- No nareszcie ! - krzyknęłam widząc zieloną ciężarówkę zatrzymującą się na żwirowym podjeździe. Założyłam na mój
ubiór zielony szlafrok, a na stopy czarne papucie i wyszłam przed dom.
- Dzień dobry. - przywitałam się z niskim panem w zabawnej czapeczce. Odmruczał coś niewyraźnie w odpowiedzi i otworzył tylną klapę pojazdu. Na szarej powierzchni stało kilkadziesiąt pudeł, jedne mniejsze, jedne większe, kilka klatek i sporo wielkich drewnianych skrzyń. Sprzedawca podał mi jeden karton, a sam zaczął wyciągać skrzynię z drewna owiniętą folią bąbelkową. Weszłam do domu potrząsając lekko pudełkiem. Jakie ja jestem głupie. Przecież w środku jest żywe zwierzę. Usiadłąm na kanapie pomiędzy Harrym, a Zaynem i bez żadnych procesów wstępnych oderwałam kawałek taśmy.
- Ej no co Ty ! Nie otwieraj go tutaj. Jeszcze gdzieś wypełznie. - wzdrygnęła się Cas. Wzruszyłam ramionami i zerwałam pozostałą taśmę klejącą. Otworzyłam śmiało pudełko, które było wypełnione do połowy trocinami.
- Gdzie jesteś... - próbowałam wypatrzyć zwierzę wśród wiórek. Jak na komendę z rogu wychynęła głowa wielkości mojej pięści.
- A tu Cię mam. - szepnęłam i wyciągnęłam węża jednocześnie pozwalając ułożyć mu się na moim ramieniu - Nazwę go Arshile. - oznajmiłam.
- Wow, wielki jest. - zaśmiał się wesoło Ean - Jaka to rasa? - dodał.
- Waż zbożowy snow, albo white. Jak kto woli. - odpowiedziałam wstając, bo panu w śmiesznej czapeczce udało się dotaszczyć
akwarium do domu.
- 542$ - zażądał. Odliczyłam dokładnie pieniądze, złożyłam podpisik na karteczce i odprowadziłam sprzedawcę do drzwi.
- Trochę Cię to kosztowało. - skwitował Ed nadal wlepiając wzrok w mój nowy nabytek siedzący mi aktualnie na ramieniu.
- Czego nie zrobi kobieta dla przyjemności. - odpowiedział mu rozbawiony Zayn. Posłałam mu minę ' zamknij się, bo zaraz zarobisz '.
- Moje pieniądze, więc mogę wydawać je na co chcę. - wzruszyłam ramionami - Ałś. - dodałam, bo oberwałam od Mulata w głowę - Jeszcze się policzymy. - odrzuciłam w niego poduchą. Nadal z Arshilem na ramieniu odwinęłam folię bąbelkową.
- Weeee ! - zapiszczałam skacząc po folii.
- Dziecko. - westchnęła Casie i wróciła do rozmawiania o najnowszej plotce ' One Direction i dziewczyny z naprzeciwka? '. Otworzyłam wieko odsłaniając duże akwarium i rzeczy do jego urządzenia.
- Zobacz Arshile. Tu będziesz teraz mieszkał. - powiedziałam do zwierzaka podrzucając korzeniem - Ean? Ed? Pomożecie? - zapytałam braci pokazując na czarne biurko przy oszklonej ścianie.
- Że niby to ma tu tak stać? - zapytała Casandra - Ma tu być i cały Boży dzień będzie się na mnie gapić? - dodała.
- W sumie... To tak. - pokiwałam ochoczo głową. Zrobiła minę typu ' Oh God Why ' i zamknęła oczy. Bracia raczyli podnieś tyłki i wspólnymi siłami przenieśli akwarium na biurko.
- Dzięki. - powiedziałam i zdjęłam Arshila z ramienia i położyłam na podłodze - Idź pozwiedzać. - wszyscy podciągnęli nogi na sofę - Dajcie spokój. Nawet Ty Daniel? Zayn? Harry? - uniosłam brwi. Ale nawet mnie nie słuchali. Wąż gdzieś zniknął, więc miałam czas na przygotowanie terrarium.
Po piętnastu minutach spojrzałam krytycznym okiem na moje
dzieło i wzięłam się za szukanie pupila. Wszyscy patrzyli na moje poczynania lekko wystraszeni.
'' Baby '' - pomyślałam - ''Pfff ''.
- Ej, ej, ej ! Zbierzesz cały kurz z podłogi ! Wstawaj ! - poleciła Casie zaraz po tym jak przeczołgałam się od kanapy do półki, a potem do biurka.
- Jak chcesz, ale jak Arshile udusi Cię w nocy, to nie przyjdę na pogrzeb. - podniosłam się, otrzepałam i wyszłam do kuchni, żeby coś zjeść. Najbliżej mnie stała miska z owocami, więc wzięłam banana do ręki, dla ścisłości - mój ulubiony owoc.
- Znowu Cię na tym przyłapuję ! - do kuchni wszedł Harry niosąc Arshila na ramieniu. Zaśmiałam się wesoło i zrzuciłam z ramion szlafrok.
- Gorąco tu. - westchnęłam wachlując się ręką i odbierając pupila Loczkowi.
- Zaraz wyjdę. - wytłumaczył, a ja parsknęłam śmiechem.
- A może frytki do tego? - zadrwiłam.
- Tak, z ketchupem poproszę. - i wziął do ręki inny owoc - Nie lubisz brzoskwini? - zagadnął.
- Ale żeś sobie temat wymyślił. No, oj to nie tak, że nie lubię. - jęknęłam - Nie jadam ich często ze względu na te nieprzyjemne włoski na skórce. - zaczęłam gestykulować rękam.
- Włoski na skórce? - uniósł brwi.
- Zboczeniec. - trzepnęłam go pięścią w ramię - O czym oni tam tak zawzięcie dyskutują?
- Pozostał nam tydzień wolnego, potem kilka koncertów w Londynie, wywiady i cała reszta. Więc zastanawiają się gdzie możemy jechać. Gdzieś nad morze, zorganizowanie biwaku czy może nad jezioro. - wytłumaczył.
- Nigdzie nie jadę. - oznajmiłam chłodno. Loczek złapał mnie w pasie i przerzucił przez ramię.
- Czemu? - zapytał.
- Bo nie. - odwarknęłam.
- Czemu? - ponowił pytanie.
- Bo mi się nie chce. - odpowiedziałam przymilnie.
- Czemu?
- Bo tak ! - odkrzyknęłam lekko zirytowana.
- Czemu?
- Słuchaj mnie uważnie niewyżyty małpiszonie. Po pierwsze, uwielbiam biwaki i tego typu rzeczy ! Pianki, kiełbaski, wszystko co niszczy organizm ! Ogniska, które w każdej chwili mogą spalić Ci włosy ! Spanie w namiotach na zimnej i mokrej ziemi ! A wypady nad morze? Yaaay ! Romantyczne zachody słońca na nieprzyjemnym i brudnym piachu ! Domki na plaży ze spróchniałego drzewa ! Pokaleczone muszlami stopy ! A jeziora? Jeszcze fajniej ! Mnóstwo komarów, które zżerają Cię żywcem, ciemne lasy dookoła pełne pedofilów i groźnych zwierząt ! Pijawki ! Po drugie, jeszcze nie wyzdrowiałam. - zadeklarowałam.
- Szczęście w nieszczęściu, że wyczułem ten ostry sarkazm. - Styles mną potrząsnął i zaczął kierować się do salonu.
- Szczęście bo? - uniosłam brwi, choć i tak nie mógł tego zobaczyć.
- Bo jedziemy tam na dwa tygodnie... - nie dokończył.
- Merde ! - przeklęłam po francusku.
- Co? Nie ważne. Nieszczęście dla Ciebie, bo domki będą tylko dwuosobowe. - po tonie jego głosu mogłam wywnioskować, że się cieszy.
- Chłopcy przestańcie ! - usłyszałam lekko przytłumiony krzyk Damaris. Harruś postawił mnie na podłodze i razem weszliśmy do salonu.
- Ej ! Spokój ! - zainterweniował Liam. Stanął pomiędzy Zaynem, a Niallem i odsunął ich od siebie na długość swoich ramion. Patrzyli na siebie z mordem w oczach. Spojrzałam pytająco na Dam.
- Ostatecznie zdecydowaliśmy, że jedziemy nad jezioro. Kłócą się, który ma być z Tobą w domku. Najlepiej będzie, jak Ty któregoś wybierzesz. - uśmiechnęła się zachęcająco.
- Ale... Ja nie wiem... Ja nie wiem którego mam wybrać. - patrzyłam to na Mulata, to na Blondyna. Ich błagalne spojrzenia posyłane w moją stronę... Ugh - Nie wiem, naprawdę. - zająknęłam się.
- To jutro zdecydujemy. - oznajmiła zawsze rozsądna Casie.
- Muszę się z tym przespać. - machnęłam na nich ręką. Założyłam buty i wyszłam przed dom. Nie wspominałam? Chwilowo spałam u Chłopców w domu, ponieważ kanapa była strasznie niewygodna. Nasuwa się pytanie. Z kim? Odpowiedź brzmi - z nikim. Śpię w pokoju gościnnym, bo tak chciałam.
Wyciągnęłam klucz spod doniczki. Ludzie są tacy przewidywalni... I łatwowierni... I naiwni... Można by tak wymieniać. Nie wierzę w ludzi. Westchnęłam cicho zdejmując buty i przechodząc przez kuchnię do mojego tymczasowego lokum. Zamknęłam się w nim od środka i usiadłam na łóżku. Popatrzyłam w okno na przeciwko. Czas na przemyślenia Nike. Może zadać ponownie pytanie ' Czym jest życie? ' lub ' Czym powinnam się zająć w przyszłości? '. A może ' Czas już dorosnąć? '. Nie sądzę, nie warto. Wolę zostać dużym dzieckiem do końca życia, nie brać niczego zbyt poważnie i posługiwać się bolesnym sarkazmem. Brawo Nike ! Dziesięć punktów dla Ciebie. Jakie są wartości w życiu? W MOIM życiu? Nie wiem... Miłość? Nie znam takiego słowa. Chociaż... Muszę przyznać, że Niall i Zayn są intrygujący, a niedawno Mulat wyznał mi, że coś do mnie czuje... Pieniądze? Nie, one nie dadzą mi szczęścia. Przyjaźń? Okazyjnie. Spotkała mnie w życiu. Te cztery idiotki śmiało mogę nazwać przyjaciółkami. A przygłupy? Nasze relacje są bardzo dobre, zaczęliśmy się lepiej poznawać, choć wolę zająć się sobą niż kimś innym. Nie zmienię się dla kogoś. Dom? Mam mieszkanie. Założenie rodziny? Za młoda, by o tym myśleć. Moja rodzina? Tęsknię za mamą. Tęsknię za tatą, nawet nie wiem gdzie on jest. Mam Michelle i tych dwóch kochanych pedałków. Czego więcej trzeba? Odpowiedź jest prosta. Szczęścia. Czy ja zaznałam szczęścia? Sama nie wiem. Mam wielki kłębek w głowie. Jeszcze nie przeżyłam swojego pierwszego razu. Pozory mylą. Ale ja się boję. Czy to boli? Z kim mogę to zrobić? Nikt nie przychodzi mi na myśl, ale wiem, że zrobię to z kimś, kogo będę kochać nad życie. Co mogę nazwać szczęściem? Również nie wiem. Jestem małą, głupią, bezbronną nastolatką. Nie jedyną na całym świecie, ale jedną mróweczką w mrowisku.
- Po co ja się zgrywam? - zadałam pytanie sama sobie. Tak naprawdę, to nie jestem twardą Nike. Ja po prostu gram... Bo życie to jeden wielki teatr, prawda? Jak każdy człowiek, potrzebuję miłości, zaufania, przyjaźni. Bo czym by było życie bez tych rzeczy? A może po prostu życie to jeden wielki sen, a śmierć nas budzi? Kto wie. Ułożyłam się wygodniej na łóżku. Gdzie jest ten ' ktoś ', kto zmieni moje życie? Co on może teraz robić? Z takimi myślami przykryłam się kocem i zasnęłam.
*lé następny dzień *
Otworzyłam oczy, bo strasznie burczało mi w brzuchu. Spojrzałam na wyświetlacz iPhone' a. Kilka wiadomości, kilka nieodebranych połączeń. Godzina 5:28.
- No pięknie. - mruknęłam do siebie i przetarłam oczy. Przeciągle ziewnęłam i przeciągnęłam się niczym kot. Podrapałam się po głowie i zamlaskałam kilka razy, bo w końcu dotarł do mnie ten okropny poranny smak w ustach. Otworzyłam drzwi i z przymkniętymi przedostałam się do kuchni.
- Vas Happenin'? - przywitał mnie uściskiem Zayn.
- Mhm. - odmruknęłam niewyraźnie i wdrapałam się na wysokie krzesło stojący przy wysepce kuchennej.
- Hej Nike. - podszedł Harry i poczochrał mi włosy.
- Cześć. - Liam tylko posłał mi wesoły uśmiech.
- Siemka Marcheweczko. - Lou uderzył mnie pięścią w ramię.
- Delikatniej. - poprosił go Mulat nie przestając się szczerzyć.
- Witam Śpiącą Królewnę. - Niall pocałował mnie w rękę.
- Mhm. - odmruczałam ponownie. Westchnęłam cicho i próbowałam się podnieść.
- Dajcie jej kawy, czy coś. - zaproponował Hazza. Skąd on wie czego mi trzeba? Ehh. Chwilę potem stał przede mną czerwony kubek pełen czarnego, pysznego napoju. Złapałam za kubek i od razu wypiłam łyk kawy.
- Mmmmm. - jęknęłam. Cudowna.
- Jesteś już gotowa, wczoraj Cię spakowaliśmy i za pół godziny wyjeżdżamy. - oznajmił Liam. Słysząc to wyplułam całą zawartość moich ust na blat kuchenny, przy okazji też na podłogę.
- Grzebaliście w moich rzeczach ?! - wykrzyczałam robiąc się coraz bardziej czerwona.
- Taaaak, aa coooo? - Styles przeciągał samogłoski. Spaliłam strasznego buraka. Poszłam do pokoju Zayna, wyciągnęłam szare dresy i T-shirt, w które szybko się przebrałam. Poszłam do łazienki zgarnęłam sprzed lusterka moją gumkę, związałam pospiesznie włosy w niedbałego koka i zbiegając po schodach krzyknęłam do Chłopaków :
- Czekam w samochodzie !
Wyszłam przed dom bawiąc się moim iPhonem. Wsiadłam na siedzenie pasażera.
- Dzień dobry proszę pana. - przywitałam kierowcę, a jednocześnie ich menagera, którego nazywali Paulem.
- Dzień dobry. - odpowiedział uśmiechając się wesoło - Jak samopoczucie? - dodał.
- A wie pan... - nie dał mi dokończyć.
- Jaki tam znowu ' pan '. Paul Higgins jestem. Mów mi Paul. - przedstawił się. Tak zaczęła się nasza rozmowa.
* lé pół godziny później *
- Są wszyscy? - zapytał się Paul patrząc w lusterko.
- Jasne. - odpowiedzieli im Casie i Liam równocześnie. Zaśmiali się i splotli dłonie... Czy ja o czymś nie wiem? Nie ważne. Wyciągnęłam iPhone' a z kieszeni i zrobiłam zdjęcie Pulowi.
' @paulyhiggins is our driver ! Yeah. Nice man Xx ' - dodałam wpis na Twittera i pokazałam go Paulowi.
- Masz może ze sobą laptopa? - zadałam pytanie.
- Jasne, jest pod Twoim siedzeniem. - wyjaśnił nie odwracając wzroku od drogi. Odpięłam niepewnie pasy, podniosłam siedzisko i wyciągnęłam urządzenie. Szybko je uruchomiłam i zaśmiałam się cicho pod nosem. Mieli tu WiFi. Podłączyłam się, i weszłam w kamerkę. Wyrwałam z rąk gitarę, na której grała przed chwilą siedząca za mną Damaris.
- Oddaj to ! - krzyknęła odwracając się zła.
- Wal się. - odpowiedziałam i zasunęłam czarną kotarę. Uruchomiłam kamerkę, nastroiłam gitarę i odetchnęłam.
- Cześć wszystkim. Jak widzicie, nie jest to najlepsze miejsce na nagranie covera, ale muszę w końcu dać coś od siebie. Za dużo emocji. I przepraszam was, że ostatni dodałam aż dwa tygodnie temu. - uśmiechnęłam się przepraszająco do niebieskiego światełka - Dziś będzie to Colbie Caillat - ' Bubbly '. - oznajmiłam i zaczęłam brzdękać na instrumencie.
I've been awake for a while now,
You've got me feelin' like a child now,
Cause every time I see your bubbly face,
I get the tinglies in a silly place.
Uśmiechnęłam się do kamerki i zamknęłam oczy, żeby wczuć się w rytm.
It starts in my toes,
And I crinkle my nose,
Wherever it goes I always know,
That you make me smile,
Please stay for a while now,
Just take your time,
Wherever you go.
The rain is fallin' on my window pane,
But we are hidin' in a safer place,
Under covers stayin' dry and warm,
You give me feelins that I adore.
It starts in my toes,
Make me crinkle my nose,
Wherever it goes,
I always know,
That you make me smile,
Please stay for a while now,
Just take your time,
Wherever you go.
Śpiewając to, myślałam o takim jednym Chłopcu z dzieciństwa, który ukradł mi serce.
'' Salut Nike. '' - przywitał się wesoło po Francusku.
'' Salut Harold. '' - odpowiedziałam w tym samym języku.
'' Ma mère invite ta mère pour le dîner. Voulez-vous venir? '' - zapytał z nadzieją w oczach.
'' Bien sûr. Vous ne pouvez pas refuser, parce que je pense que ma mère me ferait manger. '' - odparłam uradowana jednocześnie chichocząc.
'' J'espère que vous viendrez. Je t'aime. '' - pocałował mnie w policzek i zanim zdążyłam odpowiedzieć uciekł. Mieliśmy wtedy po dziesięć lat. Ah ta szczenięca miłość.
* Uwaga od autora - nie tłumaczcie tego, bo będzie przetłumaczone na dole :) *
What am I gonna say,
When you make me feel this way,
I just........mmmmmm.
It starts in my toes,
Make me crinkle my nose,
Wherever it goes,
I always know,
That you make me smile,
Please stay for a while now,
Just take your time,
Wherever you go.
I've been asleep for a while now,
You tucked me in just like a child now,
Cause every time you hold me in your arms,
I'm comfortable enough to feel your warmth.
It starts in my soul,
And I lose all control,
When you kiss my nose,
The feelin' shows,
Cause you make me smile,
Baby just take your time now,
Holdin' me tight.
Wherever, wherever, wherever you go,
Wherever, wherever, wherever you go,
Wherever you go, I'll always know.
Cause you make me smile here, just for a while.
Zakończyłam grać na gitarze.
- Mam nadzieję, że się wam spodoba. Osobiście uwielbiam tą piosenkę, aktualnie opisuje mój nastrój. Pewnie domyślicie się po plotkach o co chodzi. - uśmiechnęłam się wesoło - To tyle na dziś. Uśmiechnij się Paul. - skierowałam kamerkę na Pauly' ego. Pomachał w tą stronę, więc mogłam już wyłączyć.
- Nie myślałaś nigdy o tym, żeby pójść do X-Factora? - zapytał po krótkiej chwili.
- Nie kręci mnie to. Nie lubię gwiazdek stworzonych przez takie programy. - wzruszyłam ramionami logując się na moje konto na YouTube.
- Wiesz, że Chłopcy są takimi gwiazdkami? - uniósł brwi.
- Nie wiem, nie obchodzi mnie to. - dodałam filmik.
- Słuchaj Nike. To, że jesteś zimna nie pomoże Ci w zdobyciu czegokolwiek. - powiedział skręcając w jakąś polną drogę. Auć. Nie powiem, zabolało.
- Może masz rację... Ale zauważ, że kiedy będę miła, to ludziom łatwiej będzie mnie zranić. - zripostowałam.
- Ale będzie im się łatwiej do Ciebie zbliżyć... Daj spokój ! - powiedział pewnie głośniej niż zamierzał - Widziałem jak patrzysz czasem na Zayna. I jak on się Tobą zajmuje. Boi się o Ciebie. - dodał szeptem uśmiechając się pod nosem.
- Powinno mnie to obchodzić? - podniosłam głos.
- A nie? - odpowiedział - Jesteś młoda ! Potrzebujesz tego. - stwierdził.
- Tylko. Nie. Młoda. - wysyczałam przez zęby odpinając pas - Nie szukam chłopaka i nawet nie mam zamiaru ! Kim Ty niby jesteś, żeby mówić mi takie rzeczy? Moim ojcem? Nie sądzę ! Zostanę starą panną z sześćdziesięcioma dziewięcioma kotami ! I nic Ci do tego ! - wrzasnęłam i wyskoczyłam z samochodu, bo Paul już się zatrzymał. Wkurwiona na cały świat weszłam do pierwszego lepszego domku trzaskając drzwiami.
***********************************************************************************
Wiem, wiem... Spieprzyłam i to ostro.
Przetłumaczona rozmowa :
- Cześć Nike.
- Cześć Harold.
- Moja mama zaprasza Twoją mamę na obiad. Przyjdziecie?
-Oczywiście. Nie mogę wam odmówić, bo mama by mnie chyba zjadła.
- Liczę na to, że przyjdziesz. Przepadam za Tobą.
Mam fazę na Hazzę !
I na Zayna też ! Muahah !
Dobra, koniec męczenia gifami i zdjęciami, bo od tej seksowności zaraz roztopią wam się gałki oczne. Teraz czas naaaa...
Nawet nie napiszę ' Hope You Like It ', bo wiem, że tego nie polubicie.