czwartek, 23 sierpnia 2012

Ugly or not?

Po skończonym wywiadzie pojechaliśmy wszyscy do naszego domu.
- Ej, a może teraz to wy wpadniecie do nas? Przecież mieszkamy na przeciwko. - zaproponował Louis.
- Wal się. Głodna jestem. - powiedziałam i poszłam do kuchni ignorując śmiech Nialla i Zayna.
- Przepraszam za nią, ale kiedy jest głodna lepiej jej nie drażnić. - usłyszałam tłumaczenie Casie. Dwaj chłopcy znów wybuchli śmiechem.
- Nie myśl, że Cię nie słyszę. - odpowiedziałam z kuchni - Nosz kur... Nie ma co zjeść. - powstrzymałam się od tego żeby zakląć. Znów usłyszałam śmiech. Nie wiem czemu ich to śmieszy, ale fajnie jest ich słyszeć (If You Know What I Mean).
- Poczekajcie na mnie. Tylko się przebiorę i możemy wychodzić. - oznajmiłam i wbiegłam po schodach na górę. Mam nadzieję, że nie domyślili się co mi siedzi w tej sprytnej główce. Miałam zamiar najeść się u nich. Haha. Ubrałam się pospiesznie i zeszłam na dół. Kiedy już byłam blisko nich zaburczało mi głośno.
- Zamknij się. - schyliłam głowę, żeby spojrzeć na mój brzuch. Wszyscy wybuchli śmiechem, a ja pokręciłam wymownie głową. Podeszłam do Louisa i przytuliłam się do niego.
- Pseplasam, ze Cię tak potlaktowałam. - powiedziałam przesłodzonym głosikiem patrząc chłopakowi w oczy - Ale chodźmy już, bo chcę zobaczyć wasz dom. - dodałam już normalnie. Wyszliśmy całą dziesiątką z domu. Prowadził Liam, a ja szłam tuż za nim.
- Proszę. - otworzył drzwi i zaprosił nas ręką do środka. Od razu zaczęłam przeszukiwać wszystkie pomieszczenia, żeby tylko znaleźć lodówkę.
- Muahaha. - podeszłam do lodówki i wygrzebałam Croissanty.
- Yeah ! Wiedziałem ! - wykrzyczał Zayn.
- Ehhh... - westchnęli jednocześnie Damaris, Ernie i Louis. Wręczyli mu po 50$ i zrobili obrażone miny w moją stronę.
- Skąd ja miałam wiedzieć, że się o mnie zakładacie? - wzruszyłam ramionami i wgryzłam się w rogalika.
Cyk.
- Które zrobiło mi zdjęcie? - zapytałam odwracając się w ich stronę. Każde z nich podniosło ręce w obronnym geście z miną ' Co złego to nie ja'. Przymrużyłam oczy i poszłam do salonu.
- To dziś co robimy? - zapytał Niall siadając mi na kolanach.
- Złaź. - zepchnęłam go na podłogę.
- Czemu jesteś dla mnie taka?
- Taka, to znaczy jaka? - uśmiechnęłam się.
- Emm...Zła... Troszkę niemiła. - wyjaśnił siadając na fotelu obok.
- Nie no, coś Ty. - odpowiedziałam ironicznie - A teraz sprawdzimy, kto zrobił mi zdjęcie. - dodałam zaraz po tym jak cała ta zgraja do nas dołączyła. Weszłam na Twittera...
- Och, przybyło mi paru followersów. A dokładniej 13 tysięcy. - przeglądałam moje interakcje - Aha ! - zakrzyknęłam kiedy zobaczyłam Tweet :
' @NikeHessXx with my last croissant. sad. :( x '.
- Hmmmm... - rozejrzałam się po wszystkich - Hmmm... - powtórzyłam.
- Powiesz w końcu, że się domyślasz kto to, czy będziesz nas tak utrzymywać w niepewności? - zapytała Casie.
- Ty też? Najpierw Niall i to okropne zdjęcie zza lampy, a teraz jak wpierdzielam rogalika. - skierowałam to stwierdzenie do Zayna, westchnęłam i rzuciłam się na kanapę twarzą w poduszkę.
- To zdjęcie było cudowne. - zapewnił Niall.
- Zamknij się. - powiedziałam w poduszkę - Moje życie nie ma sensu. Chcę się zabić.
- Nie mamy co robić. - powiedziała leniwym głosem Ernie siadając na podłodze.
- Może coś wymyślimy. - odpowiedział jej Louis siadając obok Casie, trzymając w ręku marchewkę.
Siedzieliśmy w ciszy słysząc tylko miarowe tykanie zegara w kuchni.
Tik, Tak.
Tik, Tak.
Tik, Tak.
- Jesteeeem probleeeeemem. - zaczęłam śpiewać w poduszkę. Nagle zadzwonił do mnie telefon.
- Michie ! - wykrzyczałam do mojej siostry Michelle.
Obróciłam się tak, aby leżeć na plecach.
- Nic się nie zmieniasz siostra. - westchnęła.
- Powinnam Ci podziękować, ale nie lubię tego robić, bo to dla mnie troszkę wstydliwe. Co tam u Ciebie? - zapytałam - Czemu tak nagle zadzwoniłaś po dwóch miesiącach nie dawania znaku życia? - dodałam ironicznie.
- Bo jestem w ciąży z Danielem. - oznajmiła.
- CO? To wspaniale ! Nawet nie wiesz jak ja się cieszę ! - krzyknęłam.
- Daj mi dokończyć. Zostaniesz chrzestną i moją druhną honorową.
- Meeega ! Ale... - coś mi się przypomniało - Przecież Ty mieszkasz na Florydzie. - powiedziałam lekko zdołowana.
- Tak się składa, że ślub bierzemy w Londynie... I ogólnie przeprowadzamy się do Londynu. Tylko jeszcze nie mamy kupionego domu. - wyjaśniła.
- Możecie zamieszkać u nas. Mamy wolny pokój gościnny. - odparłam bardzo radośnie.
- Nas...? Mamy...? - dopytywała.
- Ach, zapomniałam Ci powiedzieć. Mieszkam jeszcze z czterema dziewczynami w domu. - odpowiedziałam.
- Les... - rozpoczęła.
- Ty chyba niepoważna jesteś ! - krzyknęłam.
- Dzięki siostra ! A i wieeesz... Możemy zabrać ze sobą Eana? - dodała zakłopotana.
Ean to mój brat. W sumie to mam liczną rodzinkę. Dwójka piętnastoletnich braci - Ean i Ed, siostra Michelle.
- Jasne, będzie w niebie... Tyle panienek na około. - zaśmiałam się, a dziewczyny dziwnie na mnie spojrzały.
' I tak nie wiecie o co chodzi ' - poruszałam ustami tak, żeby mnie zrozumiały.
- A Eda czemu nie weźmiecie? Będą mogli we dwójkę zająć mój pokój. - zaproponowałam.
- Dobra, zapytam się go. To będziemy u was za dwa dni, mamy już zamówione bilety. Pa. - zakończyła rozmowę.
- Pa. - odpowiedziałam i się rozłączyłam.
3...
2...
1...
- Kto to był? - spytała Ern.
- Czego chciał? - dodała Layla.
- Jakiego Eana? Jakiego Eda? - pytania padły tym razem od Damaris.
- Ma u nas zamieszkać? - końcowe pytanie od Casie.
Odetchnęłam i zaczęłam odpowiadać na pytania.
- To była moja starsza siostra Michelle, dzwoniła, ponieważ jest w ciąży ze swoim narzeczonym i przeprowadzają się do Londynu, a ja mam zostać chrzestną i druhną honorową, Ean i Ed to moi dwaj bracia rodzeni, obydwaj mają po piętnaście lat... I tak. Michelle, Daniel, Ean i może Ed wprowadzą się do nas, aż do kupna swojego nowego domu tutaj w Londynie.
- Miło, że spytałaś nas o zdanie. - skwitowała Casie.
- Oj daj spokój mamo. A ładni chociaż są? - zapytała z zabawnym akcentem Ernie.
Pokazałam jej zdjęcie Eana i Eda w moim telefonie.
- Aww. Ciachowaci. - zaczęła się zachwycać fioletowo-włosa.
- Mam ! Już wiem co będziemy dzisiaj robić. - oznajmił nagle Louis. Zaśmiałam się mimowolnie, bo przypomniała mi się kreskówka ' Fineasz i Ferb '. Wszyscy posłali mi pytające spojrzenia.
- Nieważne. - odpowiedziałam - To co dziś robimy?
- Idziemy do ZOO ! - krzyknął podnosząc się z ziemi. Inni też to zrobili, więc powstała jakby ' fala '.
Znowu się zaśmiałam, a oni znowu krzywno na mnie spojrzeli.
- No co? Już się śmiać nie można? - oburzyłam się.
Wyszłyśmy z dziewczynami z ich domu, umówiliśmy się na szesnastą. O tej godzinie mieliśmy wyruszać do ZOO, posiedzieć tam do około dwudziestej, a potem na jakieś lody do centrum... A potem mam spotkanie *randkę * z Niallem. Nie mogę się tego doczekać. Jako pierwsza wbiegłam na górę do pokoju, aby móc się odpowiednio przygotować. Miałam jeszcze około półtora godziny do wyjazdu.
* lé nieszczęsna 16 *
Ja, CasLay, Dam, i Ern zeszłyśmy na dół po schodach i w ciszy wyszłyśmy przed dom. W końcu nie wytrzymałam :
- Wiedziałam, że wszystkie będziecie w sukienkach ! No kurwa wiedziałam. - zaklaskałam w dłonie.
Jeb !
- Ałś. - potarłam moje kolano. Nie zwracając uwagi na ich śmiechy wstałam z asfaltu i tamując krew cieknącą z kolana weszłam do domu chłopaków. 
- LIAAAAAM ! - krzyknęłam.
- COOOO? - usłyszałam odpowiedź.
- GDZIE MACIE APTECZKĘ? - odpowiedziałam.
-  W PÓŁCE NAD ZLEWEM ! - odkrzyknął.
- DZIĘKI. JAKBY CO TO JUŻ PRZYSZŁYŚMY ! - zakomunikowałam i skierowałam się do kuchni. Przemyłam zakrwawione ręce brudząc sobie przy tym twarz * w jaki sposób? *.
Potem umyłam rozcięcie wodą utlenioną, polałam gazik jodyną i przyłożyłam do rany * nie obyło się bez cichego ałś *. Następnie owinęłam to bandażem i wróciłam do dziewczyn siedzących na kanapie.
- Ej co Ci się stało w twarz? - zapytał z troską Niall, podchodząc bliżej.
- A coś mi się stało? - odparłam zdezorientowana. Popchnął mnie w stronę schodów i zaprowadził na górę. Zatrzymał się przed lustrem i obrócił mnie stanowczo w jego stronę.
- A tooooo. - zaśmiałam się - Chodź na dół. Gdzie macie łazienkę?
- Z jadalni na korytarz, z korytarza drzwi na prawo. - wytłumaczył nadal zatroskany.
Poszłam w tamtym kierunku i kiedy już byłam w pomieszczeniu, zmyłam zaschniętą ciecz z moich policzków.
- No ile można czekać? - zapytał Lou, od razu po tym jak weszłam już czysta do salonu.
- To nie moja wina, że potknęłam się na drodze o sznurówki, tak? - powoli zaczęłam się denerwować.
- Chyba jednak Twoja, skoro to TY się wywróciłaś. - odpowiedział.
- Przepraszam za moją wrodzoną niezdarność. - mój głos był przepełniony ironią.
- Oh, naprawdę nie szkodzi. - wrócił do rozmowy z dziewczynami.
Tak, olał mnie. Pfff.
- Nie, to nie. Życzę udanego wypadu. - powiedziałam i zaczęłam wchodzić po schodach.
Weszłam do drugiego pokoju po prawo...
- Z-Zayn... Nie wiedz-działam, że tu jesteś. - wyjąkałam widząc Zayna w samych bokserkach i pospiesznie otwierając drzwi, żeby wyjść z pokoju.
- Nie musisz wychodzić. Co Cię do mnie sprowadza? - zapytał zawadiacko kładąc się na łóżku i odwracając głowę w moją stronę.
- Louis. - westchnęłam i usiadłam na brzegu łóżka. 
- Ostatnio jest taki złośliwy, nie przejmuj się nim. - powiedział Malik.
- A Ty z nimi nie idziesz? - zapytałam robiąc do niego dziwną minę.
- Nie zostawię Cię tu samej, bez przesady. - zaśmiał się.
- A co się tutaj dzieje?! - krzyknął Niall gwałtownie otwierając drzwi.
Wybuchliśmy z Zaynem śmiechem.
- Wszyscy już poszli, powiedzieli, a dokładniej Louis, że ' Nie będziemy na nich czekać. chodźmy, bo popsują nam zabawę '. - skopiował z zabawnym akcentem Blondas.
- Jak sobie to zrekompensujemy? - zadałam pytanie, kładąc się koło na wpół nagiego bruneta i robiąc miejsce dla Blondyna.
- Jedźmy na basen. - zaproponował Zayn. 
- Dobry pomysł, weźcie coś dla siebie i chodźcie ze mną, pomożecie mi wybrać odpowiedni strój. - zakomunikowałam.
Po jakichś piętnastu minutach chłopcy byli już gotowi. Wyszliśmy we trójkę, zamknęliśmy ich dom i przeszliśmy do naszego. Zaprowadziłam ich na górę do mojego pokoju. Przeglądaliśmy wszystkie stroje kąpielowe jakie posiadałam, a było ich dosyć sporo.
- A może ten? - zapytał Nialler pokazując na strój.
- Nie. - odpowiedział Zayn lustrując dokładnie to co pokazywał drugi.
- To może to? - ponownie zadał pytanie blondyn.
- Też nie. Ty chyba niepoważny jesteś. Do jej figury strój w kratkę nie będzie zbytnio pasował. Taki zestaw polecałbym dla desek, które nie mają talii. - skwitował brunet.
- A ten może być? - powiedział już trochę znudzony Niall.
Chłopak wyrwał mu ubiór z rąk i przystawiał do mnie, jak jakiś projektant mody.
- Ten będzie dobry. - uśmiechnął się Zayn. wyrwałam mu kostium z rąk, wygrzebałam jakiś zestaw z szafy i pobiegłam się przebrać.
- Wow, Nike... Ty wyglądasz dobrze nawet bez make-up'u ! - krzyknął brunet kiedy wyszłam z łazienki. Spojrzałam na niego z miną ' Are You Fucking Kidding Me? '.
- A myślałeś, że nakład makijaż, bo jestem brzydka? - zapytałam, stawiając nacisk na słowo brzydka.
- Nie no, coś Ty. - zaśmiali się obaj. Weszłam do łazienki złapałam trzy ręczniki, które cudem udało mi się wepchnąć do tej torby.
- Chodźmy już. - zaśmiałam się razem z nimi. 
Zeszliśmy na dół.


****************************************************************************************

Wreszcie ten nieszczęsny rozdział !
Postaram się dodać kolejny jutro, albo pojutrze.
Hope you like it, jak to mawia czasem Hazza :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz