środa, 31 października 2012

Okropnie przepraszam :(

Mam dwie wiadomości. Dobrą i złą.
Zacznijmy od złej, z racji tego, że jestę złę wcielonym.
Jako, że nie mam weny na tego bloga i wydaje mi się, że ogólnie jest zajebiście (przepraszam za słownictwo) zjebany i nie ma sensu, to... Kończę pisanie go.
Ta dobra ! Zaczynam drugi :)
Jeżeli chcecie, to wpadajcie czasem na niego. Ten będzie miał troszkę inną formę pisania :)


 Żegnam. 
* le gasnące światła *

wtorek, 9 października 2012

And should I?

Wiecie... Wyrażenie ' pijany człowiek ' jest równoznaczne z ' nie wiedzący co się dzieje i zachowujący się psychicznie człowiek '.
- No i zostaliśmy sami. - zdołał powiedzieć Niall.
- Co z tego żeśmy za dużo wypili. - uśmiechnęłam się głupkowato - Liczy się zabawa, tak czy nie? - zachichotałam.
- No wiesz, niby tak, ale wiesz... No wiesz. - nie mógł się wysłowić.
- Wiem aż za dobrze. Nie chce mi się nigdzie iść. Co proponujesz? - zapytałam w taki sposób, na jaki pozwalał mi mój stan.
- Gra w butelkę. - odparł niewyraźnie.
- We dwie osoby? To może upieczemy pianki? - odpowiedziałam mu zachęcająco.
- Ciekawe czy to wygląda tak jak na filmach. - zamyślił się Niall.
- No przecież możemy sprawdzić. - westchnęłam - Chodź, Harry miał pianki, widziałam.
Podniosłam go za rękę i lekko chwiejnym krokiem dotarliśmy pod trzecie mieszkanko.
- EJ NO, DUPY OTWIERAĆ ! OTWÓRZCIE DRZWI ! - jednocześnie krzyczeliśmy i śmialiśmy się z Blondynem. Nikt nadal nie miał zamiaru nam otworzyć, więc nacisnęliśmy klamkę i wparowaliśmy do środka. Pierwsze co zobaczyliśmy, to koszulka Layli na środku korytarza. Niall posłał mi pytające spojrzenie. Odpowiedziałam mu wzruszeniem ramion. Poszliśmy do kuchni, zapaliliśmy światło i zaczęliśmy rozglądać się za smakołykami. Przegrzebaliśmy wszystkie półki w poszukiwaniu czegokolwiek słodkiego. Czegokolwiek. Nic nie znaleźliśmy, więc przenieśliśmy się do salonu. Na stoliku przed telewizorem leżało mnóstwo słodyczy po części przykryte czyimiś spodniami. Nietrudno domyślić się czyimi. Złapaliśmy za dwie paczki różowiutkich, mięciutkich, słodziutkich pianek i wróciliśmy do kuchni.
- Więcej alkoholu. - wyciągnęłam z lodówki dwie butelki Chivas Regal, Bushmills Black-Bush i Gin. Zaświeciły nam się oczy i wybiegliśmy z domu zatrzaskując drzwi. Kiedy dobiegliśmy do nadal palącego się ogniska nabiliśmy nasze pianki na patyki i podstawiliśmy nad ogień. Po kilku minutach można było je zabrać.
- Ty pierwsza. - zaproponował Niall.
- To niesprawiedliwe, Ty masz to pierwszy zjeść. - odburknęłam dopijając resztkę wódki z już prawie pustej butelki.
- Na Trzy-Cztery? - zapytał otwierając Chivas.
- Dobra. Trzy...Czte...Ry! - krzyknęłam i zjedliśmy równocześnie po piance.
- Jezuniu jakie to dooobre... - westchnął przeżuwając słodycz. Blondyn podszedł do mnie i zaczął mnie całować. Nie miałam nic przeciwko, bo było nawet fajnie. Czego inni nie zobaczą, to ich nie zaboli. Smaki dwóch różnych alkoholów łączyły się, nadając naszym ustom przyjemny smak. No, doszły do tego jeszcze pianki. Rozłączyliśmy się. Westchnęłam cicho pod nosem.
- Ten alkohol jest smaczny. Bierz drugi, zobaczymy kto szybciej wypije swoją butelkę. - zachichotałam.
- Co będzie wygraną? - zapytał odkręcając butelkę i upijając łyk, żeby było po równo w obydwu butelkach.
- Jak wygram ja, to pozwolisz mi wziąć swoje bokserki. Jak wygrasz Ty to... Hmmm. To będziemy dziś spać razem u Ciebie. - zaproponowałam zadziornie.
- Kusisz. Umowa stoi. - zaśmiał się Niall - Trzy... Dwa... Jeden... Start! - rozpoczął. Momentalnie przyłożyłam szyjkę butelki do moich ust i rozwarłam wargi. Płyn szybko się do nich wlewał, więc starałam się tak samo szybko go połykać. Zostało już kilka kropel, kiedy chłopak zawołał:
- Wygrałem !
- Kurwa, a było tak blisko! - krzyknęłam zachrypniętym głosem.
- Śpisz dziś u mnie. - powiedział, po czym wstał i zaczął tańczyć koślawo coś w stylu Makareny. Zaczęłam chichotać tak mocno, że rozbolał mnie brzuch i spadłam z pieńka. Teraz Niall zachichotał. Razem chichraliśmy rozbierając się.
- Kto pierwszy ten lepszy ! - wykrzyczałam i skoczyłam na bombę do wody, a chłopak zaraz za mną. Złapał mnie w pasie i zaciągnął na drugi brzeg. Pływaliśmy tak w kółko, po brzegach, chlapaliśmy się... Niall nawet wymyślił zabawę w delfiny ! Tylko nie udało nam się zrobić żadnych akrobacji. Wyszliśmy z wody, bo coś dotknęło moich stóp. Stwierdziliśmy, że w tym jeziorze są topielce i że nie lubimy topielców, bo są straszne. Wychodząc potknęłam się o... O co ja się wtedy potknęłam? Nie ważne. I upadłam twarzą w błoto.
- Ej, to nie jest śmieszne ! - wołałam za nim. Zatrzymał się, wyrwał garść trawy i rzucił mi ją prosto w twarz. Pobiegłam za nim. Kiedy już zaczęłam go doganiać rzuciłam się na niego, przewaliłam na ziemię, obróciłam na plecy i usiadłam na nim okrakiem.
- Jesteś wysportowana... To jest seksi. - wymruczał Blondyn łapiąc mnie w talii. Złapałam jego ręce i skrzyżowałam nad jego głową. Sprawni obrócił mnie w taki sposób, że to ja byłam pod nim.
- Uwielbiam być na górze. - powiedział zadziorne i poprawił się na mnie. Jęknęłam cicho. Zszedł ze mnie i pomógł mi otrzepywać stanik z trawy.
- Chodź się wykąpiemy. - zaproponowałam.

' Staraj się ignorować fakt, że koło Ciebie stoi Horan w samym ręczniku. Staraj się ignorować fakt, że koło Ciebie stoi Horan w samym ręczniku. Staraj się... Nie uda Ci się ! On stoi w samym ręczniku ! Dotknij go... Doooooootknij goooo... Dotknij ! ' - mój mózg wariował. Za dużo alkoholu. Co ja pierdolę. Napiłabym się więcej.
- Mogę Cię dotknąć? - zapytałam szybko.
- Co? - odpowiedział piskliwie.
- Co?
- Co?
- Nic. - odburknęłam - Nieważne.
Ukradłam Niallowi bluzkę z napisem ' Free Hugs ' i bokserki w koniczynkę. Położyliśmy się i odwróciliśmy w swoje strony. Blondyn oparł się na łokciu i zaczął patrzyć w moje oczy. Czułam się lekko niezręcznie, chociaż... Przecież lubię być w centrum uwagi.
- Nie chce mi się leżeć. - jęknęłam kładąc się na plecy.
- To zróbmy coś szalonego! - zaśmiał się wesoło poruszając brwiami.
- Co proponujesz? - podniosłam się na rękach.
- Bitwę. Na poduszki. - potarł śmiesznie podbródek.
- Jesteś taaaki męski. - szturchnęłam go palcem w ramię. I tak zaczęła się wojna. Pierze latały wszędzie ( pomogliśmy sobie - zrobiliśmy niewielkie otwory ) i było świetnie. Potem nasza zabawa przeniosła się do łazienki. Chlapaliśmy się wodą, mydłem, szamponami, żelami... Wszystkim płynnym co było pod ręką. Potem zeszliśmy na dół z kolejnymi poduszkami. Pióra byłe wszędzie. Dosłownie, wszędzie. W kuchni, we wszystkich trzech łazienkach, w obu sypialniach, w salonie, nawet w schowku na detergenty. Potem rzucaliśmy się słodyczami i wybiliśmy jedno okno, bo próbowaliśmy grać pomarańczą w baseball. No i stłukliśmy wazony... I wywróciliśmy stół... I połamaliśmy szpilki Ernie... No i jeszcze tak jakby zepsuliśmy PlayStation wrzucając je do wanny z wodą... No i oczywiście wywróciliśmy kanapę w salonie. Można by tak wymieniać ciągle i ciągle. Mogę powiedzieć tyle, że dom wyglądał jak pobojowisko.
- E no, która godzina? - zapytał Niall podrzucając w dłoni butelkę z sokiem.
- Nie wiem, co mnie to obchodzi. - wzruszyłam ramionami i założyłam na stopy ostatnie nie połamane obcasy Ern.
- Złapiesz? - zapytał Niall szykując się do rzutu butelką.
- No dawaj. - ustawiłam się jak zawodnik rugby i czekałam na lecącą butelkę.
- Łap ! - krzyknął i cisnął nią... Tak jakby w telewizor... Który był kilka metrów ode mnie.
- Nie szkodzi. - zaśmiałam się głupkowato - Jeszcze raz.
Horan poszedł po kolejną butelkę. Stanął na przeciw mnie, zamachnął się i...
- JEZUSMARIATEGOSIĘNIEZAMALUJE. - wypowiedziałam na jednym tchu, kiedy butelka zderzyła się ze ścianą, pozostawiając na niej jedną wielką pomarańczową plamę.
- Śpiący jestem. - westchnął Niall, zupełnie jakby nic się nie stało. Po krótkiej rozmowie na temat łóżek usnęliśmy na środku korytarza.


***********************************************************************************

Postanowiłam dodawać krótsze, a częściej :)
Hope You Like It ! :) Xx

wtorek, 2 października 2012

Assholes.

- Nie czuję się zbyt dobrze. - jęknęła Ernie, kiedy zebraliśmy się przed domkami na naradę ' Kto z kim mieszka '.
- No i dobrze. Zdychaj. - skomentowałam opierając się o drzewo, nadal w złym humorze.
- Nike. - Cas spojrzała na mnie czule - Nie denerwuj się już.
- Pierdol się. Będę zła, kiedy będzie mi się to podobało. - warknęłam.
- Grzeczniej. - poprosiła.
- Grzeczniej. - zmałpowałam - Wal się.
Nie odpowiedziała tylko westchnęła. Podeszła do Ernie i objęła ją ramieniem.
- Ustaliliśmy, że ja będę w domku z Liamem, Louis z Damaris, a Layla z Harrym. Zostaje kwestia Nike i Ernie. Ale sądzę, że Niall powinien być z Ernie, bo jest troskliwszy. - uśmiechnęła się do blondyna - Więc w ostatnim domku, koło jeziora będą mieszkać Zayn z Nike. No już zmykać do swoich domków. - pomogła wstać Ernie i oddała ją Niallowi - Pamiętajcie o ognisku dzisiaj ! - krzyknęła zanim zatrzasnęła za sobą i Li drzwi.
- Będziemy razem w domku. - Zayn zaśmiał się wesoło.
- Nie wkurwiaj mnie. I tak mam już spaprany humor. - warknęłam kierując się do domku.
- Co Cię tak zdenerwowało? - zapytał zdejmując buty w progu.
- Na chuj się pytasz? - uniosłam wymownie brwi rzucając bluzę na podłogę.
- Bo się martwię. - wzruszył ramionami i zrobił jedną ze swoich rozbrajających min.
- Ktoś ma spieprzony humor i od razu wszyscy się martwią. Jak miło. - odpowiedziałam ironicznie.
- Oj no weź. - podszedł szybko, przytulił mnie i pocałował w czubek głowy. Westchnęłam cicho.
- Idę się przebrać. - zakomunikowałam i zaczęłam wciągać wielką walizkę po schodach.
- Daj, pomogę Ci. - Zayn wziął bagaż na ręce i zaniósł go do ' mojego pokoju '.
- Dzięki. - mruknęłam.
- To znaczy, że już się nie gniewasz? - zapytał z szerokim uśmiechem.
- Tego nie powiedziałam. - westchnęłam wypychając go na siłę z pokoju.
- Do zobaczenia później ! - krzyknął - Idę do reszty !
- Spoko. - powiedziałam to raczej do siebie - Zobaczmy co oni tu spakowali.
Otworzyłam ostrożnie walizkę i zaczęłam przeglądać wszystkie ubrania. Hmmm... Starczyłoby na trzy tygodnie pobytu. Jak oni tu to wszystko wcisnęli? Nie biorąc ubrań weszłam do łazienki. Wielkie lustro zaraz nad szeroką umywalką, wanna narożna, prysznic, a wszystko na brązowo. I oczywiście z drewna. Napuściłam sobie pełną wannę wody i powoli do niej weszłam. Nalałam jabłkowego płynu do kąpieli i zamknęłam oczy.

Drzwi otworzyły się z trzaskiem. Zayn stanął jak wryty przekraczając próg.
- Zero prywatności. Zero. - westchnęłam zgarniając pianę, której było już niewiele.
- Nie wiedziałem. Kiedy skończysz? - zapytał lekko zakłopotany.
- Jak przyniesiesz mi ubrania i ręcznik. - znów westchnęłam.
Wyszedł z łazienki i po chwili wrócił z ręcznikami i kłębkiem rzeczy. Położył je przed wanną i opuścił pomieszczenie zamykając dokładnie drzwi.
- Zero. - powtórzyłam znowu. Wytarłam się dokładnie, ubrałam i wpuściłam chłopaka do łazienki. Zbiegłam po schodach na dół w celu wygrzebania moich leków z walizki Zayna. Stała koło kanapy, więc szybko ją otworzyłam i zaczęłam przegrzebywać złożone ubrania. To, że już nie będą złożone, to nie moja wina, od razu mówię żeby nie było.
- Koszulki, spodnie, bluzy, szorty... - mruczałam do siebie wygrzebując coraz to fajniejsze i ciekawsze znaleziska - Oooooo. - uśmiechnęłam się wyjmując niebieskie bokserki. Stanęłam przed lusterkiem i przyłożyłam je do bioder. Obróciłam się dookoła i stwierdziłam, że fajnie bym w nich wyglądała. Założyłam je na głowę i wróciłam do szukania kolejnych. Udało mi się znaleźć jeszcze dwie pary czarnych, dwie pary białych i jedne białe w niebieskie misie. Oglądnęłam się w lustrze we wszystkich i postanowiłam, że dziś ukradnę Zaynowi te w miśki i będę w nich spała.
- Nie przeszkadzam Ci? - zapytał głośno Mulat stając w progu i się śmiejąc. Odruchowo schowałam wszystkie bokserki za plecami i uśmiechnęłam się szczerząc chyba wszystkie z moich zębów. Nadal się śmiał, a najgorsze było to, że nie wiedziałam z czego. Odwróciłam się do lusterka i strasznie zaczerwieniłam. Ściągnęłam szybko z głowy niebieskie gacie i rzuciłam na sofę.
- O jeju ! Skąd tu się wzięły te bokserki? Jakie fajne ! - rżnęłam głupa.
- Jesteś zabawna. - Zayn odebrał mi swoją własność i z bocznej kieszeni wyciągnął leki.
- A Ty adoptowany. - zripostowałam zabierając mu medykanty i skierowałam się do kuchni. Kilka syropów, tabletki na kaszel i inne na zatoki wielkości pestki śliwki. Te były najgorsze. Smakowały jak... Nie wiem jak to określić. Tektura to za słabe określenie.
- To jest paskudne. - jęknęłam do Chłopaka, który próbował mi na siłę wepchnąć do ust wielką tabletkę.
- Ale musisz to brać, jeżeli chcesz wyzdrowieć ! - próbował mnie przekonać po dobroci.
- Nie wezmę tego świństwa ! - krzyknęłam i zasłoniłam usta rękoma
- Jak nie po dobroci, to po złości. - wzruszył ramionami i zdjął mnie z krzesełka - A teraz? - zapytał przewieszając mnie przez ramię w taki sposób, że miałam głowę naprzeciwko jego tyłka.
- Mmhhm mhmmm. - odpowiedziałam nadal nie odtykając ust. Miało to oznaczać ' Możesz pomarzyć '.
- Zobaczysz konsekwencje. Będziesz leżeć w szpitalu jak nie łykniesz tej tabletki. - powiedział z tryumfem w głosie. Szybko zabrałam ręce z ust i powiedziałam :
- To jest szantaż. Emocjonalny, ale szantaż.
Postawił mnie na ziemi, podał mi tabletkę i zimne piwo.
- Chcesz mnie zabić? - westchnęłam odstawiając butelkę i nalewając wody do szklanki. Łyknęłam tabletkę czekając na efekty.

* lé czas ogniska *

Zebraliśmy się wszyscy koło jeziora. Poustawiane było tam dziesięć pniaczków, na których pewnie mieliśmy siedzieć. Koło drewna na opał stała mała lodówka, w której było piwo i inne napoje takie jak wódka, whiskey i tym podobne. Liam razem z Casie zaczęli ustawiać drewno, Harry i Layla poszli po jeszcze więcej gałązek i patyków, Zayn i Ernie gawędzili siedząc na molo, a ja i Niall staliśmy jak dwa kołki.

- Idziemy się przejść? - zaproponował z uśmiechem blondyn.
- Skoro nalegasz. - zaśmiałam się i wypięłam biodra do przodu. Ruszyliśmy w stronę lasu, a dokładniej ścieżki, która się tam zaczynała. Szliśmy tak sobie razem gawędząc o głupich rzeczach.
- A wiesz co? Dziś przegrzebywałam bokserki Zayna. I mnie na tym przyłapał. - zaśmiałam się wesoło, a Chłopak mi zawtórował - Pożycz mi kiedyś swoich bokserek. Albo nie. Sama je pożyczę. - zaśmiałam się ponownie.
- Nie ma, nie dostaniesz. - odpowiedział odwracając głowę i zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Co? Czemu? - zrobiłam minę zbitego psiaka i wystawiłam dolną wargę.
- Wyglądasz przesłodko. - zaśmiał się Niall.
- Nie komplementuj mnie tak, bo się zarumienię. - machnęłam ręką w jego kierunku. Szliśmy tak nawzajem się komplementując i gadając o tym czemu nie może być tak, że jak się pstryknie i pomyśli o jakimś daniu, to ono się przed tobą pojawia. Doszliśmy do niewielkiego drewnianego domku. Szklane okna, drzwi wypadające z zawiasów.
- Czuję się jak w kiepskim horrorze. - jęknął Niall.
- Nie wymiękaj gnoju ! Idziemy tam. - pociągnęłam go mocno za rękę. Ale mnie ciekawiło co tam jest ! Ale jednocześnie bałam się co tam jest. Weszliśmy przez okropnie skrzypiące drzwi. Był tam włącznik, który jak to my, próbowaliśmy rozpaczliwie uruchomić. 
Cpyk-cpyk.
I nadal nic. Pozostał nam zmysł dotyku. 
- To do roboty. - westchnęliśmy jednocześnie, zaśmialiśmy się i zaczęliśmy dotykać wszystkiego. Było tam łóżko z dziwnej skóry, parę obrazów, dywan, oczywiście też ze skóry i kupka jakiegoś proszku. 
- Niall daj mi swojego iPhone' a. - poprosiłam szeptem.
- Dlaczego szepczemy? I czemu akurat mojego? - odszeptał oburzony.
- Bo ja swojego nie wzięłam. - wytłumaczyłam już na głos wywracając oczami. Podał mi telefon, żebym mogła sobie poświecić.
- Łeeeeee ! - odskoczyłam z piskiem wycierając ręce w czerwoną koszulkę Nialla. To nie był żaden proszek, tylko zdechłe robaki.
- Fuj, fuj, fuj, fuj, fuj, fuj, fuj... Fuj, fuj ! - powtarzałam ciągle nadal wycierając się o Nialla, o ściany, o podłogę, o łóżko, o dywan - Fuuuuj ! 
Niall jedynie stał przy drzwiach i śmiał się jak opętany.
- Tobie trzeba egzorcysty ! - krzyknęłam, kiedy stwierdziłam, że moje ręce są już wystarczająco wytarte. Przez okna ktoś poświecił latarką. Ktoś kto się śmiał. I ktoś, kogo znałam.
- Wy tępe dzidy ! - wydarłam się na Laylę i Harry' ego wybiegając, jednocześnie wyrywając drzwi z zawiasów. Zaczęli uciekać nadal głośno się śmiejąc. Pobiegłam za nimi również zaczynając się śmiać, bo wyobraziłam sobie jak dziwnie i zabawnie musiało to wyglądać. Znów się zdenerwowałam, bo to pewnie oni pozbierali tam te robaki. Ba ! Byłam wściekłą.
Wbiegłam na polanę, gdzie już paliło się ognisko. Rozejrzałam się szybko po wszystkich zebranych, a dokładniej byli tam Liam, Casie, Zayn i Ernie.
- GDZIE! ONI! SĄ! - krzyknęłam zła. Wszyscy pokazali na jezioro. Impulsywnie zerwałam z siebie ubrania i z rozpędu wskoczyłam do wody z rozbiegu. Otworzyłam oczy. Jaka ta woda była przejrzysta ! Wróćmy do tematu głównego.Patrzyli się prosto na mnie spod mola. Pokazałam tak zwane ' zabiję Cię '. Popłynęłam w ich stronę, więc w popłochu wypłynęli na powierzchnię, a ja za nimi.
- Jeszcze was dopadnę gnojki ! - zdzierałam sobie gardło - Dopadnę was wy tępe chuje ! 
- Nike, szlifuj język. - zaśmiał się Niall. Przywaliłam mu z pięści w ramię.
- Powinna boleć? - zapytał poruszając brwaimi.
- Nie wiem. - wzruszyłam ramionami. Staliśmy przez chwilkę w ciszy.
- Ał ! - złapał się za brzuch. Wybuchłam śmiechem.
- Uderzyłam Cię w ramię idioto. - walnęłam go w brzuch - Teraz w brzuch. 
Posiedzieliśmy jeszcze trochę przy ognisku pijąc dużo, oprócz Liama i Casie. 
W pewnym momencie wszyscy upici i dwójka trzeźwych poszli do domków pod pretekstem bolących brzuchów. Zostałam sama z Niallem

***********************************************************************************



TAK BARDZO WAS PRZEPRASZAM ! OBIECYWAŁAM DŁUGI ! 
WYSZEDŁ KRÓTKI I BEZNADZIEJNY !
PRZEPRASZAM ! NAUCZĘ SIĘ NA PRZYSZŁOŚĆ NIE OBIECYWAĆ !
NIE MIAŁAM ANI CZASU, ANI WENY. KOLEJNY DODAM MOŻE W PIĄTEK !!!