sobota, 1 września 2012

Fuck off from Krystian.

- Styles, Ty pierdolony egoisto! - wskazywałam palcem na jego twarz. Usiadłam sobie na ławce.
- Muszę już iść, przepraszam. - powiedziała Victoria chowając iPhone' a do kieszeni - Mama do mnie napisała. - wytłumaczyła - To pa. - pomachała uśmiechnięta i poszła... Gdzieś tam. Loczek chciał się do mnie dosiąść, ale przeszkodziła mu w tym Lay, mówiąc ze śmiechem :
- Lepiej nie rób tego Harry. To tylko cisza przed burzą.
Odchyliłam głowę śmiejąc się.
- Tak naprawdę to nie jestem na niego zła, tylko cholernie głodna. -wyjęczałam. Wszyscy wybuchli śmiechem, a ja dodałam - Co jest kurwa śmiesznego w tym, że jestem głodna? Oh, nie słuchaj mnie Krystian. - powiedziałam do przestrzeni za mną.
- Yyyy? - usłyszałam od Ern. Zignorowałam ją i znów zaczęłam do niego gadać.
- Serio? Nie wierzę Ci ! Zawsze mnie okłamujesz w takich sprawach. Oh, z Tobą można naprawdę inteligentnie porozmawiać. - gadałam ze zwierzęciem.
Nasuwa się pytanie.
Kto to Krystian?
- Z kim Ty rozmawiasz? - na ławce obok mnie usiadła Casie i dotknęła ręką mojego czoła.
- Pytanie. Co Ty robisz? - odpowiedziałam jej tym samym.
- Sprawdzam Ci temperaturę i stwierdzam, że jesteś rozgrzana. - odpowiedziała, a Harruś i Mulat się zaśmiali.
- Pf. - pyfnęłam na nich - Ja rozmawiam z Krystianem. Nie widać? - zawaliłam retoryka.
- Zdążyłam zauważyć, ale kto to Krystian? - spojrzała na mnie z uniesionymi brwiami.
- To Jednorożek, którego dostałam od zajebistego Papy Smerfa na moje piąte urodziny. - wytłumaczyłam nie zważając na śmiechy reszty grupy. Podniosłam szybko głowę i rozejrzałam się po towarzystwie.
- Ale Ty masz rumieńce. I zaszklone oczy. - podbiegła zaniepokojona Layla. Kucnęła przede mną i również zaczęła macać moją twarz.
- Zostaw ! - zabrałam z siebie jej łapki - Kiedy jedziemy na Trafalgar Square? - zapytałam.
- Za chwilę powinien tu być Paul. - wytłumaczył Loczek siadając mi na kolanach. 
Zrobiło mi się trochę słabo, ale przecież nie będę tego mówić, bo nie chcę martwić dziewczyn.
- Harold. Złaź. - zakaszlałam.
- Poczekamy na Paula. I zejdę. - obiecał rozsiadając się wygodniej. 
- Ałś. Może nie widać, ale jesteś ciężki. - znowu zakaszlałam. Po paru minutach przyjechał czarny Van, wszyscy szybko do niego weszli. 
- Nike nie wsiadasz? - zapytała Cas.
- Czekam na Krystiana. - wytłumaczyłam. Po chwili ja też wskoczyłam do samochodu i zatrzasnęłam z hukiem drzwi. Usiadłam na środku podłogi i zaczęłam wpatrywać się w jeden niewiadomy mi punkt naprzeciwko mnie. 

- Nike ! Nike słyszysz mnie? - usłyszałam przytłumione słowa. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że ktoś mnie nawołuje.
- Słucham? - zaczęłam się rozglądać po siedzących dookoła, aby zlokalizować źródło dźwięku.
- Zapytałem się co o tym sądzisz? - powiedział Louis - I przepraszam za wczoraj. Nieprzyjemnie się zachowałem. - zalał się rumieńcem.
- Ale o czym sądzę?
- Nie udawaj. - zaśmiała się Damaris.
- Ja mówię całkowicie poważnie. - spojrzałam na nią spod mojej czarnej niesfornej grzywki.
- My tu od pół godziny rozmawiamy o tym, czy jest sens wracać do Larry' ego, a Ty nie wiesz o co chodzi? - tym razem do rozmowy wtrącił się Styles. Pokiwałam twierdząco głową.
- Jesteś pewna, że nic Ci nie jest? Bo widzę, że Twoje rumieńce nadal się powiększają, a u Ciebie oznacza to wysoka gorączkę. - zaczynało mnie to już denerwować. Jak będzie gorzej to chyba im powiem, tak? 
- Nic mi nie jest Mamo. - warknęłam.
- Jesteśmy ! - krzyknął Paul i gwałtownie zahamował. Upadłam na nogi Stylesa i poczułam straszny ból z tyłu czaszki.
- Ałś. - szepnęłam. Zauważyłam, że wszyscy już wyszli. Harry podał mi rękę, złapałam za nią i ostrożnie wyszłam z pojazdu.
- O widzisz jak ładnie? I tak powinno być. - powiedziała do niewidzialnego Jednorożka Krystiana, bo sam wysiadł i mogłam od razu zatrzasnąć drzwi.
- Mamy tu czas zaplanowany do osiemnastej. Spinać dupy i idziemy zwiedzać. - poganiała nas Cas.
Chodziliśmy wszędzie, z Louisem złapaliśmy mnóstwo Kevinów, dotarliśmy do kilku lodziarni, bo ja i Niall zgłodnieliśmy, robiliśmy sobie mnóstwo zdjęć, które chwilę potem lądowały na twitterze, prosiliśmy ludzi o to, żeby nas przytulili, kilka pamiątek... Zmęczeni usiedliśmy wszyscy na jednej ławce.
- Jeszcze za chwilę małe zakupy i możemy iść spać. - odetchnęła z ulgą Dam.
- Już widzę te wasze ' małe zakupy '. - zaśmiał się Liam robiąc w powietrzu cudzysłów. Dziewczyny spojrzały na niego spode łba, a ja klapnęłam sobie na kolana u Malika. 
- Jestem padnięta. - wyjęczałam mu do ucha. Wstał, przerzucając mnie przez ramię.
- Zayn... Nie mam siły na takie coś. - jęknęłam uderzając go leniwie pięścią po tyłku - Zaaayn.
Nie reagował na moje słowa tylko zbliżył się do fontanny za nami.
- Ej, Zayn co Ty... - nie dokończyłam, bo już leżałam cała mokra, z poobijanym tyłkiem. Woda przyjemnie tryskała mi na głowę.
- O jak dobrze. - westchnęłam, a oni zaczęli się tak mocno ze mnie śmiać, że myślałam, że zaraz poupadają wszyscy na ziemię. Zaczęłam strasznie kaszleć.
- Cziiiiz ! - wykrzyknął Niall i zrobił mi foto. Pewnie wstawił na TT, bo miał strasznie zadowoloną minę. Rozkaszlałam się na dobre.
- Nie no, jedziemy do domu. - zapowiedziała Casie pomagając wyjść kaszlącej mnie z wody -  Nigdzie nie pójdziesz w takim stanie. Trzeba jechać do domu, położysz się, może prześpisz, zrobimy Ci rosół, herbatę, albo kakao, a jakby działo się gorzej to zadzwonimy do lekarza. - było słychać troskę w jej głosie.
- Tylko nie lekarza... - zdołałam wychrypieć.
- Poczekamy, zobaczymy. - wzruszyła ramionami - Zadzwonię do Paula. - wyjęła komórkę i już po chwili dało się słyszeć ciche ' Piiiiip... Piiiiip... Piiiiip... '. Rozmawiała z nim przez chwilę spoglądając przy tym na mnie. Nie słyszałam o czym mówi, a to dziwne... Przecież stałam niecałe dwa metry od niej. Oczy jakby zaszły mi mgłą. Dosłownie. Byłam głucha i ślepa na świat. W mojej głowie toczyła się walka o zachowanie przytomności. Starałam powstrzymać się zaśnięcie. Ale chyba bez skutku...

* lé perspektywa Harrego *

Złapałem ją w pasie. Była taka mała. Bezbronna... I bezwładna. Zayn znalazł się koło mnie po kilku sekundach i zaczął nawijać, że to jego wina.
- Zamknij się. To nie jest Twoja wina. To nie przez Ciebie zachorowała. - Ernie położyła mu rękę na ramieniu. Nie wiem czemu, ale nie za specjalnie za nią przepadam. Tak jakby... Nie pasuje.
- Spróbujcie ją ocucić, a ja zadzwonię do lekarza, żeby czekał na miejscu. - Casie sięgnęła po telefon. Potrząsaliśmy nią, kilka razy klepnęliśmy lekko po twarzy. Kiedy czerwono-włosa skończyła rozmowę przyjechał nasz Van. Wsiadłem razem z całą zgrają do samochodu. Musieliśmy się zmieścić po jednej stronie, bo nasz Pan Wspaniały Tatuś musiał zrobić miejsce dla Nike. Próbował ją ocucić. Bił ją po twarzy, potrząsał nią, nawet poprosił mnie o wodę. Osłupiały patrzyłem jak zdejmuje swoją bluzkę i moczy ją wodą, po czym przykłada ją do czoła dziewczyny. Wszyscy byliśmy bardzo zdezorientowani. Niecałe pół godziny temu zapewniała nas, że wszystko jest w porządku, że czuje się dobrze. Ale mi widzieliśmy, że coś jest nie tak... Ale nie zareagowaliśmy.
- Jestem skończonym idiotą. - Zayn schował twarz w ręce - Przecież mogłem zadzwonić do Paula bez waszej i jej wiedzy. Wróciłaby wcześniej do domu i pewnie nic by się nie stało. Zaopiekowalibyśmy się nią... A co jeżeli ona się nie obudzi ! - lamentował.
- Stary... - poklepałem go po ramieniu - Obudzi się, obiecuję Ci to. - uśmiechnąłem się do niego pocieszająco. Spojrzał na mnie zaczerwienionymi oczami. Tak, Zayn płakał. Ale przecież to nie byłą taka tragedia ! A zresztą. O czym ja pierdolę? To jest poważne. Ocknęła się i zaczęła się krztusić. Liam pomógł jej usiąść i klepał ją lekko po plecach. Kiedy już złapała oddech... Znowu zemdlała. A raczej usnęła. Przez jej ciało przechodziły dreszcze. Zayn zamienił się miejscem z Daddy' m i wtulił się w śpiącą Nike. 
- Fuck off from Krystian. - wyszeptała przez sen drżącym głosem. Nikt się nie zaśmiał, ale widziałem na ich twarzach krótkie szczęśliwe uśmieszki. Znów zaczęła drżeć. Coraz mocniej.
- Przynieście koc. - powiedział po cichu Mulat głaskając ją po plecach. Louis wygrzebał spod swojego siedzenia okrycie i pomógł opatulić śpiącą brunetkę, po czym wrócił na swoje miejsce. 
- No wreszcie dojechaliśmy ! - krzyknęła Damaris, a Nike niespokojnie się poruszyła. Spojrzała na nas przepraszająco i otworzyła przed nami drzwi. Jakiś starszy Pan stał przed ich domem i podszedł kiedy zobaczył nas wychodzących powoli z pojazdu. My poszliśmy do siebie i obiecaliśmy, że gdy tylko doktor opuści ich dom to przyjdziemy.

*lé perspektywa Casandry *

Cholernie się o nią bałam... O Boże przepraszam Cię najmocniej, nie powinnam była przeklinać. STRASZNIE się o nią bałam. Powiększające się rumieńce, spocone ciało, mocne dreszcze.
- To jakiś dziwny objaw grypy. - oznajmił doktor - Jakby zaraziła się nią pięć, może sześć miesięcy temu i ona ciągle się rozwijała. - zmarszczył brwi - Ale wystarczy ciągle ją obserwować, nie pozwalać się jej przemęczać i żeby leżała, najlepiej żeby zawsze miała wodę lub coś do picia pod ręką. Zaraz wypiszę leki i jak należy je podawać. - wyciągnął karteczkę i pisał coś po swojemu. to znaczy w języku lekarzy. Nigdy nie potrafię odczytać co jest tam napisane. 
- Dziękuję. - odpowiedziałam smutno i zaprowadziłam lekarza do drzwi. Przypatrywałam się żółtemu świstkowi papieru. Westchnęłam ciężko widząc cenę medykantów. Bo tylko to potrafiłam odczytać, choć z trudem. 
- So się zieje? - zapytała słabiutkim głosikiem Nike.
- Nic takiego kochanie. Śpij dalej. - pogłaskałam ją czule po głowie. Uśmiechnęła się do mnie i podniosła na łokciach.
- Ale mi się nie chce już spać. - przetarła ręką oczy.
- Czemu nam nie powiedziałaś, że jest gorzej? - zapytałam prosto z mostu - Przecież byśmy wrócili i wypoczęłabyś. - westchnęłam.
- Bo nie chciałam wam psuć zabawy. Widziałam zawiedzenie w waszych oczach, kiedy to się zaczęło. - już miałam coś powiedzieć, ale mnie uprzedziła - Nie próbuj mi wmawiać, że nie. - usiadła szczelnie przykrywając się kocem.
- Jak Ty to robisz? To znaczy... Jak Ty potrafisz dostrzec uczucia? - dziwiłam się. Nike zawsze, ale to ZAWSZE wiedziała co nam jest. Wystarczy, że spojrzała nam w oczy. Potrafiła czytać z nas, jak z otwartych książek. Ale zawsze była jak nam siostra... No może nie zawsze, bo znamy się dopiero sześciu lat.
- Nie wiem, ale to jest łatwe. Moja mama powtarzała... - w tym momencie się zająknęła. Odetchnęła spokojnie i kontynuowała swój monolog - Moja mam powtarzała : Nie wyciągaj z ludzi prawdy na siłę. Po prostu zajrzyj do ich oczu, a odczytasz wszystko. - wzruszyła ramionami - To tyle. 
- Wiesz... Jesteś mi jak siostra. Naprawdę. Kocham Cię. - uśmiechnęłam się do niej i objęłam ją ramieniem.

* lé perspektywa Nike *

- Awwww. Jesteś przesłodka. - przytuliłam się do jej pasa i nie chciałam jej już nigdy puścić. Już miałam się podnosić, ale Cas mnie zatrzymała. 
- Doktor kazał Ci leżeć ciągle w łóżku. I żebyś się nie przemęczała. - pokiwała na mnie palcem z udawaną srogością. Zaśmiałam się.
- Jestem głodna... To tu był doktor? - moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki.
- Zadzwoniłam po niego specjalnie wtedy, gdy spałaś. - pokazała mi język i wyszła do kuchni. Włączyłam sobie telewizor i szukałam ciekawych programów. Przygłupy tu, Przygłupy tam, Przygłupy siam. Zawsze będą moimi Przygłupami. Ale z domieszką przyjaźni i zaufania, a może nawet... Zauroczenie? Tak to się chyba nazywa. Jeszcze nigdy nie byłam aż tak zauroczona jednym chłopakiem. To co mam powiedzieć o pięciu? Chociaż śmiało mogę nazwać to Przyjaźnią, to przerażają mnie słowa ' Forever Together '. Nie wiem czemu... Są po prostu straszne ! Siedziałam gapiąc się na teledysk Cheryl Cole ' Call My Name ', kiedy na ekranie pojawiła się zapowiedź kolejnego teledysku. * One Direction - One Thing *.
'' Tytuł brzmi ciekawie ''- pomyślałam - '' Ciekawe jak z piosenką. ''.
Z głośników popłynęły pierwsze dźwięki.

I've tried playing it cool,
But, when I'm looking at you,
I can't ever be brave,
Cause you make my heart race.

Zaczynał się ciekawie. A te ich miny do siebie. Powstrzymałam się żeby nie wybuchnąć śmiechem.

  Shot me out of the sky,
You're my kryptonite,
You keep making me weak,
Yeah, frozen and can't breathe.

Do pokoju weszła Cas niosąc talerz z górą kakaowych naleśników z bitą śmietaną i z Nutellą. Od razu złapałam jednego i zaczęłam bujać się w rytm muzyki. Dołączyła do mnie Czerwono-włosa i obydwie kołysałyśmy się do słów Zayna.

Something’s gotta give now,
Cause I’m dying just to make you see,
That I need you here with me now,
Cause you've got that one thing.

Po chwili rozpoczął się refren, więc próbowałyśmy spamiętać słowa, by potem móc zaśpiewać z Chłopakami. 
- A nie lepiej będzie jak poszukam słów na iPhonie? - zapytała dziewczyna podnosząc brew do góry.
- Emu y ne. - odparłam wpychając do ust kolejnego naleśniora. Po chwili śpiewałyśmy razem z Niallem, a potem z Lou. Znowu refren i nadchodziła solówka Liama.
- Czekaj, czekaj ! Nie śpiewaj tylko posłuchaj. - zaśmiałam się i przybrałam poważny wyraz twarzy. Zniżyłam swój głos najniżej jak potrafiłam i zaśpiewałam głośno :

Get out, get out, get out of my head,
And fall into my arms instead.

Zaśmiałyśmy się donośnie i rzuciły na łóżko. 
- Bejbe, bejbe, bejbe oooooł lajk ! - zanuciłam, po czym zaśmiałyśmy się jeszcze głośniej.
- Vas happenin' ? - usłyszałyśmy śmiech Chłopców z futryny i wybuchłyśmy ponownie.
- Eksplołżyn ! - i znów się zaśmiałyśmy. To były chyba najśmieśniejsze piosenki i klipy we wszechświecie.
- Tinki Łinki, Dipsi, Lala, Po ! - wydusiłam z siebie na siłę - Nie... mogę hahah, brzuch mnie hahah boli już. - wyjęczałam.
- No haha... wiesz co? Słaba haha jesteś. - chłopcy patrzyli na nas dziwnie.
- Ej Ej ! A jeszcze ten ! Czekaj haha jak to szło? - zapytała mnie Casie - A haha pamiętam ! Stabby Rib Stabb Stabb ! - tym mnie rozwaliła.
- Dobra hahaha ! Poległam. - podniosłam się z podłogi. Podałam jej rękę i powiedziałam do reszty :
- Idziem się przebrać. Poczekajcie. - podpierałyśmy się z dziewczyną nawzajem.
- To jest normalne. Przyzwyczajcie się. - do salonu weszła Layla z winogronem wrzucając sobie jeden owoc do ust. Louis wesoło się uśmiechnął.
- Chyba znalazłem swój drugi dom. - przytulił Laylę tak mocno, że myślałam, że zaraz flaki jej wyjdą uszami. Skorzystałam z okazji i wyrwałam jej winogrona. Spojrzała na mnie zła i próbowała wyrwać się z uścisku Lou.
- Trzymaj ją tak długo jak Ci się uda. - powiedziałam do niego śmiejąc się z rozwścieczonej dziewczyny.
- Tak jest. - zasalutował jedną ręką i zaciągnął ją na sofę. Nie miała z nim żadnych szans. Wzruszyłam ramionami i weszłam powoli na górę. '' Nie przemęczać się? Jest '' - pomyślałam wchodząc do pokoju. Przebrałam się szybko, upięłam włosy w luźnego koczka i zeszłam na dół. Nie do salonu, lecz do kuchni. Złapałam za banana i powoli zaczęłam go obierać. Chciałam skonsumować posiłek, ale do kuchni wszedł Loczek.
- No,no,no... - westchnął - A co tu Panienka robi? - zapytał spoglądając wymownie na banana.
- Jem ten oto przepyszny owoc. - pokazałam na żółty smakołyk - Ale dobrze wiem, że nie należy patrzeć komuś w oczy jedząc to. - pokazałam mu język i wgryzłam się w żółciutkie cudo. Usłyszałam tylko ciche ' PSTRYK ' i już wiedziałam, że zaraz moje zdjęcie jak jem ten dziwaczny owoc bedzie krążyć po internecie. 
- Jesteś okropny. - zaśmiałam się wyrzucając skórkę od banana do kosza.
- Myślałam, że powiesz coś w stylu 'zajebisty, albo najlepszy'... Ale w ostateczności. Czemu nie. - złapał mnie w pasie i zaniósł do salonu.
- Styles idioto ! - wykrzyczałam.
- Nie przemęczać się ! - zalecenie od Casie. Cicho westchnęłam. Fajnie jest być małą.
Tak minął nam dzień do końca. Mnóstwo wygłupów.
Zasnęłam z myślą o tym, że gdyby nie ta dziewiątka prawdopodobnie nie zaznałabym szczęścia.



***********************************************************************************


Przeprosinowy rozdział. Przepraszam za zero Zake (Zayn i Nike dla oświecenia).
MWAH MWAH Xx
Hope You Like It :3

1 komentarz: