie się wyprowadziła, a ja uciekłam... Biedny tato. Na przypomnienie tego jego zarostu i czarnych włosów, które po nim mam... Zaczęłam płakać. Jak małe dziecko, które boi się ciemności. Tak po prostu z siebie. Nadal płacząc klęknęłam przed świętym obrazkiem i zaczęłam się żalić :
- Panie Boże... Czy mój tato jeszcze żyje? Czy ma się dobrze. Ehh. Przecież wiem, że mi nie odpowiesz. - uśmiechnęłam się przez łzy - Ale spraw, aby było mu dobrze. Kocham go. - zakończyłam moje przemówienie pacierzem i rozbeczałam się jeszcze gorzej. Ocierając łzy wyszłam z pokoju i stanęłam na korytarzu. Sięgnęłam po chusteczki stojące na szafce pod lusterkiem. Otarłam policzki i oczy, i nadal płacząc zeszłam powoli na dół. Nikogo nie było w domu.
- No i kurwa zajebiście. - klapnęłam sobie na kanapie odchylając głowę do tyłu.
Ding Dong.
Ding ding ding ding ding Dong.
Tylko przygłupy tak dzwonią. Otarłam ręką ostatnie łzy i leniwie skierowałam się do drzwi. Już miałam łapać za klamkę, kiedy ktoś po drugiej stronie je otworzył. 
- MICHIE ! - wydarłam się szczęśliwa rzucając się jej na szyję - I WY ! WY MAŁE PEDAŁY ! - wyściskałam Eana i Eda. Tuliłam, płakałam, ściskałam, płakałam, całowałam, płakałam. Dużo tego płakania dziś. Daniela też to nie minęło. Zaprosiłam ich do domu, do salonu.
- Macie ochotę na coś? Kawę? Cappuccino? Herbatę? Kakao? Gorącą czekoladę? Colę? Jakiś sok? - pytałam przejęta.
- Ja i Michie poprosimy kawę, a dla tych dwóch zrób gorącej czekolady. - zaśmiał się Daniel - Nike, tęskniliśmy. - dodał.
- Awwww. - jęknęłam i zrobiliśmy grupowego miśka spadając jednocześnie z kanapy. Zaśmialiśmy się nadal nie wypuszczjąc się z objęć i przygniatając narzeczonego mojej siostruni.
- Dobra puśćcie mnie. - wyjęczałam - Zrobię kawę i wszystko mi opowiecie. - zaśmiałam się na wspomnienie tej reklamy - A potem pokażę wam gdzie są pokoje i łazienki. -dorzuciłam podnosząc się z podłogi. Wyszłam uśmiechnięta do kuchni, zagotowałam wodę i przygotowałam im piciu. Zaniosłam to na tacce i usiadłam razem z nimi.
- To jak wam minęła podróż? - zapytałam.

Wybuchnęłam śmiechem zaraz po tym jak Daniel opowiedział mi o sytuacji ze Stewardessą.
- Czyli, że ta blondyna nie założyła majtek? - powtórzyłam nadal głupkowato się uśmiechając.
- No dokładnie. - zaśmialiśmy się oboje. Mina Michelle wyrażała wszystko.
- Nie przejmuj się kochanie. To nic takiego. - chłopak ją przytulił i głaskał po ramieniu. 
- To nic takiego. - zaczęła go przedrzeźniać - Zajebiście. Nike, chodź pokażesz nam pokoje. - westchnęła zrezygnowana wstając. Wszyscy podnieśliśmy swoje jakże zacne dupencje i poprowadziłam ich do schodów i na górę. Ciągnąc za sobą walizki Daniel i Michelle o czymś zawzięcie dyskutowali nie zwracając na nas uwagi. Po mojej prawej stanął Ean, po lewej Ed.
- Co wy dziś tacy mało rozmowni? - szepnęłam do braci.
- Bo nie chcemy się narazić Michie. Od kilku dni chodzi cała poddenerwowana. - odszeptał Eddie.
- To pewnie okres, albo ciążowe humorki. - zaśmiałam się cicho w odpowiedzi. Roześmiali się razem ze mną i po chwili już znajdowaliśmy przy drzwiach do pokoju gościnnego. 
- To wasze miejsce. - powiedziałam entuzjastycznie do parki, zapraszając ich do środka. Rozłożyli bagaże i usiedli na łóżku rozglądając się.
- Miło. - skomentowali jednocześnie i się zaśmiali. Wyszłam z braćmi zostawiając ich samych, 
- No i jak tam u waszych lasencji? - zapytałam obydwóch śmiejąc się z nich.
- Nie mamy lasencji. - odpowiedział poważnie Ean.
- A macie kogoś na oku?
- A coś Ty taka wścibska? - odpyskował Eddy.
- Nie pozwalaj sobie pedziu Edziu, o to ja jestem starsza. - trzepnęłam go w ucho.
- Ale niższa. - zripostował i przerzucił mnie przez ramię. 
- Puszczaj ! - waliłam go pięściami w plecy - No puść mnie !
On tylko z Eanem zaśmiali się złowieszczo i przybili żółwika. Zbiegli ze mną po schodach i otworzyli drzwi wybiegając na zewnątrz.
- Nie rób tego ! - zapiszczałam widząc jak biegnie w kierunku basenu. Przez ulicę właśnie przechodzili przygłupy i idiotki.
- Nie ma. Nazwałaś mnie ' pedziem Edziem '. Zapłacisz za to. - zaczął mnie łaskotać w stopy. Piszczałam i śmiałam się jednocześnie. 
- Haha proszę Ed ! Hahah błagam hahah. Wypuść hahah. - jąkałam się. Grupka przyjaciół była coraz bliżej. Ean złapał mnie za ręce Eddy za nogi i zaczęli mnie bujać.
- 3... 
- 2...
- 1...
- I siup ! - zakończyli jednocześnie wrzucając mnie do wody. Zanurzyłam się w przyjemnie ciepłej wodzie. Plusy wakacji - dużo słońca. Szczególnie w te wakacje Londyn był taki słoneczny ! Wróćmy do rzeczywistości. Podpłynęłam do drabinki. 
- Szkoda, że nie ma tu opcji * usuń przedmiot *. - zaśmiał się Ean - Usunąłbym tę drabinkę i byś się utopiła. - dodał po chwili. 
- You know what? Jesteś okropny ! - udawałam złość.
- Nie dramatyzuj tak siostra. - jęknął pedzio.
- Jesteście popierdoleni. - przybiłam z nimi piątki.
- Oooooo ! Świeże ciasteczka ! - podbiegła do nas Ern łapiąc moich pedałków za policzki. Reszta do nas dołączyła i śmialiśmy się jak głupi. Znów zaczęłam kaszleć.
- Choroba wraca. Trzeba iść do domu. - zatrzebiotała Cas. Uśmiechnęłam się do niej wesoło i wepchnęłam do wody.

***********************************************************************************

Ean Caramell 

15-letni brat Nike. Spontaniczny, wesoły, głośny.





Edward Caramell

 16-letni brat Nike. Raczej cichy, uwielbia czytać książki, ma obsesję na punkcie kotów.








Michelle Caramell

 21-letnia siostra Nike, ma narzeczonego Daniela, uwielbia imprezy, zakupy i melanże.
Od kiedy poznała Daniela, stara się ograniczać.








Daniel Howell

26-letni narzeczony Michelle. Wydaje się być dojrzały, w rzeczywistości jest dużym dzieckiem.





****************************************************************************************

No i jest rozdzialik !
Nie mogłam wcześniej dodać rozdziału, AJM SORY SOŁ MACZ.
* Via - #JSPL
Pisałam go do trzeciej w nocy, bo nie miałam weny, soł... 
Hope You Like It !

sobota, 1 września 2012

Fuck off from Krystian.

- Styles, Ty pierdolony egoisto! - wskazywałam palcem na jego twarz. Usiadłam sobie na ławce.
- Muszę już iść, przepraszam. - powiedziała Victoria chowając iPhone' a do kieszeni - Mama do mnie napisała. - wytłumaczyła - To pa. - pomachała uśmiechnięta i poszła... Gdzieś tam. Loczek chciał się do mnie dosiąść, ale przeszkodziła mu w tym Lay, mówiąc ze śmiechem :
- Lepiej nie rób tego Harry. To tylko cisza przed burzą.
Odchyliłam głowę śmiejąc się.
- Tak naprawdę to nie jestem na niego zła, tylko cholernie głodna. -wyjęczałam. Wszyscy wybuchli śmiechem, a ja dodałam - Co jest kurwa śmiesznego w tym, że jestem głodna? Oh, nie słuchaj mnie Krystian. - powiedziałam do przestrzeni za mną.
- Yyyy? - usłyszałam od Ern. Zignorowałam ją i znów zaczęłam do niego gadać.
- Serio? Nie wierzę Ci ! Zawsze mnie okłamujesz w takich sprawach. Oh, z Tobą można naprawdę inteligentnie porozmawiać. - gadałam ze zwierzęciem.
Nasuwa się pytanie.
Kto to Krystian?
- Z kim Ty rozmawiasz? - na ławce obok mnie usiadła Casie i dotknęła ręką mojego czoła.
- Pytanie. Co Ty robisz? - odpowiedziałam jej tym samym.
- Sprawdzam Ci temperaturę i stwierdzam, że jesteś rozgrzana. - odpowiedziała, a Harruś i Mulat się zaśmiali.
- Pf. - pyfnęłam na nich - Ja rozmawiam z Krystianem. Nie widać? - zawaliłam retoryka.
- Zdążyłam zauważyć, ale kto to Krystian? - spojrzała na mnie z uniesionymi brwiami.
- To Jednorożek, którego dostałam od zajebistego Papy Smerfa na moje piąte urodziny. - wytłumaczyłam nie zważając na śmiechy reszty grupy. Podniosłam szybko głowę i rozejrzałam się po towarzystwie.
- Ale Ty masz rumieńce. I zaszklone oczy. - podbiegła zaniepokojona Layla. Kucnęła przede mną i również zaczęła macać moją twarz.
- Zostaw ! - zabrałam z siebie jej łapki - Kiedy jedziemy na Trafalgar Square? - zapytałam.
- Za chwilę powinien tu być Paul. - wytłumaczył Loczek siadając mi na kolanach. 
Zrobiło mi się trochę słabo, ale przecież nie będę tego mówić, bo nie chcę martwić dziewczyn.
- Harold. Złaź. - zakaszlałam.
- Poczekamy na Paula. I zejdę. - obiecał rozsiadając się wygodniej. 
- Ałś. Może nie widać, ale jesteś ciężki. - znowu zakaszlałam. Po paru minutach przyjechał czarny Van, wszyscy szybko do niego weszli. 
- Nike nie wsiadasz? - zapytała Cas.
- Czekam na Krystiana. - wytłumaczyłam. Po chwili ja też wskoczyłam do samochodu i zatrzasnęłam z hukiem drzwi. Usiadłam na środku podłogi i zaczęłam wpatrywać się w jeden niewiadomy mi punkt naprzeciwko mnie. 

- Nike ! Nike słyszysz mnie? - usłyszałam przytłumione słowa. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że ktoś mnie nawołuje.
- Słucham? - zaczęłam się rozglądać po siedzących dookoła, aby zlokalizować źródło dźwięku.
- Zapytałem się co o tym sądzisz? - powiedział Louis - I przepraszam za wczoraj. Nieprzyjemnie się zachowałem. - zalał się rumieńcem.
- Ale o czym sądzę?
- Nie udawaj. - zaśmiała się Damaris.
- Ja mówię całkowicie poważnie. - spojrzałam na nią spod mojej czarnej niesfornej grzywki.
- My tu od pół godziny rozmawiamy o tym, czy jest sens wracać do Larry' ego, a Ty nie wiesz o co chodzi? - tym razem do rozmowy wtrącił się Styles. Pokiwałam twierdząco głową.
- Jesteś pewna, że nic Ci nie jest? Bo widzę, że Twoje rumieńce nadal się powiększają, a u Ciebie oznacza to wysoka gorączkę. - zaczynało mnie to już denerwować. Jak będzie gorzej to chyba im powiem, tak? 
- Nic mi nie jest Mamo. - warknęłam.
- Jesteśmy ! - krzyknął Paul i gwałtownie zahamował. Upadłam na nogi Stylesa i poczułam straszny ból z tyłu czaszki.
- Ałś. - szepnęłam. Zauważyłam, że wszyscy już wyszli. Harry podał mi rękę, złapałam za nią i ostrożnie wyszłam z pojazdu.
- O widzisz jak ładnie? I tak powinno być. - powiedziała do niewidzialnego Jednorożka Krystiana, bo sam wysiadł i mogłam od razu zatrzasnąć drzwi.
- Mamy tu czas zaplanowany do osiemnastej. Spinać dupy i idziemy zwiedzać. - poganiała nas Cas.
Chodziliśmy wszędzie, z Louisem złapaliśmy mnóstwo Kevinów, dotarliśmy do kilku lodziarni, bo ja i Niall zgłodnieliśmy, robiliśmy sobie mnóstwo zdjęć, które chwilę potem lądowały na twitterze, prosiliśmy ludzi o to, żeby nas przytulili, kilka pamiątek... Zmęczeni usiedliśmy wszyscy na jednej ławce.
- Jeszcze za chwilę małe zakupy i możemy iść spać. - odetchnęła z ulgą Dam.
- Już widzę te wasze ' małe zakupy '. - zaśmiał się Liam robiąc w powietrzu cudzysłów. Dziewczyny spojrzały na niego spode łba, a ja klapnęłam sobie na kolana u Malika. 
- Jestem padnięta. - wyjęczałam mu do ucha. Wstał, przerzucając mnie przez ramię.
- Zayn... Nie mam siły na takie coś. - jęknęłam uderzając go leniwie pięścią po tyłku - Zaaayn.
Nie reagował na moje słowa tylko zbliżył się do fontanny za nami.
- Ej, Zayn co Ty... - nie dokończyłam, bo już leżałam cała mokra, z poobijanym tyłkiem. Woda przyjemnie tryskała mi na głowę.
- O jak dobrze. - westchnęłam, a oni zaczęli się tak mocno ze mnie śmiać, że myślałam, że zaraz poupadają wszyscy na ziemię. Zaczęłam strasznie kaszleć.
- Cziiiiz ! - wykrzyknął Niall i zrobił mi foto. Pewnie wstawił na TT, bo miał strasznie zadowoloną minę. Rozkaszlałam się na dobre.
- Nie no, jedziemy do domu. - zapowiedziała Casie pomagając wyjść kaszlącej mnie z wody -  Nigdzie nie pójdziesz w takim stanie. Trzeba jechać do domu, położysz się, może prześpisz, zrobimy Ci rosół, herbatę, albo kakao, a jakby działo się gorzej to zadzwonimy do lekarza. - było słychać troskę w jej głosie.
- Tylko nie lekarza... - zdołałam wychrypieć.
- Poczekamy, zobaczymy. - wzruszyła ramionami - Zadzwonię do Paula. - wyjęła komórkę i już po chwili dało się słyszeć ciche ' Piiiiip... Piiiiip... Piiiiip... '. Rozmawiała z nim przez chwilę spoglądając przy tym na mnie. Nie słyszałam o czym mówi, a to dziwne... Przecież stałam niecałe dwa metry od niej. Oczy jakby zaszły mi mgłą. Dosłownie. Byłam głucha i ślepa na świat. W mojej głowie toczyła się walka o zachowanie przytomności. Starałam powstrzymać się zaśnięcie. Ale chyba bez skutku...

* lé perspektywa Harrego *

Złapałem ją w pasie. Była taka mała. Bezbronna... I bezwładna. Zayn znalazł się koło mnie po kilku sekundach i zaczął nawijać, że to jego wina.
- Zamknij się. To nie jest Twoja wina. To nie przez Ciebie zachorowała. - Ernie położyła mu rękę na ramieniu. Nie wiem czemu, ale nie za specjalnie za nią przepadam. Tak jakby... Nie pasuje.
- Spróbujcie ją ocucić, a ja zadzwonię do lekarza, żeby czekał na miejscu. - Casie sięgnęła po telefon. Potrząsaliśmy nią, kilka razy klepnęliśmy lekko po twarzy. Kiedy czerwono-włosa skończyła rozmowę przyjechał nasz Van. Wsiadłem razem z całą zgrają do samochodu. Musieliśmy się zmieścić po jednej stronie, bo nasz Pan Wspaniały Tatuś musiał zrobić miejsce dla Nike. Próbował ją ocucić. Bił ją po twarzy, potrząsał nią, nawet poprosił mnie o wodę. Osłupiały patrzyłem jak zdejmuje swoją bluzkę i moczy ją wodą, po czym przykłada ją do czoła dziewczyny. Wszyscy byliśmy bardzo zdezorientowani. Niecałe pół godziny temu zapewniała nas, że wszystko jest w porządku, że czuje się dobrze. Ale mi widzieliśmy, że coś jest nie tak... Ale nie zareagowaliśmy.
- Jestem skończonym idiotą. - Zayn schował twarz w ręce - Przecież mogłem zadzwonić do Paula bez waszej i jej wiedzy. Wróciłaby wcześniej do domu i pewnie nic by się nie stało. Zaopiekowalibyśmy się nią... A co jeżeli ona się nie obudzi ! - lamentował.
- Stary... - poklepałem go po ramieniu - Obudzi się, obiecuję Ci to. - uśmiechnąłem się do niego pocieszająco. Spojrzał na mnie zaczerwienionymi oczami. Tak, Zayn płakał. Ale przecież to nie byłą taka tragedia ! A zresztą. O czym ja pierdolę? To jest poważne. Ocknęła się i zaczęła się krztusić. Liam pomógł jej usiąść i klepał ją lekko po plecach. Kiedy już złapała oddech... Znowu zemdlała. A raczej usnęła. Przez jej ciało przechodziły dreszcze. Zayn zamienił się miejscem z Daddy' m i wtulił się w śpiącą Nike. 
- Fuck off from Krystian. - wyszeptała przez sen drżącym głosem. Nikt się nie zaśmiał, ale widziałem na ich twarzach krótkie szczęśliwe uśmieszki. Znów zaczęła drżeć. Coraz mocniej.
- Przynieście koc. - powiedział po cichu Mulat głaskając ją po plecach. Louis wygrzebał spod swojego siedzenia okrycie i pomógł opatulić śpiącą brunetkę, po czym wrócił na swoje miejsce. 
- No wreszcie dojechaliśmy ! - krzyknęła Damaris, a Nike niespokojnie się poruszyła. Spojrzała na nas przepraszająco i otworzyła przed nami drzwi. Jakiś starszy Pan stał przed ich domem i podszedł kiedy zobaczył nas wychodzących powoli z pojazdu. My poszliśmy do siebie i obiecaliśmy, że gdy tylko doktor opuści ich dom to przyjdziemy.

*lé perspektywa Casandry *

Cholernie się o nią bałam... O Boże przepraszam Cię najmocniej, nie powinnam była przeklinać. STRASZNIE się o nią bałam. Powiększające się rumieńce, spocone ciało, mocne dreszcze.
- To jakiś dziwny objaw grypy. - oznajmił doktor - Jakby zaraziła się nią pięć, może sześć miesięcy temu i ona ciągle się rozwijała. - zmarszczył brwi - Ale wystarczy ciągle ją obserwować, nie pozwalać się jej przemęczać i żeby leżała, najlepiej żeby zawsze miała wodę lub coś do picia pod ręką. Zaraz wypiszę leki i jak należy je podawać. - wyciągnął karteczkę i pisał coś po swojemu. to znaczy w języku lekarzy. Nigdy nie potrafię odczytać co jest tam napisane. 
- Dziękuję. - odpowiedziałam smutno i zaprowadziłam lekarza do drzwi. Przypatrywałam się żółtemu świstkowi papieru. Westchnęłam ciężko widząc cenę medykantów. Bo tylko to potrafiłam odczytać, choć z trudem. 
- So się zieje? - zapytała słabiutkim głosikiem Nike.
- Nic takiego kochanie. Śpij dalej. - pogłaskałam ją czule po głowie. Uśmiechnęła się do mnie i podniosła na łokciach.
- Ale mi się nie chce już spać. - przetarła ręką oczy.
- Czemu nam nie powiedziałaś, że jest gorzej? - zapytałam prosto z mostu - Przecież byśmy wrócili i wypoczęłabyś. - westchnęłam.
- Bo nie chciałam wam psuć zabawy. Widziałam zawiedzenie w waszych oczach, kiedy to się zaczęło. - już miałam coś powiedzieć, ale mnie uprzedziła - Nie próbuj mi wmawiać, że nie. - usiadła szczelnie przykrywając się kocem.
- Jak Ty to robisz? To znaczy... Jak Ty potrafisz dostrzec uczucia? - dziwiłam się. Nike zawsze, ale to ZAWSZE wiedziała co nam jest. Wystarczy, że spojrzała nam w oczy. Potrafiła czytać z nas, jak z otwartych książek. Ale zawsze była jak nam siostra... No może nie zawsze, bo znamy się dopiero sześciu lat.
- Nie wiem, ale to jest łatwe. Moja mama powtarzała... - w tym momencie się zająknęła. Odetchnęła spokojnie i kontynuowała swój monolog - Moja mam powtarzała : Nie wyciągaj z ludzi prawdy na siłę. Po prostu zajrzyj do ich oczu, a odczytasz wszystko. - wzruszyła ramionami - To tyle. 
- Wiesz... Jesteś mi jak siostra. Naprawdę. Kocham Cię. - uśmiechnęłam się do niej i objęłam ją ramieniem.

* lé perspektywa Nike *

- Awwww. Jesteś przesłodka. - przytuliłam się do jej pasa i nie chciałam jej już nigdy puścić. Już miałam się podnosić, ale Cas mnie zatrzymała. 
- Doktor kazał Ci leżeć ciągle w łóżku. I żebyś się nie przemęczała. - pokiwała na mnie palcem z udawaną srogością. Zaśmiałam się.
- Jestem głodna... To tu był doktor? - moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki.
- Zadzwoniłam po niego specjalnie wtedy, gdy spałaś. - pokazała mi język i wyszła do kuchni. Włączyłam sobie telewizor i szukałam ciekawych programów. Przygłupy tu, Przygłupy tam, Przygłupy siam. Zawsze będą moimi Przygłupami. Ale z domieszką przyjaźni i zaufania, a może nawet... Zauroczenie? Tak to się chyba nazywa. Jeszcze nigdy nie byłam aż tak zauroczona jednym chłopakiem. To co mam powiedzieć o pięciu? Chociaż śmiało mogę nazwać to Przyjaźnią, to przerażają mnie słowa ' Forever Together '. Nie wiem czemu... Są po prostu straszne ! Siedziałam gapiąc się na teledysk Cheryl Cole ' Call My Name ', kiedy na ekranie pojawiła się zapowiedź kolejnego teledysku. * One Direction - One Thing *.
'' Tytuł brzmi ciekawie ''- pomyślałam - '' Ciekawe jak z piosenką. ''.
Z głośników popłynęły pierwsze dźwięki.

I've tried playing it cool,
But, when I'm looking at you,
I can't ever be brave,
Cause you make my heart race.

Zaczynał się ciekawie. A te ich miny do siebie. Powstrzymałam się żeby nie wybuchnąć śmiechem.

  Shot me out of the sky,
You're my kryptonite,
You keep making me weak,
Yeah, frozen and can't breathe.

Do pokoju weszła Cas niosąc talerz z górą kakaowych naleśników z bitą śmietaną i z Nutellą. Od razu złapałam jednego i zaczęłam bujać się w rytm muzyki. Dołączyła do mnie Czerwono-włosa i obydwie kołysałyśmy się do słów Zayna.

Something’s gotta give now,
Cause I’m dying just to make you see,
That I need you here with me now,
Cause you've got that one thing.

Po chwili rozpoczął się refren, więc próbowałyśmy spamiętać słowa, by potem móc zaśpiewać z Chłopakami. 
- A nie lepiej będzie jak poszukam słów na iPhonie? - zapytała dziewczyna podnosząc brew do góry.
- Emu y ne. - odparłam wpychając do ust kolejnego naleśniora. Po chwili śpiewałyśmy razem z Niallem, a potem z Lou. Znowu refren i nadchodziła solówka Liama.
- Czekaj, czekaj ! Nie śpiewaj tylko posłuchaj. - zaśmiałam się i przybrałam poważny wyraz twarzy. Zniżyłam swój głos najniżej jak potrafiłam i zaśpiewałam głośno :

Get out, get out, get out of my head,
And fall into my arms instead.

Zaśmiałyśmy się donośnie i rzuciły na łóżko. 
- Bejbe, bejbe, bejbe oooooł lajk ! - zanuciłam, po czym zaśmiałyśmy się jeszcze głośniej.
- Vas happenin' ? - usłyszałyśmy śmiech Chłopców z futryny i wybuchłyśmy ponownie.
- Eksplołżyn ! - i znów się zaśmiałyśmy. To były chyba najśmieśniejsze piosenki i klipy we wszechświecie.
- Tinki Łinki, Dipsi, Lala, Po ! - wydusiłam z siebie na siłę - Nie... mogę hahah, brzuch mnie hahah boli już. - wyjęczałam.
- No haha... wiesz co? Słaba haha jesteś. - chłopcy patrzyli na nas dziwnie.
- Ej Ej ! A jeszcze ten ! Czekaj haha jak to szło? - zapytała mnie Casie - A haha pamiętam ! Stabby Rib Stabb Stabb ! - tym mnie rozwaliła.
- Dobra hahaha ! Poległam. - podniosłam się z podłogi. Podałam jej rękę i powiedziałam do reszty :
- Idziem się przebrać. Poczekajcie. - podpierałyśmy się z dziewczyną nawzajem.
- To jest normalne. Przyzwyczajcie się. - do salonu weszła Layla z winogronem wrzucając sobie jeden owoc do ust. Louis wesoło się uśmiechnął.
- Chyba znalazłem swój drugi dom. - przytulił Laylę tak mocno, że myślałam, że zaraz flaki jej wyjdą uszami. Skorzystałam z okazji i wyrwałam jej winogrona. Spojrzała na mnie zła i próbowała wyrwać się z uścisku Lou.
- Trzymaj ją tak długo jak Ci się uda. - powiedziałam do niego śmiejąc się z rozwścieczonej dziewczyny.
- Tak jest. - zasalutował jedną ręką i zaciągnął ją na sofę. Nie miała z nim żadnych szans. Wzruszyłam ramionami i weszłam powoli na górę. '' Nie przemęczać się? Jest '' - pomyślałam wchodząc do pokoju. Przebrałam się szybko, upięłam włosy w luźnego koczka i zeszłam na dół. Nie do salonu, lecz do kuchni. Złapałam za banana i powoli zaczęłam go obierać. Chciałam skonsumować posiłek, ale do kuchni wszedł Loczek.
- No,no,no... - westchnął - A co tu Panienka robi? - zapytał spoglądając wymownie na banana.
- Jem ten oto przepyszny owoc. - pokazałam na żółty smakołyk - Ale dobrze wiem, że nie należy patrzeć komuś w oczy jedząc to. - pokazałam mu język i wgryzłam się w żółciutkie cudo. Usłyszałam tylko ciche ' PSTRYK ' i już wiedziałam, że zaraz moje zdjęcie jak jem ten dziwaczny owoc bedzie krążyć po internecie. 
- Jesteś okropny. - zaśmiałam się wyrzucając skórkę od banana do kosza.
- Myślałam, że powiesz coś w stylu 'zajebisty, albo najlepszy'... Ale w ostateczności. Czemu nie. - złapał mnie w pasie i zaniósł do salonu.
- Styles idioto ! - wykrzyczałam.
- Nie przemęczać się ! - zalecenie od Casie. Cicho westchnęłam. Fajnie jest być małą.
Tak minął nam dzień do końca. Mnóstwo wygłupów.
Zasnęłam z myślą o tym, że gdyby nie ta dziewiątka prawdopodobnie nie zaznałabym szczęścia.



***********************************************************************************


Przeprosinowy rozdział. Przepraszam za zero Zake (Zayn i Nike dla oświecenia).
MWAH MWAH Xx
Hope You Like It :3