sobota, 8 września 2012

You know what?

* lé perspektywa Harrego *

Obudziłem się rześki i wypoczęty. To pewnie dlatego że Nike czuje się lepiej. Wszystkim nam ulżyło, kiedy zobaczyliśmy ją turlającą się ze śmiechu po dywanie. Wziąłem szybki prysznic, założyłem ubrania, które leżały najbliżej mnie i zbiegłem po schodach na dół. Zastałem tam rozwścieczonego Lou kłócącego się z Horanem.
- To nie moja wina, że jesteś wiecznie głodny i zawsze brakuje Ci jedzenia ! - krzyknął Pan Marchewka.
- Zauważ też, że teraz nie ma jedzenia dla wszystkich, więc sądzę, że nie tylko ja będę zły. - zripostował mu Blondyn.
- A czemu nie ma jedzenia? Bo wszystko wchłonąłeś ! - oskarżył go drugi. 
- To nie moja wina że tak mam. - Niall nadal zachowywał spokój. 
- Z kim ja żyję. - westchnął Lou - Dobra, jakoś przeżyjemy. - westchnął. 
- Ja mogę iść po zakupy. - zaoferowałem się.
- Czekałem na kogoś takiego jak Ty. - przytulił mnie i zaczął pisać na kartce co mam kupić. 
- Dużo tego. - spojrzałem na Louisa z wyrzutem.
- Musimy robić zapasy. Zima zbliża się wielkimi krokami. - zamknął oczy i podniósł brwi.
- Jest koniec sierpnia. - spojrzałem na niego wymownie.
- No przecież mówię. - pokiwał głową i skierował się do salonu. Wziąłem trochę kasy i wyszedłem z domu. Wolałem się przejść i pooddychać świeżym powietrzem. Droga do TESCO zajęła mi niecałe dziesięć minut. Zabrałem ze sobą wózek, bo lista była dość długa. Przeczytałem kilka pierwszych produktów. Mleko, ser, szynka, masło, chleb, płatki kukurydziane i czekoladowe... Oh Tommo, Tommo. Skierowałem się do części z nabiałem.
- Harry ! Harry zaczekaj ! - usłyszałem za sobą. Pomyślałem, że to fanki, więc nie zwróciłem na to uwagi.
- No wiesz? - złapała mnie za ramię Casie.
- Przepraszam, myślałem, że to fanki... - zacząłem się tłumaczyć.
- Nie szkodzi. Jakbym była sławna to też bym tak pomyślała. - zaśmiała się Layla stając po drugiej stronie. Ta dziewczyna była bardzo ładna. W pewnym sensie... Pociągała mnie? Ale nie tak, żeby na jedną noc zaciągnąć do łóżka, a potem zostawić... Tylko tak normalnie. Z zamyślenia wyrwała mnie Casie.
- A może przyjdziesz do nas na śniadanie? - zaproponowała uśmiechnięta.
- Muszę zrobić zakupy dla nas. - westchnąłem przepraszająco.
- Chłopcy też będą mogli przyjść. - dodała nadal się uśmiechając - Najwyżej po południu wyjdziemy wszyscy na wspólne zakupy.
- A Nike? Nie można jej zostawić samej. - przypomniałem.
- Po południu będzie już jej siostra. A poza tym sądzę, że Zayn będzie chętny by jej towarzyszyć. - poruszała zabawnie brwiami.
- Dobra. Dokończmy wasze zakupy i możemy iść. - zgodziłem się. Ucieszyły się i przybiły coś w stylu ' HAJG FAJF '. Zbieraliśmy z półek wszystko do mojego wózka, nie przejmując się ceną. Doszliśmy do działu z rzeczami dla zwierząt. 
- Zaczekajcie ! - krzyknęła Casie. Stanęła przy półce z karmami dla psów i zaczęła czytać składy.
- Co robisz? - podszedłem do niej biorąc do ręki puszkę z jedzeniem dla zwierząt i podrzucając.
- Nike nie może wychodzić z domu, więc to ja teraz muszę kupować rzeczy dla Flossy.
- Też fakt. - zaśmiałem się - Ale trzeba przyznać, to najsłodszy pies jakiego widziałem. - pokiwałem głową.
- A do tego dziś przywiozą tę jej gadzinę. - wzdrygnęła się Lay - Kupiła sobie węża. - wytłumaczyła mi widząc moją minę. 
- Aaaaaa. - pokiwałem głową. Zgarnęliśmy kilka karm i skierowaliśmy się do kasy. Zapłaciłem za wszystko pomimo protestów dziewczyn. Wyszliśmy obładowani zakupami. Sześć toreb dla pięciu dziewczyn.
- Po co wam aż tyle jedzenia? - zapytałem zdziwiony.
- Nie znasz Nike. To straszny żarłok. A nie tyje. Zazdroszczę jej. - zamknęła oczy Layla.
- Tak właściwie to jak wy się poznałyście? - zadałem pytanie, bo wreszcie miałem okazję się dowiedzieć.
- Umm. Mamy czas, więc mogę opowiedzieć. - rozpoczęła Casie - Nike straciła mamę, umarła ona na raka. Chociaż bardzo kochała swojego tatę, to musiała od niego uciec. Po prostu to zrobiła. Zarabiała na śpiewie i graniu na gitarze. Coś jak Bieber. Laylę rodzice wyrzucili z domu, bo ćpała i piła, nie była ich idealną córeczką o której zawsze marzyli. Ja z moją matką uciekłam od ojca, bo nas bił. Damaris została oddana do domu dziecka w wieku pięciu lat, również była skazana na ucieczkę. A Ernie nigdy nie opowiedziała nam swojej historii. Nie jest za kolorowo. - westchnęła. Już chciałem przerwać pytaniem, ale ona kontynuowała - Pewnego dnia, kiedy siedziałam w parku, moja mama powiedziała, że musi na chwilę po coś iść i że zaraz wróci. Tak się składa, że nie wróciła. Płakałam ciągle, bez końca, aż w końcu kiedy chciałam się zabić za pobliskim drzewem... Layla mnie powstrzymała. Powiedziała ' Życie jest za dużo warte, żeby tak je kończyć '. - uśmiechnęła się do Lay i pokiwała na nią, żeby to ona kontynuowała.
- Zostałyśmy przyjaciółkami. Casandra przygarnęła mnie do siebie. Matka zostawiła jej dom. W końcu kiedy zagoiły się rany Cas mogłyśmy wyjść normalnie z domu. I wtedy spotkałyśmy płaczącą Nike. Siedziała na jednym ze schodków MilkShake City. Kiedy zapytałyśmy się jej co się stało zaczęła szlochać coraz mocniej. Próbowała nam cokolwiek wytłumaczyć, ale nie potrafiła. Ją też przygarnęłyśmy. Damaris żebrała, więc zrobiłyśmy tak samo, a Ernie... Po prostu chciała z nami zamieszkać. Potem razem zarabiałyśmy. Nike miała wypadek i takie tam. Rok później kupiłyśmy dom, w którym aktualnie mieszkamy, aż do teraz. - zakończyła.
- Nie za kolorowo. Czekaj... Nike miała wypadek? - zdziwiłem się.
- Emm... Nie lubi jak się o tym mówi. Ale czego, nie usłyszy, to ją nie zaboli. - wzruszyła ramionami Casie - Potrącił ją koleś na motorze. Miała złamane żebra, nogę i poważny wstrząs mózgu. Leżała w śpiączce przez dwa tygodnie, potem się obudziła i lekarz stwierdził, że ma przejściową amnezję. Powoli sobie zaczęła przypominać i wszystko wróciło do porządku. Ta da i The End. - zaśmiała się.
- Aż się dziwię, że zdążyłaś w dziesięć minut. - zaśmiałem się z nią przechodząc koło ich basenu.

* lé perspektywa Nike *

- Zostaw tą mąkę ! - krzyknęłam na Damaris jednocześnie się cofając, żeby nie zostać ' umączoną '. Zaśmiała się złowieszczo i wysypała na mnie całe opakowanie. Stałam tak kaszląc, nawet nie próbowałam strzepywać z siebie białego proszku, bo Dam już niosła drugą torebkę. Ubrudziła mój ulubiony chorowity zestaw. Garściami na mnie sypała. Do tego jeszcze Ernie z mściwym rechotem dodawała kakao i kawę. 
- Wyglądasz coraz lepiej. - uśmiechnęła się Niebiesko-włosa. Ern przyniosła bitą śmietanę i sos czekoladowy i mnie ' udekorowały '.
- Ej no co tu się dzieje ! - wydarła się Casie kładąc torby koło nóg. 
- Jezu moje zbawienie ! - podbiegłam do niej i ją przytuliłam. Dziewczyny odwróciły się i chciały dokończyć ciasto, ale Cas do nich powiedziała :
- Nie tak prędko moje panie. Wysprzątacie zarówno to, jak i w salonie. Kto wymyślił wojnę na płatki śniadaniowe? - zapytała podnosząc brwi. Wskazałam na Damaris.
- Oj daj spokój. Przecież to nic takiego. Robiłyśmy gorsze rzeczy. - próbowała się bronić.  Wszyscy równocześnie podnieśliśmy lewą brew. Dopiero teraz zauważyłam, że przyszedł Harry. 
- Cześć. - przywitałam się machając nieśmiało.
- Cześć. - odpowiedział wyjmując iPhone' a i robiąc mi zdjęcie.
- Ciekawe ile już moich zdjęć krąży po internecie. - zamyśliłam się. Po chwili jednak wzruszyłam ramionami i skierowałam się do salonu, aby pooglądać coś ciekawego.
- Ja pierdziele. Te programy kulinarne są dla mojego żołądka jak pornosy*. - westchnęłam widząc już któryś z kolei. Usłyszałam wybuch śmiechu z kuchni i cicho westchnęłam. 
- Idę się wykąpać ! - krzyknęłam wyłączając TV. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, więc wbiegłam szybko po schodach na górę i do swojego pokoju. Nie biorąc nic ze sobą wleciałam do łazienki po drodze zrzucając z siebie ubrania. Stanęłam po środku kabiny i puściłam gorącą wodę. Jak dobrze, że nie odczuwam tego tak mocno. Krople ciekły w dół mojego ciała nie pozostawiając żadnej suchej przestrzeni na mojej skórze. Szum wypełniający kabinę był muzyką dla uszu. Stałam tak wcierając w siebie żel o zapachu mango i rozmyślając o... Właściwie to skupiałam się na przyjemności jaką dostarczał mi ten prysznic. Śpiewając przypomniałam sobie, że nie zamknęłam drzwi... A co jeżeli Hazza tu wejdzie? O mój Boże. Jestem najgłupszym człowiekiem jaki się chyba urodził. Skończyłam płukać włosy i opuściłam niepewnie kabinę i owinęłam się w ręcznik. Zajrzałam ostrożnie do pokoju. 
- Czysto. - szepnęłam do siebie. Ulga. Pobiegłam do półeczki z bielizną wzięłam pierwszą lepszą i weszłam do garderoby i zaczęłam się ubierać podśpiewując. Szczerze mówiąc... Lubię śpiewać. Może dziś nagram nowego covera? Pomyślę nad tym później. Opuściłam garderobę i rzuciłam się na łóżko jednocześnie uśmiechając się na samą myśl, że Michelle już niedługo mnie odwiedzi. Była przecież moją jedyną siostrą. A poza tym długo jej nie widziałam, Eana i Eda też nie, a tym bardziej Daniela. Są wspaniali. Szkoda tylko... Szkoda tylko, że nie wiemy gdzie teraz jest nasz tata. Po tym jak Michie się wyprowadziła, a ja uciekłam... Biedny tato. Na przypomnienie tego jego zarostu i czarnych włosów, które po nim mam... Zaczęłam płakać. Jak małe dziecko, które boi się ciemności. Tak po prostu z siebie. Nadal płacząc klęknęłam przed świętym obrazkiem i zaczęłam się żalić :
- Panie Boże... Czy mój tato jeszcze żyje? Czy ma się dobrze. Ehh. Przecież wiem, że mi nie odpowiesz. - uśmiechnęłam się przez łzy - Ale spraw, aby było mu dobrze. Kocham go. - zakończyłam moje przemówienie pacierzem i rozbeczałam się jeszcze gorzej. Ocierając łzy wyszłam z pokoju i stanęłam na korytarzu. Sięgnęłam po chusteczki stojące na szafce pod lusterkiem. Otarłam policzki i oczy, i nadal płacząc zeszłam powoli na dół. Nikogo nie było w domu.
- No i kurwa zajebiście. - klapnęłam sobie na kanapie odchylając głowę do tyłu.
Ding Dong.
Ding ding ding ding ding Dong.
Tylko przygłupy tak dzwonią. Otarłam ręką ostatnie łzy i leniwie skierowałam się do drzwi. Już miałam łapać za klamkę, kiedy ktoś po drugiej stronie je otworzył. 
- MICHIE ! - wydarłam się szczęśliwa rzucając się jej na szyję - I WY ! WY MAŁE PEDAŁY ! - wyściskałam Eana i Eda. Tuliłam, płakałam, ściskałam, płakałam, całowałam, płakałam. Dużo tego płakania dziś. Daniela też to nie minęło. Zaprosiłam ich do domu, do salonu.
- Macie ochotę na coś? Kawę? Cappuccino? Herbatę? Kakao? Gorącą czekoladę? Colę? Jakiś sok? - pytałam przejęta.
- Ja i Michie poprosimy kawę, a dla tych dwóch zrób gorącej czekolady. - zaśmiał się Daniel - Nike, tęskniliśmy. - dodał.
- Awwww. - jęknęłam i zrobiliśmy grupowego miśka spadając jednocześnie z kanapy. Zaśmialiśmy się nadal nie wypuszczjąc się z objęć i przygniatając narzeczonego mojej siostruni.
- Dobra puśćcie mnie. - wyjęczałam - Zrobię kawę i wszystko mi opowiecie. - zaśmiałam się na wspomnienie tej reklamy - A potem pokażę wam gdzie są pokoje i łazienki. -dorzuciłam podnosząc się z podłogi. Wyszłam uśmiechnięta do kuchni, zagotowałam wodę i przygotowałam im piciu. Zaniosłam to na tacce i usiadłam razem z nimi.
- To jak wam minęła podróż? - zapytałam.

Wybuchnęłam śmiechem zaraz po tym jak Daniel opowiedział mi o sytuacji ze Stewardessą.
- Czyli, że ta blondyna nie założyła majtek? - powtórzyłam nadal głupkowato się uśmiechając.
- No dokładnie. - zaśmialiśmy się oboje. Mina Michelle wyrażała wszystko.
- Nie przejmuj się kochanie. To nic takiego. - chłopak ją przytulił i głaskał po ramieniu. 
- To nic takiego. - zaczęła go przedrzeźniać - Zajebiście. Nike, chodź pokażesz nam pokoje. - westchnęła zrezygnowana wstając. Wszyscy podnieśliśmy swoje jakże zacne dupencje i poprowadziłam ich do schodów i na górę. Ciągnąc za sobą walizki Daniel i Michelle o czymś zawzięcie dyskutowali nie zwracając na nas uwagi. Po mojej prawej stanął Ean, po lewej Ed.
- Co wy dziś tacy mało rozmowni? - szepnęłam do braci.
- Bo nie chcemy się narazić Michie. Od kilku dni chodzi cała poddenerwowana. - odszeptał Eddie.
- To pewnie okres, albo ciążowe humorki. - zaśmiałam się cicho w odpowiedzi. Roześmiali się razem ze mną i po chwili już znajdowaliśmy przy drzwiach do pokoju gościnnego. 
- To wasze miejsce. - powiedziałam entuzjastycznie do parki, zapraszając ich do środka. Rozłożyli bagaże i usiedli na łóżku rozglądając się.
- Miło. - skomentowali jednocześnie i się zaśmiali. Wyszłam z braćmi zostawiając ich samych, 
- No i jak tam u waszych lasencji? - zapytałam obydwóch śmiejąc się z nich.
- Nie mamy lasencji. - odpowiedział poważnie Ean.
- A macie kogoś na oku?
- A coś Ty taka wścibska? - odpyskował Eddy.
- Nie pozwalaj sobie pedziu Edziu, o to ja jestem starsza. - trzepnęłam go w ucho.
- Ale niższa. - zripostował i przerzucił mnie przez ramię. 
- Puszczaj ! - waliłam go pięściami w plecy - No puść mnie !
On tylko z Eanem zaśmiali się złowieszczo i przybili żółwika. Zbiegli ze mną po schodach i otworzyli drzwi wybiegając na zewnątrz.
- Nie rób tego ! - zapiszczałam widząc jak biegnie w kierunku basenu. Przez ulicę właśnie przechodzili przygłupy i idiotki.
- Nie ma. Nazwałaś mnie ' pedziem Edziem '. Zapłacisz za to. - zaczął mnie łaskotać w stopy. Piszczałam i śmiałam się jednocześnie. 
- Haha proszę Ed ! Hahah błagam hahah. Wypuść hahah. - jąkałam się. Grupka przyjaciół była coraz bliżej. Ean złapał mnie za ręce Eddy za nogi i zaczęli mnie bujać.
- 3... 
- 2...
- 1...
- I siup ! - zakończyli jednocześnie wrzucając mnie do wody. Zanurzyłam się w przyjemnie ciepłej wodzie. Plusy wakacji - dużo słońca. Szczególnie w te wakacje Londyn był taki słoneczny ! Wróćmy do rzeczywistości. Podpłynęłam do drabinki. 
- Szkoda, że nie ma tu opcji * usuń przedmiot *. - zaśmiał się Ean - Usunąłbym tę drabinkę i byś się utopiła. - dodał po chwili. 
- You know what? Jesteś okropny ! - udawałam złość.
- Nie dramatyzuj tak siostra. - jęknął pedzio.
- Jesteście popierdoleni. - przybiłam z nimi piątki.
- Oooooo ! Świeże ciasteczka ! - podbiegła do nas Ern łapiąc moich pedałków za policzki. Reszta do nas dołączyła i śmialiśmy się jak głupi. Znów zaczęłam kaszleć.
- Choroba wraca. Trzeba iść do domu. - zatrzebiotała Cas. Uśmiechnęłam się do niej wesoło i wepchnęłam do wody.

***********************************************************************************

Ean Caramell 

15-letni brat Nike. Spontaniczny, wesoły, głośny.





Edward Caramell

 16-letni brat Nike. Raczej cichy, uwielbia czytać książki, ma obsesję na punkcie kotów.








Michelle Caramell

 21-letnia siostra Nike, ma narzeczonego Daniela, uwielbia imprezy, zakupy i melanże.
Od kiedy poznała Daniela, stara się ograniczać.








Daniel Howell

26-letni narzeczony Michelle. Wydaje się być dojrzały, w rzeczywistości jest dużym dzieckiem.





****************************************************************************************

No i jest rozdzialik !
Nie mogłam wcześniej dodać rozdziału, AJM SORY SOŁ MACZ.
* Via - #JSPL
Pisałam go do trzeciej w nocy, bo nie miałam weny, soł... 
Hope You Like It !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz