środa, 31 października 2012

Okropnie przepraszam :(

Mam dwie wiadomości. Dobrą i złą.
Zacznijmy od złej, z racji tego, że jestę złę wcielonym.
Jako, że nie mam weny na tego bloga i wydaje mi się, że ogólnie jest zajebiście (przepraszam za słownictwo) zjebany i nie ma sensu, to... Kończę pisanie go.
Ta dobra ! Zaczynam drugi :)
Jeżeli chcecie, to wpadajcie czasem na niego. Ten będzie miał troszkę inną formę pisania :)


 Żegnam. 
* le gasnące światła *

wtorek, 9 października 2012

And should I?

Wiecie... Wyrażenie ' pijany człowiek ' jest równoznaczne z ' nie wiedzący co się dzieje i zachowujący się psychicznie człowiek '.
- No i zostaliśmy sami. - zdołał powiedzieć Niall.
- Co z tego żeśmy za dużo wypili. - uśmiechnęłam się głupkowato - Liczy się zabawa, tak czy nie? - zachichotałam.
- No wiesz, niby tak, ale wiesz... No wiesz. - nie mógł się wysłowić.
- Wiem aż za dobrze. Nie chce mi się nigdzie iść. Co proponujesz? - zapytałam w taki sposób, na jaki pozwalał mi mój stan.
- Gra w butelkę. - odparł niewyraźnie.
- We dwie osoby? To może upieczemy pianki? - odpowiedziałam mu zachęcająco.
- Ciekawe czy to wygląda tak jak na filmach. - zamyślił się Niall.
- No przecież możemy sprawdzić. - westchnęłam - Chodź, Harry miał pianki, widziałam.
Podniosłam go za rękę i lekko chwiejnym krokiem dotarliśmy pod trzecie mieszkanko.
- EJ NO, DUPY OTWIERAĆ ! OTWÓRZCIE DRZWI ! - jednocześnie krzyczeliśmy i śmialiśmy się z Blondynem. Nikt nadal nie miał zamiaru nam otworzyć, więc nacisnęliśmy klamkę i wparowaliśmy do środka. Pierwsze co zobaczyliśmy, to koszulka Layli na środku korytarza. Niall posłał mi pytające spojrzenie. Odpowiedziałam mu wzruszeniem ramion. Poszliśmy do kuchni, zapaliliśmy światło i zaczęliśmy rozglądać się za smakołykami. Przegrzebaliśmy wszystkie półki w poszukiwaniu czegokolwiek słodkiego. Czegokolwiek. Nic nie znaleźliśmy, więc przenieśliśmy się do salonu. Na stoliku przed telewizorem leżało mnóstwo słodyczy po części przykryte czyimiś spodniami. Nietrudno domyślić się czyimi. Złapaliśmy za dwie paczki różowiutkich, mięciutkich, słodziutkich pianek i wróciliśmy do kuchni.
- Więcej alkoholu. - wyciągnęłam z lodówki dwie butelki Chivas Regal, Bushmills Black-Bush i Gin. Zaświeciły nam się oczy i wybiegliśmy z domu zatrzaskując drzwi. Kiedy dobiegliśmy do nadal palącego się ogniska nabiliśmy nasze pianki na patyki i podstawiliśmy nad ogień. Po kilku minutach można było je zabrać.
- Ty pierwsza. - zaproponował Niall.
- To niesprawiedliwe, Ty masz to pierwszy zjeść. - odburknęłam dopijając resztkę wódki z już prawie pustej butelki.
- Na Trzy-Cztery? - zapytał otwierając Chivas.
- Dobra. Trzy...Czte...Ry! - krzyknęłam i zjedliśmy równocześnie po piance.
- Jezuniu jakie to dooobre... - westchnął przeżuwając słodycz. Blondyn podszedł do mnie i zaczął mnie całować. Nie miałam nic przeciwko, bo było nawet fajnie. Czego inni nie zobaczą, to ich nie zaboli. Smaki dwóch różnych alkoholów łączyły się, nadając naszym ustom przyjemny smak. No, doszły do tego jeszcze pianki. Rozłączyliśmy się. Westchnęłam cicho pod nosem.
- Ten alkohol jest smaczny. Bierz drugi, zobaczymy kto szybciej wypije swoją butelkę. - zachichotałam.
- Co będzie wygraną? - zapytał odkręcając butelkę i upijając łyk, żeby było po równo w obydwu butelkach.
- Jak wygram ja, to pozwolisz mi wziąć swoje bokserki. Jak wygrasz Ty to... Hmmm. To będziemy dziś spać razem u Ciebie. - zaproponowałam zadziornie.
- Kusisz. Umowa stoi. - zaśmiał się Niall - Trzy... Dwa... Jeden... Start! - rozpoczął. Momentalnie przyłożyłam szyjkę butelki do moich ust i rozwarłam wargi. Płyn szybko się do nich wlewał, więc starałam się tak samo szybko go połykać. Zostało już kilka kropel, kiedy chłopak zawołał:
- Wygrałem !
- Kurwa, a było tak blisko! - krzyknęłam zachrypniętym głosem.
- Śpisz dziś u mnie. - powiedział, po czym wstał i zaczął tańczyć koślawo coś w stylu Makareny. Zaczęłam chichotać tak mocno, że rozbolał mnie brzuch i spadłam z pieńka. Teraz Niall zachichotał. Razem chichraliśmy rozbierając się.
- Kto pierwszy ten lepszy ! - wykrzyczałam i skoczyłam na bombę do wody, a chłopak zaraz za mną. Złapał mnie w pasie i zaciągnął na drugi brzeg. Pływaliśmy tak w kółko, po brzegach, chlapaliśmy się... Niall nawet wymyślił zabawę w delfiny ! Tylko nie udało nam się zrobić żadnych akrobacji. Wyszliśmy z wody, bo coś dotknęło moich stóp. Stwierdziliśmy, że w tym jeziorze są topielce i że nie lubimy topielców, bo są straszne. Wychodząc potknęłam się o... O co ja się wtedy potknęłam? Nie ważne. I upadłam twarzą w błoto.
- Ej, to nie jest śmieszne ! - wołałam za nim. Zatrzymał się, wyrwał garść trawy i rzucił mi ją prosto w twarz. Pobiegłam za nim. Kiedy już zaczęłam go doganiać rzuciłam się na niego, przewaliłam na ziemię, obróciłam na plecy i usiadłam na nim okrakiem.
- Jesteś wysportowana... To jest seksi. - wymruczał Blondyn łapiąc mnie w talii. Złapałam jego ręce i skrzyżowałam nad jego głową. Sprawni obrócił mnie w taki sposób, że to ja byłam pod nim.
- Uwielbiam być na górze. - powiedział zadziorne i poprawił się na mnie. Jęknęłam cicho. Zszedł ze mnie i pomógł mi otrzepywać stanik z trawy.
- Chodź się wykąpiemy. - zaproponowałam.

' Staraj się ignorować fakt, że koło Ciebie stoi Horan w samym ręczniku. Staraj się ignorować fakt, że koło Ciebie stoi Horan w samym ręczniku. Staraj się... Nie uda Ci się ! On stoi w samym ręczniku ! Dotknij go... Doooooootknij goooo... Dotknij ! ' - mój mózg wariował. Za dużo alkoholu. Co ja pierdolę. Napiłabym się więcej.
- Mogę Cię dotknąć? - zapytałam szybko.
- Co? - odpowiedział piskliwie.
- Co?
- Co?
- Nic. - odburknęłam - Nieważne.
Ukradłam Niallowi bluzkę z napisem ' Free Hugs ' i bokserki w koniczynkę. Położyliśmy się i odwróciliśmy w swoje strony. Blondyn oparł się na łokciu i zaczął patrzyć w moje oczy. Czułam się lekko niezręcznie, chociaż... Przecież lubię być w centrum uwagi.
- Nie chce mi się leżeć. - jęknęłam kładąc się na plecy.
- To zróbmy coś szalonego! - zaśmiał się wesoło poruszając brwiami.
- Co proponujesz? - podniosłam się na rękach.
- Bitwę. Na poduszki. - potarł śmiesznie podbródek.
- Jesteś taaaki męski. - szturchnęłam go palcem w ramię. I tak zaczęła się wojna. Pierze latały wszędzie ( pomogliśmy sobie - zrobiliśmy niewielkie otwory ) i było świetnie. Potem nasza zabawa przeniosła się do łazienki. Chlapaliśmy się wodą, mydłem, szamponami, żelami... Wszystkim płynnym co było pod ręką. Potem zeszliśmy na dół z kolejnymi poduszkami. Pióra byłe wszędzie. Dosłownie, wszędzie. W kuchni, we wszystkich trzech łazienkach, w obu sypialniach, w salonie, nawet w schowku na detergenty. Potem rzucaliśmy się słodyczami i wybiliśmy jedno okno, bo próbowaliśmy grać pomarańczą w baseball. No i stłukliśmy wazony... I wywróciliśmy stół... I połamaliśmy szpilki Ernie... No i jeszcze tak jakby zepsuliśmy PlayStation wrzucając je do wanny z wodą... No i oczywiście wywróciliśmy kanapę w salonie. Można by tak wymieniać ciągle i ciągle. Mogę powiedzieć tyle, że dom wyglądał jak pobojowisko.
- E no, która godzina? - zapytał Niall podrzucając w dłoni butelkę z sokiem.
- Nie wiem, co mnie to obchodzi. - wzruszyłam ramionami i założyłam na stopy ostatnie nie połamane obcasy Ern.
- Złapiesz? - zapytał Niall szykując się do rzutu butelką.
- No dawaj. - ustawiłam się jak zawodnik rugby i czekałam na lecącą butelkę.
- Łap ! - krzyknął i cisnął nią... Tak jakby w telewizor... Który był kilka metrów ode mnie.
- Nie szkodzi. - zaśmiałam się głupkowato - Jeszcze raz.
Horan poszedł po kolejną butelkę. Stanął na przeciw mnie, zamachnął się i...
- JEZUSMARIATEGOSIĘNIEZAMALUJE. - wypowiedziałam na jednym tchu, kiedy butelka zderzyła się ze ścianą, pozostawiając na niej jedną wielką pomarańczową plamę.
- Śpiący jestem. - westchnął Niall, zupełnie jakby nic się nie stało. Po krótkiej rozmowie na temat łóżek usnęliśmy na środku korytarza.


***********************************************************************************

Postanowiłam dodawać krótsze, a częściej :)
Hope You Like It ! :) Xx

wtorek, 2 października 2012

Assholes.

- Nie czuję się zbyt dobrze. - jęknęła Ernie, kiedy zebraliśmy się przed domkami na naradę ' Kto z kim mieszka '.
- No i dobrze. Zdychaj. - skomentowałam opierając się o drzewo, nadal w złym humorze.
- Nike. - Cas spojrzała na mnie czule - Nie denerwuj się już.
- Pierdol się. Będę zła, kiedy będzie mi się to podobało. - warknęłam.
- Grzeczniej. - poprosiła.
- Grzeczniej. - zmałpowałam - Wal się.
Nie odpowiedziała tylko westchnęła. Podeszła do Ernie i objęła ją ramieniem.
- Ustaliliśmy, że ja będę w domku z Liamem, Louis z Damaris, a Layla z Harrym. Zostaje kwestia Nike i Ernie. Ale sądzę, że Niall powinien być z Ernie, bo jest troskliwszy. - uśmiechnęła się do blondyna - Więc w ostatnim domku, koło jeziora będą mieszkać Zayn z Nike. No już zmykać do swoich domków. - pomogła wstać Ernie i oddała ją Niallowi - Pamiętajcie o ognisku dzisiaj ! - krzyknęła zanim zatrzasnęła za sobą i Li drzwi.
- Będziemy razem w domku. - Zayn zaśmiał się wesoło.
- Nie wkurwiaj mnie. I tak mam już spaprany humor. - warknęłam kierując się do domku.
- Co Cię tak zdenerwowało? - zapytał zdejmując buty w progu.
- Na chuj się pytasz? - uniosłam wymownie brwi rzucając bluzę na podłogę.
- Bo się martwię. - wzruszył ramionami i zrobił jedną ze swoich rozbrajających min.
- Ktoś ma spieprzony humor i od razu wszyscy się martwią. Jak miło. - odpowiedziałam ironicznie.
- Oj no weź. - podszedł szybko, przytulił mnie i pocałował w czubek głowy. Westchnęłam cicho.
- Idę się przebrać. - zakomunikowałam i zaczęłam wciągać wielką walizkę po schodach.
- Daj, pomogę Ci. - Zayn wziął bagaż na ręce i zaniósł go do ' mojego pokoju '.
- Dzięki. - mruknęłam.
- To znaczy, że już się nie gniewasz? - zapytał z szerokim uśmiechem.
- Tego nie powiedziałam. - westchnęłam wypychając go na siłę z pokoju.
- Do zobaczenia później ! - krzyknął - Idę do reszty !
- Spoko. - powiedziałam to raczej do siebie - Zobaczmy co oni tu spakowali.
Otworzyłam ostrożnie walizkę i zaczęłam przeglądać wszystkie ubrania. Hmmm... Starczyłoby na trzy tygodnie pobytu. Jak oni tu to wszystko wcisnęli? Nie biorąc ubrań weszłam do łazienki. Wielkie lustro zaraz nad szeroką umywalką, wanna narożna, prysznic, a wszystko na brązowo. I oczywiście z drewna. Napuściłam sobie pełną wannę wody i powoli do niej weszłam. Nalałam jabłkowego płynu do kąpieli i zamknęłam oczy.

Drzwi otworzyły się z trzaskiem. Zayn stanął jak wryty przekraczając próg.
- Zero prywatności. Zero. - westchnęłam zgarniając pianę, której było już niewiele.
- Nie wiedziałem. Kiedy skończysz? - zapytał lekko zakłopotany.
- Jak przyniesiesz mi ubrania i ręcznik. - znów westchnęłam.
Wyszedł z łazienki i po chwili wrócił z ręcznikami i kłębkiem rzeczy. Położył je przed wanną i opuścił pomieszczenie zamykając dokładnie drzwi.
- Zero. - powtórzyłam znowu. Wytarłam się dokładnie, ubrałam i wpuściłam chłopaka do łazienki. Zbiegłam po schodach na dół w celu wygrzebania moich leków z walizki Zayna. Stała koło kanapy, więc szybko ją otworzyłam i zaczęłam przegrzebywać złożone ubrania. To, że już nie będą złożone, to nie moja wina, od razu mówię żeby nie było.
- Koszulki, spodnie, bluzy, szorty... - mruczałam do siebie wygrzebując coraz to fajniejsze i ciekawsze znaleziska - Oooooo. - uśmiechnęłam się wyjmując niebieskie bokserki. Stanęłam przed lusterkiem i przyłożyłam je do bioder. Obróciłam się dookoła i stwierdziłam, że fajnie bym w nich wyglądała. Założyłam je na głowę i wróciłam do szukania kolejnych. Udało mi się znaleźć jeszcze dwie pary czarnych, dwie pary białych i jedne białe w niebieskie misie. Oglądnęłam się w lustrze we wszystkich i postanowiłam, że dziś ukradnę Zaynowi te w miśki i będę w nich spała.
- Nie przeszkadzam Ci? - zapytał głośno Mulat stając w progu i się śmiejąc. Odruchowo schowałam wszystkie bokserki za plecami i uśmiechnęłam się szczerząc chyba wszystkie z moich zębów. Nadal się śmiał, a najgorsze było to, że nie wiedziałam z czego. Odwróciłam się do lusterka i strasznie zaczerwieniłam. Ściągnęłam szybko z głowy niebieskie gacie i rzuciłam na sofę.
- O jeju ! Skąd tu się wzięły te bokserki? Jakie fajne ! - rżnęłam głupa.
- Jesteś zabawna. - Zayn odebrał mi swoją własność i z bocznej kieszeni wyciągnął leki.
- A Ty adoptowany. - zripostowałam zabierając mu medykanty i skierowałam się do kuchni. Kilka syropów, tabletki na kaszel i inne na zatoki wielkości pestki śliwki. Te były najgorsze. Smakowały jak... Nie wiem jak to określić. Tektura to za słabe określenie.
- To jest paskudne. - jęknęłam do Chłopaka, który próbował mi na siłę wepchnąć do ust wielką tabletkę.
- Ale musisz to brać, jeżeli chcesz wyzdrowieć ! - próbował mnie przekonać po dobroci.
- Nie wezmę tego świństwa ! - krzyknęłam i zasłoniłam usta rękoma
- Jak nie po dobroci, to po złości. - wzruszył ramionami i zdjął mnie z krzesełka - A teraz? - zapytał przewieszając mnie przez ramię w taki sposób, że miałam głowę naprzeciwko jego tyłka.
- Mmhhm mhmmm. - odpowiedziałam nadal nie odtykając ust. Miało to oznaczać ' Możesz pomarzyć '.
- Zobaczysz konsekwencje. Będziesz leżeć w szpitalu jak nie łykniesz tej tabletki. - powiedział z tryumfem w głosie. Szybko zabrałam ręce z ust i powiedziałam :
- To jest szantaż. Emocjonalny, ale szantaż.
Postawił mnie na ziemi, podał mi tabletkę i zimne piwo.
- Chcesz mnie zabić? - westchnęłam odstawiając butelkę i nalewając wody do szklanki. Łyknęłam tabletkę czekając na efekty.

* lé czas ogniska *

Zebraliśmy się wszyscy koło jeziora. Poustawiane było tam dziesięć pniaczków, na których pewnie mieliśmy siedzieć. Koło drewna na opał stała mała lodówka, w której było piwo i inne napoje takie jak wódka, whiskey i tym podobne. Liam razem z Casie zaczęli ustawiać drewno, Harry i Layla poszli po jeszcze więcej gałązek i patyków, Zayn i Ernie gawędzili siedząc na molo, a ja i Niall staliśmy jak dwa kołki.

- Idziemy się przejść? - zaproponował z uśmiechem blondyn.
- Skoro nalegasz. - zaśmiałam się i wypięłam biodra do przodu. Ruszyliśmy w stronę lasu, a dokładniej ścieżki, która się tam zaczynała. Szliśmy tak sobie razem gawędząc o głupich rzeczach.
- A wiesz co? Dziś przegrzebywałam bokserki Zayna. I mnie na tym przyłapał. - zaśmiałam się wesoło, a Chłopak mi zawtórował - Pożycz mi kiedyś swoich bokserek. Albo nie. Sama je pożyczę. - zaśmiałam się ponownie.
- Nie ma, nie dostaniesz. - odpowiedział odwracając głowę i zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Co? Czemu? - zrobiłam minę zbitego psiaka i wystawiłam dolną wargę.
- Wyglądasz przesłodko. - zaśmiał się Niall.
- Nie komplementuj mnie tak, bo się zarumienię. - machnęłam ręką w jego kierunku. Szliśmy tak nawzajem się komplementując i gadając o tym czemu nie może być tak, że jak się pstryknie i pomyśli o jakimś daniu, to ono się przed tobą pojawia. Doszliśmy do niewielkiego drewnianego domku. Szklane okna, drzwi wypadające z zawiasów.
- Czuję się jak w kiepskim horrorze. - jęknął Niall.
- Nie wymiękaj gnoju ! Idziemy tam. - pociągnęłam go mocno za rękę. Ale mnie ciekawiło co tam jest ! Ale jednocześnie bałam się co tam jest. Weszliśmy przez okropnie skrzypiące drzwi. Był tam włącznik, który jak to my, próbowaliśmy rozpaczliwie uruchomić. 
Cpyk-cpyk.
I nadal nic. Pozostał nam zmysł dotyku. 
- To do roboty. - westchnęliśmy jednocześnie, zaśmialiśmy się i zaczęliśmy dotykać wszystkiego. Było tam łóżko z dziwnej skóry, parę obrazów, dywan, oczywiście też ze skóry i kupka jakiegoś proszku. 
- Niall daj mi swojego iPhone' a. - poprosiłam szeptem.
- Dlaczego szepczemy? I czemu akurat mojego? - odszeptał oburzony.
- Bo ja swojego nie wzięłam. - wytłumaczyłam już na głos wywracając oczami. Podał mi telefon, żebym mogła sobie poświecić.
- Łeeeeee ! - odskoczyłam z piskiem wycierając ręce w czerwoną koszulkę Nialla. To nie był żaden proszek, tylko zdechłe robaki.
- Fuj, fuj, fuj, fuj, fuj, fuj, fuj... Fuj, fuj ! - powtarzałam ciągle nadal wycierając się o Nialla, o ściany, o podłogę, o łóżko, o dywan - Fuuuuj ! 
Niall jedynie stał przy drzwiach i śmiał się jak opętany.
- Tobie trzeba egzorcysty ! - krzyknęłam, kiedy stwierdziłam, że moje ręce są już wystarczająco wytarte. Przez okna ktoś poświecił latarką. Ktoś kto się śmiał. I ktoś, kogo znałam.
- Wy tępe dzidy ! - wydarłam się na Laylę i Harry' ego wybiegając, jednocześnie wyrywając drzwi z zawiasów. Zaczęli uciekać nadal głośno się śmiejąc. Pobiegłam za nimi również zaczynając się śmiać, bo wyobraziłam sobie jak dziwnie i zabawnie musiało to wyglądać. Znów się zdenerwowałam, bo to pewnie oni pozbierali tam te robaki. Ba ! Byłam wściekłą.
Wbiegłam na polanę, gdzie już paliło się ognisko. Rozejrzałam się szybko po wszystkich zebranych, a dokładniej byli tam Liam, Casie, Zayn i Ernie.
- GDZIE! ONI! SĄ! - krzyknęłam zła. Wszyscy pokazali na jezioro. Impulsywnie zerwałam z siebie ubrania i z rozpędu wskoczyłam do wody z rozbiegu. Otworzyłam oczy. Jaka ta woda była przejrzysta ! Wróćmy do tematu głównego.Patrzyli się prosto na mnie spod mola. Pokazałam tak zwane ' zabiję Cię '. Popłynęłam w ich stronę, więc w popłochu wypłynęli na powierzchnię, a ja za nimi.
- Jeszcze was dopadnę gnojki ! - zdzierałam sobie gardło - Dopadnę was wy tępe chuje ! 
- Nike, szlifuj język. - zaśmiał się Niall. Przywaliłam mu z pięści w ramię.
- Powinna boleć? - zapytał poruszając brwaimi.
- Nie wiem. - wzruszyłam ramionami. Staliśmy przez chwilkę w ciszy.
- Ał ! - złapał się za brzuch. Wybuchłam śmiechem.
- Uderzyłam Cię w ramię idioto. - walnęłam go w brzuch - Teraz w brzuch. 
Posiedzieliśmy jeszcze trochę przy ognisku pijąc dużo, oprócz Liama i Casie. 
W pewnym momencie wszyscy upici i dwójka trzeźwych poszli do domków pod pretekstem bolących brzuchów. Zostałam sama z Niallem

***********************************************************************************



TAK BARDZO WAS PRZEPRASZAM ! OBIECYWAŁAM DŁUGI ! 
WYSZEDŁ KRÓTKI I BEZNADZIEJNY !
PRZEPRASZAM ! NAUCZĘ SIĘ NA PRZYSZŁOŚĆ NIE OBIECYWAĆ !
NIE MIAŁAM ANI CZASU, ANI WENY. KOLEJNY DODAM MOŻE W PIĄTEK !!!

czwartek, 27 września 2012

Ja wcale nie umarłam !

Witam.
Jak pewnie zauważyliście... Rozdziały nie pojawiają się przez prawie dwa tygodnie !
Zła ja !
Ale jest też wytłumaczenie :)
Nie mam bardzo czasu.
W ramach rekompensaty w sobotę dodam dłuższy (jak dla mnie) rozdział.
Soo... C Ya Soon ! :) Xx

sobota, 15 września 2012

Love's like wind. You can't see it but you can feel it.

- No nareszcie ! - krzyknęłam widząc zieloną ciężarówkę zatrzymującą się na żwirowym podjeździe. Założyłam na mój ubiór zielony szlafrok, a na stopy czarne papucie i wyszłam przed dom.
- Dzień dobry. - przywitałam się z niskim panem w zabawnej czapeczce. Odmruczał coś niewyraźnie w odpowiedzi i otworzył tylną klapę pojazdu. Na szarej powierzchni stało kilkadziesiąt pudeł, jedne mniejsze, jedne większe, kilka klatek i sporo wielkich drewnianych skrzyń. Sprzedawca podał mi jeden karton, a sam zaczął wyciągać skrzynię z drewna owiniętą folią bąbelkową. Weszłam do domu potrząsając lekko pudełkiem. Jakie ja jestem głupie. Przecież w środku jest żywe zwierzę. Usiadłąm na kanapie pomiędzy Harrym, a Zaynem i bez żadnych procesów wstępnych oderwałam kawałek taśmy.
- Ej no co Ty ! Nie otwieraj go tutaj. Jeszcze gdzieś wypełznie. - wzdrygnęła się Cas. Wzruszyłam ramionami i zerwałam pozostałą taśmę klejącą. Otworzyłam śmiało pudełko, które było wypełnione do połowy trocinami.
- Gdzie jesteś... - próbowałam wypatrzyć zwierzę wśród wiórek. Jak na komendę z rogu wychynęła głowa wielkości mojej pięści.
- A tu Cię mam. - szepnęłam i wyciągnęłam węża jednocześnie pozwalając ułożyć mu się na moim ramieniu - Nazwę go Arshile. - oznajmiłam.
- Wow, wielki jest. - zaśmiał się wesoło Ean - Jaka to rasa? - dodał.
- Waż zbożowy snow, albo white. Jak kto woli. - odpowiedziałam wstając, bo panu w śmiesznej czapeczce udało się dotaszczyć akwarium do domu.
- 542$ - zażądał. Odliczyłam dokładnie pieniądze, złożyłam podpisik na karteczce i odprowadziłam sprzedawcę do drzwi.
- Trochę Cię to kosztowało. - skwitował Ed nadal wlepiając wzrok w mój nowy nabytek siedzący mi aktualnie na ramieniu.
- Czego nie zrobi kobieta dla przyjemności. - odpowiedział mu rozbawiony Zayn. Posłałam mu minę ' zamknij się, bo zaraz zarobisz '.
- Moje pieniądze, więc mogę wydawać je na co chcę. - wzruszyłam ramionami - Ałś. - dodałam, bo oberwałam od Mulata w głowę - Jeszcze się policzymy. - odrzuciłam w niego poduchą. Nadal z Arshilem na ramieniu odwinęłam folię bąbelkową.
- Weeee ! - zapiszczałam skacząc po folii.
- Dziecko. - westchnęła Casie i wróciła do rozmawiania o najnowszej plotce ' One Direction i dziewczyny z naprzeciwka? '. Otworzyłam wieko odsłaniając duże akwarium i rzeczy do jego urządzenia.
- Zobacz Arshile. Tu będziesz teraz mieszkał. - powiedziałam do zwierzaka podrzucając korzeniem - Ean? Ed? Pomożecie? - zapytałam braci pokazując na czarne biurko przy oszklonej ścianie.
- Że niby to ma tu tak stać? - zapytała Casandra - Ma tu być i cały Boży dzień będzie się na mnie gapić? - dodała.
- W sumie... To tak. - pokiwałam ochoczo głową. Zrobiła minę typu ' Oh God Why ' i zamknęła oczy. Bracia raczyli podnieś tyłki i wspólnymi siłami przenieśli akwarium na biurko.
- Dzięki. - powiedziałam i zdjęłam Arshila z ramienia i położyłam na podłodze - Idź pozwiedzać. - wszyscy podciągnęli nogi na sofę - Dajcie spokój. Nawet Ty Daniel? Zayn? Harry? - uniosłam brwi. Ale nawet mnie nie słuchali. Wąż gdzieś zniknął, więc miałam czas na przygotowanie terrarium.

Po piętnastu minutach spojrzałam krytycznym okiem na moje dzieło i wzięłam się za szukanie pupila. Wszyscy patrzyli na moje poczynania lekko wystraszeni.
'' Baby '' - pomyślałam - ''Pfff ''.
- Ej, ej, ej ! Zbierzesz cały kurz z podłogi ! Wstawaj ! - poleciła Casie zaraz po tym jak przeczołgałam się od kanapy do półki, a potem do biurka.
- Jak chcesz, ale jak Arshile udusi Cię w nocy, to nie przyjdę na pogrzeb. - podniosłam się, otrzepałam i wyszłam do kuchni, żeby coś zjeść. Najbliżej mnie stała miska z owocami, więc wzięłam banana do ręki, dla ścisłości - mój ulubiony owoc.
- Znowu Cię na tym przyłapuję ! - do kuchni wszedł Harry niosąc Arshila na ramieniu. Zaśmiałam się wesoło i zrzuciłam z ramion szlafrok.
- Gorąco tu. - westchnęłam wachlując się ręką i odbierając pupila Loczkowi.
- Zaraz wyjdę. - wytłumaczył, a ja parsknęłam śmiechem.
- A może frytki do tego? - zadrwiłam.
- Tak, z ketchupem poproszę. - i wziął do ręki inny owoc - Nie lubisz brzoskwini? - zagadnął.
- Ale żeś sobie temat wymyślił. No, oj to nie tak, że nie lubię. - jęknęłam - Nie jadam ich często ze względu na te nieprzyjemne włoski na skórce. - zaczęłam gestykulować rękam.
- Włoski na skórce? - uniósł brwi.
- Zboczeniec. - trzepnęłam go pięścią w ramię - O czym oni tam tak zawzięcie dyskutują?
- Pozostał nam tydzień wolnego, potem kilka koncertów w Londynie, wywiady i cała reszta. Więc zastanawiają się gdzie możemy jechać. Gdzieś nad morze, zorganizowanie biwaku czy może nad jezioro. - wytłumaczył.
- Nigdzie nie jadę. - oznajmiłam chłodno. Loczek złapał mnie w pasie i przerzucił przez ramię.
- Czemu? - zapytał.
- Bo nie. - odwarknęłam.
- Czemu? - ponowił pytanie.
- Bo mi się nie chce. - odpowiedziałam przymilnie.
- Czemu?
- Bo tak ! - odkrzyknęłam lekko zirytowana.
- Czemu?
- Słuchaj mnie uważnie niewyżyty małpiszonie. Po pierwsze, uwielbiam biwaki i tego typu rzeczy ! Pianki, kiełbaski, wszystko co niszczy organizm ! Ogniska, które w każdej chwili mogą spalić Ci włosy ! Spanie w namiotach na zimnej i mokrej ziemi ! A wypady nad morze? Yaaay ! Romantyczne zachody słońca na nieprzyjemnym i brudnym piachu ! Domki na plaży ze spróchniałego drzewa ! Pokaleczone muszlami stopy ! A jeziora? Jeszcze fajniej ! Mnóstwo komarów, które zżerają Cię żywcem, ciemne lasy dookoła pełne pedofilów i groźnych zwierząt ! Pijawki ! Po drugie, jeszcze nie wyzdrowiałam. - zadeklarowałam.
- Szczęście w nieszczęściu, że wyczułem ten ostry sarkazm. - Styles mną potrząsnął i zaczął kierować się do salonu.
- Szczęście bo? - uniosłam brwi, choć i tak nie mógł tego zobaczyć.
- Bo jedziemy tam na dwa tygodnie... - nie dokończył.
- Merde ! - przeklęłam  po francusku.
- Co? Nie ważne. Nieszczęście dla Ciebie, bo domki będą tylko dwuosobowe. - po tonie jego głosu mogłam wywnioskować, że się cieszy.
- Chłopcy przestańcie ! - usłyszałam lekko przytłumiony krzyk Damaris. Harruś postawił mnie na podłodze i razem weszliśmy do salonu.
- Ej ! Spokój ! - zainterweniował Liam. Stanął pomiędzy Zaynem, a Niallem i odsunął ich od siebie na długość swoich ramion. Patrzyli na siebie z mordem w oczach. Spojrzałam pytająco na Dam.
- Ostatecznie zdecydowaliśmy, że jedziemy nad jezioro.  Kłócą się, który ma być z Tobą w domku. Najlepiej będzie, jak Ty któregoś wybierzesz. - uśmiechnęła się zachęcająco.
- Ale... Ja nie wiem... Ja nie wiem którego mam wybrać. - patrzyłam to na Mulata, to na Blondyna. Ich błagalne spojrzenia posyłane w moją stronę... Ugh - Nie wiem, naprawdę. - zająknęłam się.
- To jutro zdecydujemy. - oznajmiła zawsze rozsądna Casie.
- Muszę się z tym przespać. - machnęłam na nich ręką. Założyłam buty i wyszłam przed dom. Nie wspominałam? Chwilowo spałam u Chłopców w domu, ponieważ kanapa była strasznie niewygodna. Nasuwa się pytanie. Z kim? Odpowiedź brzmi - z nikim. Śpię w pokoju gościnnym, bo tak chciałam.
Wyciągnęłam klucz spod doniczki. Ludzie są tacy przewidywalni... I łatwowierni... I naiwni... Można by tak wymieniać. Nie wierzę w ludzi. Westchnęłam cicho zdejmując buty i przechodząc przez kuchnię do mojego tymczasowego lokum. Zamknęłam się w nim od środka i usiadłam na łóżku. Popatrzyłam w okno na przeciwko. Czas na przemyślenia Nike. Może zadać ponownie pytanie ' Czym jest życie? ' lub ' Czym powinnam się zająć w przyszłości? '. A może ' Czas już dorosnąć? '. Nie sądzę, nie warto. Wolę zostać dużym dzieckiem do końca życia, nie brać niczego zbyt poważnie i posługiwać się bolesnym sarkazmem. Brawo Nike ! Dziesięć punktów dla Ciebie. Jakie są wartości w życiu? W MOIM życiu? Nie wiem... Miłość? Nie znam takiego słowa. Chociaż... Muszę przyznać, że Niall i Zayn są intrygujący, a niedawno Mulat wyznał mi, że coś do mnie czuje... Pieniądze? Nie, one nie dadzą mi szczęścia. Przyjaźń? Okazyjnie. Spotkała mnie w życiu. Te cztery idiotki śmiało mogę nazwać przyjaciółkami. A przygłupy? Nasze relacje są bardzo dobre, zaczęliśmy się lepiej poznawać, choć wolę zająć się sobą niż kimś innym. Nie zmienię się dla kogoś. Dom? Mam mieszkanie. Założenie rodziny? Za młoda, by o tym myśleć. Moja rodzina? Tęsknię za mamą. Tęsknię za tatą, nawet nie wiem gdzie on jest. Mam Michelle i tych dwóch kochanych pedałków. Czego więcej trzeba? Odpowiedź jest prosta. Szczęścia. Czy ja zaznałam szczęścia? Sama nie wiem. Mam wielki kłębek w głowie. Jeszcze nie przeżyłam swojego pierwszego razu. Pozory mylą. Ale ja się boję. Czy to boli? Z kim mogę to zrobić? Nikt nie przychodzi mi na myśl, ale wiem, że zrobię to z kimś, kogo będę kochać nad życie. Co mogę nazwać szczęściem? Również nie wiem. Jestem małą, głupią, bezbronną nastolatką. Nie jedyną na całym świecie, ale jedną mróweczką w mrowisku.
- Po co ja się zgrywam? - zadałam pytanie sama sobie. Tak naprawdę, to nie jestem twardą Nike. Ja po prostu gram... Bo życie to jeden wielki teatr, prawda? Jak każdy człowiek, potrzebuję miłości, zaufania, przyjaźni. Bo czym by było życie bez tych rzeczy? A może po prostu życie to jeden wielki sen, a śmierć nas budzi? Kto wie. Ułożyłam się wygodniej na łóżku. Gdzie jest ten ' ktoś ', kto zmieni moje życie? Co on może teraz robić? Z takimi myślami przykryłam się kocem i zasnęłam.

*lé następny dzień *

Otworzyłam oczy, bo strasznie burczało mi w brzuchu. Spojrzałam na wyświetlacz iPhone' a. Kilka wiadomości, kilka nieodebranych połączeń. Godzina 5:28.
- No pięknie. - mruknęłam do siebie i przetarłam oczy. Przeciągle ziewnęłam i przeciągnęłam się niczym kot. Podrapałam się po głowie i zamlaskałam kilka razy, bo w końcu dotarł do mnie ten okropny poranny smak w ustach. Otworzyłam drzwi i z przymkniętymi przedostałam się do kuchni.
- Vas Happenin'? - przywitał mnie uściskiem Zayn. 
- Mhm. - odmruknęłam niewyraźnie i wdrapałam się na wysokie krzesło stojący przy wysepce kuchennej.
- Hej Nike. - podszedł Harry i poczochrał mi włosy.
- Cześć. - Liam tylko posłał mi wesoły uśmiech.
- Siemka Marcheweczko. - Lou uderzył mnie pięścią w ramię.
- Delikatniej. - poprosił go Mulat nie przestając się szczerzyć.
- Witam Śpiącą Królewnę. - Niall pocałował mnie w rękę.
- Mhm. - odmruczałam ponownie. Westchnęłam cicho i próbowałam się podnieść.
- Dajcie jej kawy, czy coś. - zaproponował Hazza. Skąd on wie czego mi trzeba? Ehh. Chwilę potem stał przede mną czerwony kubek pełen czarnego, pysznego napoju. Złapałam za kubek i od razu wypiłam łyk kawy.
- Mmmmm. - jęknęłam. Cudowna.
- Jesteś już gotowa, wczoraj Cię spakowaliśmy i za pół godziny wyjeżdżamy. - oznajmił Liam. Słysząc to wyplułam całą zawartość moich ust na blat kuchenny, przy okazji też na podłogę.
- Grzebaliście w moich rzeczach ?! - wykrzyczałam robiąc się coraz bardziej czerwona.
- Taaaak, aa coooo? - Styles przeciągał samogłoski. Spaliłam strasznego buraka. Poszłam do pokoju Zayna, wyciągnęłam szare dresy i T-shirt, w które szybko się przebrałam. Poszłam do łazienki zgarnęłam sprzed lusterka moją gumkę, związałam pospiesznie włosy w niedbałego koka i zbiegając po schodach krzyknęłam do Chłopaków :
- Czekam w samochodzie ! 
Wyszłam przed dom bawiąc się moim iPhonem. Wsiadłam na siedzenie pasażera.
- Dzień dobry proszę pana. - przywitałam kierowcę, a jednocześnie ich menagera, którego nazywali Paulem.
- Dzień dobry. - odpowiedział uśmiechając się wesoło - Jak samopoczucie? - dodał.
- A wie pan... - nie dał mi dokończyć.
- Jaki tam znowu ' pan '. Paul Higgins jestem. Mów mi Paul. - przedstawił się. Tak zaczęła się nasza rozmowa.

* lé pół godziny później *
- Są wszyscy? - zapytał się Paul patrząc w lusterko.
- Jasne. - odpowiedzieli im Casie i Liam równocześnie. Zaśmiali się i splotli dłonie... Czy ja o czymś nie wiem? Nie ważne. Wyciągnęłam iPhone' a z kieszeni i zrobiłam zdjęcie Pulowi. 
' @paulyhiggins is our driver ! Yeah. Nice man Xx ' - dodałam wpis na Twittera i pokazałam go Paulowi. 
- Masz może ze sobą laptopa? - zadałam pytanie.
- Jasne, jest pod Twoim siedzeniem. - wyjaśnił nie odwracając wzroku od drogi. Odpięłam niepewnie pasy, podniosłam siedzisko i wyciągnęłam urządzenie. Szybko je uruchomiłam i zaśmiałam się cicho pod nosem. Mieli tu WiFi. Podłączyłam się, i weszłam w kamerkę. Wyrwałam z rąk gitarę, na której grała przed chwilą siedząca za mną Damaris.
- Oddaj to ! - krzyknęła odwracając się zła.
- Wal się. - odpowiedziałam i zasunęłam czarną kotarę. Uruchomiłam kamerkę, nastroiłam gitarę i odetchnęłam.
- Cześć wszystkim. Jak widzicie, nie jest to najlepsze miejsce na nagranie covera, ale muszę w końcu dać coś od siebie. Za dużo emocji. I przepraszam was, że ostatni dodałam aż dwa tygodnie temu. - uśmiechnęłam się przepraszająco do niebieskiego światełka - Dziś będzie to Colbie Caillat - ' Bubbly '. - oznajmiłam i zaczęłam brzdękać na instrumencie.


I've been awake for a while now,
You've got me feelin' like a child now,
Cause every time I see your bubbly face,
I get the tinglies in a silly place.

Uśmiechnęłam się do kamerki i zamknęłam oczy, żeby wczuć się w rytm.

 It starts in my toes,
And I crinkle my nose,
Wherever it goes I always know,
That you make me smile,
Please stay for a while now,
Just take your time,
Wherever you go.

 The rain is fallin' on my window pane,
But we are hidin' in a safer place,
Under covers stayin' dry and warm,
You give me feelins that I adore.

 It starts in my toes,
Make me crinkle my nose,
Wherever it goes,
I always know,
That you make me smile,
Please stay for a while now,
Just take your time,
Wherever you go.

Śpiewając to, myślałam o takim jednym Chłopcu z dzieciństwa, który ukradł mi serce. 
'' Salut Nike. '' - przywitał się wesoło po Francusku.
'' Salut Harold. '' - odpowiedziałam w tym samym języku.
'' Ma mère invite ta mère pour le dîner. Voulez-vous venir? '' - zapytał z nadzieją w oczach.
'' Bien sûr. Vous ne pouvez pas refuser, parce que je pense que ma mère me ferait manger. '' - odparłam uradowana jednocześnie chichocząc.
'' J'espère que vous viendrez. Je t'aime. '' - pocałował mnie w policzek i zanim zdążyłam odpowiedzieć uciekł. Mieliśmy wtedy po dziesięć lat. Ah ta szczenięca miłość. 
* Uwaga od autora - nie tłumaczcie tego, bo będzie przetłumaczone na dole :) *


 What am I gonna say,
When you make me feel this way,
I just........mmmmmm.

It starts in my toes,
Make me crinkle my nose,
Wherever it goes,
I always know,
That you make me smile,
Please stay for a while now,
Just take your time,
Wherever you go.

 I've been asleep for a while now,
You tucked me in just like a child now,
Cause every time you hold me in your arms,
I'm comfortable enough to feel your warmth.

 It starts in my soul,
And I lose all control,
When you kiss my nose,
The feelin' shows,
Cause you make me smile,
Baby just take your time now,
Holdin' me tight.

 Wherever, wherever, wherever you go,
Wherever, wherever, wherever you go,
Wherever you go, I'll always know.
Cause you make me smile here, just for a while. 

Zakończyłam grać na gitarze.
- Mam nadzieję, że się wam spodoba. Osobiście uwielbiam tą piosenkę, aktualnie opisuje mój nastrój. Pewnie domyślicie się po plotkach o co chodzi. - uśmiechnęłam się wesoło - To tyle na dziś. Uśmiechnij się Paul. - skierowałam kamerkę na Pauly' ego. Pomachał w tą stronę, więc mogłam już wyłączyć.
- Nie myślałaś nigdy o tym, żeby pójść do X-Factora? - zapytał po krótkiej chwili.
- Nie kręci mnie to. Nie lubię gwiazdek stworzonych przez takie programy. - wzruszyłam ramionami logując się na moje konto na YouTube.
- Wiesz, że Chłopcy są takimi gwiazdkami? - uniósł brwi.
- Nie wiem, nie obchodzi mnie to. - dodałam filmik.
- Słuchaj Nike. To, że jesteś zimna nie pomoże Ci w zdobyciu czegokolwiek. - powiedział skręcając w jakąś polną drogę. Auć. Nie powiem, zabolało.
- Może masz rację... Ale zauważ, że kiedy będę miła, to ludziom łatwiej będzie mnie zranić. - zripostowałam.
- Ale będzie im się łatwiej do Ciebie zbliżyć... Daj spokój ! - powiedział pewnie głośniej niż zamierzał - Widziałem jak patrzysz czasem na Zayna. I jak on się Tobą zajmuje. Boi się o Ciebie. - dodał szeptem uśmiechając się pod nosem.
- Powinno mnie to obchodzić? - podniosłam głos.
- A nie? - odpowiedział - Jesteś młoda ! Potrzebujesz tego. - stwierdził.
- Tylko. Nie. Młoda. - wysyczałam przez zęby odpinając pas - Nie szukam chłopaka i nawet nie mam zamiaru ! Kim Ty niby jesteś, żeby mówić mi takie rzeczy? Moim ojcem? Nie sądzę ! Zostanę starą panną z sześćdziesięcioma dziewięcioma kotami ! I nic Ci do tego ! - wrzasnęłam i wyskoczyłam z samochodu, bo Paul już się zatrzymał. Wkurwiona na cały świat weszłam do pierwszego lepszego domku trzaskając drzwiami.

***********************************************************************************

Wiem, wiem... Spieprzyłam i to ostro.
Specjalne podziękowania dla Apolline :D
Przetłumaczona rozmowa :
- Cześć Nike.
- Cześć Harold.
- Moja mama zaprasza Twoją mamę na obiad. Przyjdziecie?
-Oczywiście. Nie mogę wam odmówić, bo mama by mnie chyba zjadła.
- Liczę na to, że przyjdziesz. Przepadam za Tobą.
Mam fazę na Hazzę !












I  na Zayna też ! Muahah !










Dobra, koniec męczenia gifami i zdjęciami, bo od tej seksowności zaraz roztopią wam się gałki oczne. Teraz czas naaaa...
Nawet nie napiszę ' Hope You Like It ', bo wiem, że tego nie polubicie.

sobota, 8 września 2012

You know what?

* lé perspektywa Harrego *

Obudziłem się rześki i wypoczęty. To pewnie dlatego że Nike czuje się lepiej. Wszystkim nam ulżyło, kiedy zobaczyliśmy ją turlającą się ze śmiechu po dywanie. Wziąłem szybki prysznic, założyłem ubrania, które leżały najbliżej mnie i zbiegłem po schodach na dół. Zastałem tam rozwścieczonego Lou kłócącego się z Horanem.
- To nie moja wina, że jesteś wiecznie głodny i zawsze brakuje Ci jedzenia ! - krzyknął Pan Marchewka.
- Zauważ też, że teraz nie ma jedzenia dla wszystkich, więc sądzę, że nie tylko ja będę zły. - zripostował mu Blondyn.
- A czemu nie ma jedzenia? Bo wszystko wchłonąłeś ! - oskarżył go drugi. 
- To nie moja wina że tak mam. - Niall nadal zachowywał spokój. 
- Z kim ja żyję. - westchnął Lou - Dobra, jakoś przeżyjemy. - westchnął. 
- Ja mogę iść po zakupy. - zaoferowałem się.
- Czekałem na kogoś takiego jak Ty. - przytulił mnie i zaczął pisać na kartce co mam kupić. 
- Dużo tego. - spojrzałem na Louisa z wyrzutem.
- Musimy robić zapasy. Zima zbliża się wielkimi krokami. - zamknął oczy i podniósł brwi.
- Jest koniec sierpnia. - spojrzałem na niego wymownie.
- No przecież mówię. - pokiwał głową i skierował się do salonu. Wziąłem trochę kasy i wyszedłem z domu. Wolałem się przejść i pooddychać świeżym powietrzem. Droga do TESCO zajęła mi niecałe dziesięć minut. Zabrałem ze sobą wózek, bo lista była dość długa. Przeczytałem kilka pierwszych produktów. Mleko, ser, szynka, masło, chleb, płatki kukurydziane i czekoladowe... Oh Tommo, Tommo. Skierowałem się do części z nabiałem.
- Harry ! Harry zaczekaj ! - usłyszałem za sobą. Pomyślałem, że to fanki, więc nie zwróciłem na to uwagi.
- No wiesz? - złapała mnie za ramię Casie.
- Przepraszam, myślałem, że to fanki... - zacząłem się tłumaczyć.
- Nie szkodzi. Jakbym była sławna to też bym tak pomyślała. - zaśmiała się Layla stając po drugiej stronie. Ta dziewczyna była bardzo ładna. W pewnym sensie... Pociągała mnie? Ale nie tak, żeby na jedną noc zaciągnąć do łóżka, a potem zostawić... Tylko tak normalnie. Z zamyślenia wyrwała mnie Casie.
- A może przyjdziesz do nas na śniadanie? - zaproponowała uśmiechnięta.
- Muszę zrobić zakupy dla nas. - westchnąłem przepraszająco.
- Chłopcy też będą mogli przyjść. - dodała nadal się uśmiechając - Najwyżej po południu wyjdziemy wszyscy na wspólne zakupy.
- A Nike? Nie można jej zostawić samej. - przypomniałem.
- Po południu będzie już jej siostra. A poza tym sądzę, że Zayn będzie chętny by jej towarzyszyć. - poruszała zabawnie brwiami.
- Dobra. Dokończmy wasze zakupy i możemy iść. - zgodziłem się. Ucieszyły się i przybiły coś w stylu ' HAJG FAJF '. Zbieraliśmy z półek wszystko do mojego wózka, nie przejmując się ceną. Doszliśmy do działu z rzeczami dla zwierząt. 
- Zaczekajcie ! - krzyknęła Casie. Stanęła przy półce z karmami dla psów i zaczęła czytać składy.
- Co robisz? - podszedłem do niej biorąc do ręki puszkę z jedzeniem dla zwierząt i podrzucając.
- Nike nie może wychodzić z domu, więc to ja teraz muszę kupować rzeczy dla Flossy.
- Też fakt. - zaśmiałem się - Ale trzeba przyznać, to najsłodszy pies jakiego widziałem. - pokiwałem głową.
- A do tego dziś przywiozą tę jej gadzinę. - wzdrygnęła się Lay - Kupiła sobie węża. - wytłumaczyła mi widząc moją minę. 
- Aaaaaa. - pokiwałem głową. Zgarnęliśmy kilka karm i skierowaliśmy się do kasy. Zapłaciłem za wszystko pomimo protestów dziewczyn. Wyszliśmy obładowani zakupami. Sześć toreb dla pięciu dziewczyn.
- Po co wam aż tyle jedzenia? - zapytałem zdziwiony.
- Nie znasz Nike. To straszny żarłok. A nie tyje. Zazdroszczę jej. - zamknęła oczy Layla.
- Tak właściwie to jak wy się poznałyście? - zadałem pytanie, bo wreszcie miałem okazję się dowiedzieć.
- Umm. Mamy czas, więc mogę opowiedzieć. - rozpoczęła Casie - Nike straciła mamę, umarła ona na raka. Chociaż bardzo kochała swojego tatę, to musiała od niego uciec. Po prostu to zrobiła. Zarabiała na śpiewie i graniu na gitarze. Coś jak Bieber. Laylę rodzice wyrzucili z domu, bo ćpała i piła, nie była ich idealną córeczką o której zawsze marzyli. Ja z moją matką uciekłam od ojca, bo nas bił. Damaris została oddana do domu dziecka w wieku pięciu lat, również była skazana na ucieczkę. A Ernie nigdy nie opowiedziała nam swojej historii. Nie jest za kolorowo. - westchnęła. Już chciałem przerwać pytaniem, ale ona kontynuowała - Pewnego dnia, kiedy siedziałam w parku, moja mama powiedziała, że musi na chwilę po coś iść i że zaraz wróci. Tak się składa, że nie wróciła. Płakałam ciągle, bez końca, aż w końcu kiedy chciałam się zabić za pobliskim drzewem... Layla mnie powstrzymała. Powiedziała ' Życie jest za dużo warte, żeby tak je kończyć '. - uśmiechnęła się do Lay i pokiwała na nią, żeby to ona kontynuowała.
- Zostałyśmy przyjaciółkami. Casandra przygarnęła mnie do siebie. Matka zostawiła jej dom. W końcu kiedy zagoiły się rany Cas mogłyśmy wyjść normalnie z domu. I wtedy spotkałyśmy płaczącą Nike. Siedziała na jednym ze schodków MilkShake City. Kiedy zapytałyśmy się jej co się stało zaczęła szlochać coraz mocniej. Próbowała nam cokolwiek wytłumaczyć, ale nie potrafiła. Ją też przygarnęłyśmy. Damaris żebrała, więc zrobiłyśmy tak samo, a Ernie... Po prostu chciała z nami zamieszkać. Potem razem zarabiałyśmy. Nike miała wypadek i takie tam. Rok później kupiłyśmy dom, w którym aktualnie mieszkamy, aż do teraz. - zakończyła.
- Nie za kolorowo. Czekaj... Nike miała wypadek? - zdziwiłem się.
- Emm... Nie lubi jak się o tym mówi. Ale czego, nie usłyszy, to ją nie zaboli. - wzruszyła ramionami Casie - Potrącił ją koleś na motorze. Miała złamane żebra, nogę i poważny wstrząs mózgu. Leżała w śpiączce przez dwa tygodnie, potem się obudziła i lekarz stwierdził, że ma przejściową amnezję. Powoli sobie zaczęła przypominać i wszystko wróciło do porządku. Ta da i The End. - zaśmiała się.
- Aż się dziwię, że zdążyłaś w dziesięć minut. - zaśmiałem się z nią przechodząc koło ich basenu.

* lé perspektywa Nike *

- Zostaw tą mąkę ! - krzyknęłam na Damaris jednocześnie się cofając, żeby nie zostać ' umączoną '. Zaśmiała się złowieszczo i wysypała na mnie całe opakowanie. Stałam tak kaszląc, nawet nie próbowałam strzepywać z siebie białego proszku, bo Dam już niosła drugą torebkę. Ubrudziła mój ulubiony chorowity zestaw. Garściami na mnie sypała. Do tego jeszcze Ernie z mściwym rechotem dodawała kakao i kawę. 
- Wyglądasz coraz lepiej. - uśmiechnęła się Niebiesko-włosa. Ern przyniosła bitą śmietanę i sos czekoladowy i mnie ' udekorowały '.
- Ej no co tu się dzieje ! - wydarła się Casie kładąc torby koło nóg. 
- Jezu moje zbawienie ! - podbiegłam do niej i ją przytuliłam. Dziewczyny odwróciły się i chciały dokończyć ciasto, ale Cas do nich powiedziała :
- Nie tak prędko moje panie. Wysprzątacie zarówno to, jak i w salonie. Kto wymyślił wojnę na płatki śniadaniowe? - zapytała podnosząc brwi. Wskazałam na Damaris.
- Oj daj spokój. Przecież to nic takiego. Robiłyśmy gorsze rzeczy. - próbowała się bronić.  Wszyscy równocześnie podnieśliśmy lewą brew. Dopiero teraz zauważyłam, że przyszedł Harry. 
- Cześć. - przywitałam się machając nieśmiało.
- Cześć. - odpowiedział wyjmując iPhone' a i robiąc mi zdjęcie.
- Ciekawe ile już moich zdjęć krąży po internecie. - zamyśliłam się. Po chwili jednak wzruszyłam ramionami i skierowałam się do salonu, aby pooglądać coś ciekawego.
- Ja pierdziele. Te programy kulinarne są dla mojego żołądka jak pornosy*. - westchnęłam widząc już któryś z kolei. Usłyszałam wybuch śmiechu z kuchni i cicho westchnęłam. 
- Idę się wykąpać ! - krzyknęłam wyłączając TV. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, więc wbiegłam szybko po schodach na górę i do swojego pokoju. Nie biorąc nic ze sobą wleciałam do łazienki po drodze zrzucając z siebie ubrania. Stanęłam po środku kabiny i puściłam gorącą wodę. Jak dobrze, że nie odczuwam tego tak mocno. Krople ciekły w dół mojego ciała nie pozostawiając żadnej suchej przestrzeni na mojej skórze. Szum wypełniający kabinę był muzyką dla uszu. Stałam tak wcierając w siebie żel o zapachu mango i rozmyślając o... Właściwie to skupiałam się na przyjemności jaką dostarczał mi ten prysznic. Śpiewając przypomniałam sobie, że nie zamknęłam drzwi... A co jeżeli Hazza tu wejdzie? O mój Boże. Jestem najgłupszym człowiekiem jaki się chyba urodził. Skończyłam płukać włosy i opuściłam niepewnie kabinę i owinęłam się w ręcznik. Zajrzałam ostrożnie do pokoju. 
- Czysto. - szepnęłam do siebie. Ulga. Pobiegłam do półeczki z bielizną wzięłam pierwszą lepszą i weszłam do garderoby i zaczęłam się ubierać podśpiewując. Szczerze mówiąc... Lubię śpiewać. Może dziś nagram nowego covera? Pomyślę nad tym później. Opuściłam garderobę i rzuciłam się na łóżko jednocześnie uśmiechając się na samą myśl, że Michelle już niedługo mnie odwiedzi. Była przecież moją jedyną siostrą. A poza tym długo jej nie widziałam, Eana i Eda też nie, a tym bardziej Daniela. Są wspaniali. Szkoda tylko... Szkoda tylko, że nie wiemy gdzie teraz jest nasz tata. Po tym jak Michie się wyprowadziła, a ja uciekłam... Biedny tato. Na przypomnienie tego jego zarostu i czarnych włosów, które po nim mam... Zaczęłam płakać. Jak małe dziecko, które boi się ciemności. Tak po prostu z siebie. Nadal płacząc klęknęłam przed świętym obrazkiem i zaczęłam się żalić :
- Panie Boże... Czy mój tato jeszcze żyje? Czy ma się dobrze. Ehh. Przecież wiem, że mi nie odpowiesz. - uśmiechnęłam się przez łzy - Ale spraw, aby było mu dobrze. Kocham go. - zakończyłam moje przemówienie pacierzem i rozbeczałam się jeszcze gorzej. Ocierając łzy wyszłam z pokoju i stanęłam na korytarzu. Sięgnęłam po chusteczki stojące na szafce pod lusterkiem. Otarłam policzki i oczy, i nadal płacząc zeszłam powoli na dół. Nikogo nie było w domu.
- No i kurwa zajebiście. - klapnęłam sobie na kanapie odchylając głowę do tyłu.
Ding Dong.
Ding ding ding ding ding Dong.
Tylko przygłupy tak dzwonią. Otarłam ręką ostatnie łzy i leniwie skierowałam się do drzwi. Już miałam łapać za klamkę, kiedy ktoś po drugiej stronie je otworzył. 
- MICHIE ! - wydarłam się szczęśliwa rzucając się jej na szyję - I WY ! WY MAŁE PEDAŁY ! - wyściskałam Eana i Eda. Tuliłam, płakałam, ściskałam, płakałam, całowałam, płakałam. Dużo tego płakania dziś. Daniela też to nie minęło. Zaprosiłam ich do domu, do salonu.
- Macie ochotę na coś? Kawę? Cappuccino? Herbatę? Kakao? Gorącą czekoladę? Colę? Jakiś sok? - pytałam przejęta.
- Ja i Michie poprosimy kawę, a dla tych dwóch zrób gorącej czekolady. - zaśmiał się Daniel - Nike, tęskniliśmy. - dodał.
- Awwww. - jęknęłam i zrobiliśmy grupowego miśka spadając jednocześnie z kanapy. Zaśmialiśmy się nadal nie wypuszczjąc się z objęć i przygniatając narzeczonego mojej siostruni.
- Dobra puśćcie mnie. - wyjęczałam - Zrobię kawę i wszystko mi opowiecie. - zaśmiałam się na wspomnienie tej reklamy - A potem pokażę wam gdzie są pokoje i łazienki. -dorzuciłam podnosząc się z podłogi. Wyszłam uśmiechnięta do kuchni, zagotowałam wodę i przygotowałam im piciu. Zaniosłam to na tacce i usiadłam razem z nimi.
- To jak wam minęła podróż? - zapytałam.

Wybuchnęłam śmiechem zaraz po tym jak Daniel opowiedział mi o sytuacji ze Stewardessą.
- Czyli, że ta blondyna nie założyła majtek? - powtórzyłam nadal głupkowato się uśmiechając.
- No dokładnie. - zaśmialiśmy się oboje. Mina Michelle wyrażała wszystko.
- Nie przejmuj się kochanie. To nic takiego. - chłopak ją przytulił i głaskał po ramieniu. 
- To nic takiego. - zaczęła go przedrzeźniać - Zajebiście. Nike, chodź pokażesz nam pokoje. - westchnęła zrezygnowana wstając. Wszyscy podnieśliśmy swoje jakże zacne dupencje i poprowadziłam ich do schodów i na górę. Ciągnąc za sobą walizki Daniel i Michelle o czymś zawzięcie dyskutowali nie zwracając na nas uwagi. Po mojej prawej stanął Ean, po lewej Ed.
- Co wy dziś tacy mało rozmowni? - szepnęłam do braci.
- Bo nie chcemy się narazić Michie. Od kilku dni chodzi cała poddenerwowana. - odszeptał Eddie.
- To pewnie okres, albo ciążowe humorki. - zaśmiałam się cicho w odpowiedzi. Roześmiali się razem ze mną i po chwili już znajdowaliśmy przy drzwiach do pokoju gościnnego. 
- To wasze miejsce. - powiedziałam entuzjastycznie do parki, zapraszając ich do środka. Rozłożyli bagaże i usiedli na łóżku rozglądając się.
- Miło. - skomentowali jednocześnie i się zaśmiali. Wyszłam z braćmi zostawiając ich samych, 
- No i jak tam u waszych lasencji? - zapytałam obydwóch śmiejąc się z nich.
- Nie mamy lasencji. - odpowiedział poważnie Ean.
- A macie kogoś na oku?
- A coś Ty taka wścibska? - odpyskował Eddy.
- Nie pozwalaj sobie pedziu Edziu, o to ja jestem starsza. - trzepnęłam go w ucho.
- Ale niższa. - zripostował i przerzucił mnie przez ramię. 
- Puszczaj ! - waliłam go pięściami w plecy - No puść mnie !
On tylko z Eanem zaśmiali się złowieszczo i przybili żółwika. Zbiegli ze mną po schodach i otworzyli drzwi wybiegając na zewnątrz.
- Nie rób tego ! - zapiszczałam widząc jak biegnie w kierunku basenu. Przez ulicę właśnie przechodzili przygłupy i idiotki.
- Nie ma. Nazwałaś mnie ' pedziem Edziem '. Zapłacisz za to. - zaczął mnie łaskotać w stopy. Piszczałam i śmiałam się jednocześnie. 
- Haha proszę Ed ! Hahah błagam hahah. Wypuść hahah. - jąkałam się. Grupka przyjaciół była coraz bliżej. Ean złapał mnie za ręce Eddy za nogi i zaczęli mnie bujać.
- 3... 
- 2...
- 1...
- I siup ! - zakończyli jednocześnie wrzucając mnie do wody. Zanurzyłam się w przyjemnie ciepłej wodzie. Plusy wakacji - dużo słońca. Szczególnie w te wakacje Londyn był taki słoneczny ! Wróćmy do rzeczywistości. Podpłynęłam do drabinki. 
- Szkoda, że nie ma tu opcji * usuń przedmiot *. - zaśmiał się Ean - Usunąłbym tę drabinkę i byś się utopiła. - dodał po chwili. 
- You know what? Jesteś okropny ! - udawałam złość.
- Nie dramatyzuj tak siostra. - jęknął pedzio.
- Jesteście popierdoleni. - przybiłam z nimi piątki.
- Oooooo ! Świeże ciasteczka ! - podbiegła do nas Ern łapiąc moich pedałków za policzki. Reszta do nas dołączyła i śmialiśmy się jak głupi. Znów zaczęłam kaszleć.
- Choroba wraca. Trzeba iść do domu. - zatrzebiotała Cas. Uśmiechnęłam się do niej wesoło i wepchnęłam do wody.

***********************************************************************************

Ean Caramell 

15-letni brat Nike. Spontaniczny, wesoły, głośny.





Edward Caramell

 16-letni brat Nike. Raczej cichy, uwielbia czytać książki, ma obsesję na punkcie kotów.








Michelle Caramell

 21-letnia siostra Nike, ma narzeczonego Daniela, uwielbia imprezy, zakupy i melanże.
Od kiedy poznała Daniela, stara się ograniczać.








Daniel Howell

26-letni narzeczony Michelle. Wydaje się być dojrzały, w rzeczywistości jest dużym dzieckiem.





****************************************************************************************

No i jest rozdzialik !
Nie mogłam wcześniej dodać rozdziału, AJM SORY SOŁ MACZ.
* Via - #JSPL
Pisałam go do trzeciej w nocy, bo nie miałam weny, soł... 
Hope You Like It !